Feb 27 2008
Akta SB to zwyczajne siano
Jak informuje Polska Agencja Prasowa: “Były funkcjonariusz SB z Torunia fałszował akta pewnego duchownego, by wynikało z nich, że jest on rzekomym tajnym współpracownikiem - orzekł toruński sąd. Umorzył jednak postępowanie wobec Andrzeja G. z powodu amnestii. Sąd orzekł, że Andrzej G. przez osiem lat preparował raporty, które rzekomo miał pisać młody wikary z Torunia, ks. Janusz K. Duchowny miał być - według zachowanych dokumentów SB - tajnym współpracownikiem o pseudonimie “Jan”.
Sąd uznał byłego funkcjonariusza za winnego fałszerstwa dokumentów, ale postępowanie przeciwko niemu umorzył na podstawie przepisów o amnestii. Obejmują ona czyny zagrożone karą do dwóch lat więzienia, z wyjątkiem czynnego znęcania się nad zatrzymanymi przez SB i MO opozycjonistami. - Dokumenty pochodzą z lat 1977-1985. Jest to około 20 informacji podpisanych pseudonimem “Jan” i wszystkie, ponad wszelką wątpliwość zostały napisane własnoręcznie przez funkcjonariusza Andrzeja G. - powiedział prokurator Mieczysław Góra z Instytutu Pamięci Narodowej.
Zdaniem badacza historii działań tajnych służb PRL, prof. Wojciecha Polaka z toruńskiego uniwersytetu, przypadki wykrycia spreparowanych teczek z archiwów SB wychodzą na jaw coraz częściej. Naukowiec przypisuje to wymaganiom, jakie stawiali zwierzchnicy funkcjonariuszom SB w dziedzinie zdobywania tajnych współpracowników. - To było podstawą rozliczania efektów ich pracy. Zgodnie z resortowymi “normami” każdy z oficerów powinien pozyskać, a następnie prowadzić około 12-14 agentów i jeśli któryś nie mógł się z tego wywiązać, to dochodziło właśnie do takich przypadków - podkreślił prof. Polak. W regionie kujawsko-pomorskim pracownicy IPN badają obecnie dwa inne przypadki możliwych fałszerstw w aktach SB, które dotyczą byłego dziennikarza z Bydgoszczy i naukowca z UMK”.
Do niedawna przekonywali nas obsesyjni lustratorzy, że fałszowanie akt SB nie było możliwe (vide choćby Bronisław Wildstein, autor koncepcji lustracji totalnej). Teraz jest jasne, że mówili nieprawdę. Nie znamy tylko skali tego zjawiska. Ale precedens już jest. Na podstawie analizy wszystkich ujawnionych medialnie “afer lustracyjnych” można sformułować wniosek o wiele dalej idący - większość akt SB to zwyczajne “siano”, bez większego znaczenia. Materiały o charakterze plotkarskim, konfabulacje, wymysły. Przykładem takiego “porażającego” materiału były ujawnione akta o. Konrada Hejmo. Wiele wskazuje na to, że akta abpa Stanisława Wielgusa też były fałszowane. Owszem jakiś procent spraw miało wymiar realny, ale jest tego niewiele. Materiały prawdziwych agentów zatarto bardzo starannie - a IPN i publicyści podniecają się co jakiś czas owym “sianem”, zostawionym chyba celowo “na żer” głupcom, którzy się na to nabrali. Kiedy obserwuje się tych głupców, którzy z wypiekami na twarzy rzucają się na “agentów” ogarnia człowieka nie tylko złość, ale i politowanie - jak ludzie wydawać by się mogło rozumni są takimi dziećmi. Teraz chyba lepiej można zrozumieć mechanizm terroru psychologicznego w okresie stalinizmu - zachowania ludzkie są przecież niezmienne. Wystarczy dać im wytrych, przy pomocy którego mogą zrozumieć otaczający świat, własne niepowodzenia, podleczyć kompleksy - i szaleństwo jest pewne. Mityczny “agent” wyjaśnia wszystko, nie wymaga wysiłku intelektualnego, by np. zrozumieć historię własnego kraju, jej złożoność i na tym tle zachowania ludzi. Takie myślenie to jednak nic innego, tylko triumf destrukcyjnego wirusa zatruwającego nasze życie polityczne i społeczne od ładnych paru lat, to upadek moralny i intelektualny.