Archive for February, 2008

Feb 27 2008

Akta SB to zwyczajne siano

Published by engelgard under Uncategorized

Jak informuje Polska Agencja Prasowa: “Były funkcjonariusz SB z Torunia fałszował akta pewnego duchownego, by wynikało z nich, że jest on rzekomym tajnym współpracownikiem - orzekł toruński sąd. Umorzył jednak postępowanie wobec Andrzeja G. z powodu amnestii. Sąd orzekł, że Andrzej G. przez osiem lat preparował raporty, które rzekomo miał pisać młody wikary z Torunia, ks. Janusz K. Duchowny miał być - według zachowanych dokumentów SB - tajnym współpracownikiem o pseudonimie “Jan”.
Sąd uznał byłego funkcjonariusza za winnego fałszerstwa dokumentów, ale postępowanie przeciwko niemu umorzył na podstawie przepisów o amnestii. Obejmują ona czyny zagrożone karą do dwóch lat więzienia, z wyjątkiem czynnego znęcania się nad zatrzymanymi przez SB i MO opozycjonistami. - Dokumenty pochodzą z lat 1977-1985. Jest to około 20 informacji podpisanych pseudonimem “Jan” i wszystkie, ponad wszelką wątpliwość zostały napisane własnoręcznie przez funkcjonariusza Andrzeja G. - powiedział prokurator Mieczysław Góra z Instytutu Pamięci Narodowej.
Zdaniem badacza historii działań tajnych służb PRL, prof. Wojciecha Polaka z toruńskiego uniwersytetu, przypadki wykrycia spreparowanych teczek z archiwów SB wychodzą na jaw coraz częściej. Naukowiec przypisuje to wymaganiom, jakie stawiali zwierzchnicy funkcjonariuszom SB w dziedzinie zdobywania tajnych współpracowników. - To było podstawą rozliczania efektów ich pracy. Zgodnie z resortowymi “normami” każdy z oficerów powinien pozyskać, a następnie prowadzić około 12-14 agentów i jeśli któryś nie mógł się z tego wywiązać, to dochodziło właśnie do takich przypadków - podkreślił prof. Polak. W regionie kujawsko-pomorskim pracownicy IPN badają obecnie dwa inne przypadki możliwych fałszerstw w aktach SB, które dotyczą byłego dziennikarza z Bydgoszczy i naukowca z UMK”.
Do niedawna przekonywali nas obsesyjni lustratorzy, że fałszowanie akt SB nie było możliwe (vide choćby Bronisław Wildstein, autor koncepcji lustracji totalnej). Teraz jest jasne, że mówili nieprawdę. Nie znamy tylko skali tego zjawiska. Ale precedens już jest. Na podstawie analizy wszystkich ujawnionych medialnie “afer lustracyjnych” można sformułować wniosek o wiele dalej idący - większość akt SB to zwyczajne “siano”, bez większego znaczenia. Materiały o charakterze plotkarskim, konfabulacje, wymysły. Przykładem takiego “porażającego” materiału były ujawnione akta o. Konrada Hejmo. Wiele wskazuje na to, że akta abpa Stanisława Wielgusa też były fałszowane. Owszem jakiś procent spraw miało wymiar realny, ale jest tego niewiele. Materiały prawdziwych agentów zatarto bardzo starannie - a IPN i publicyści podniecają się co jakiś czas owym “sianem”, zostawionym chyba celowo “na żer” głupcom, którzy się na to nabrali. Kiedy obserwuje się tych głupców, którzy z wypiekami na twarzy rzucają się na “agentów” ogarnia człowieka nie tylko złość, ale i politowanie - jak ludzie wydawać by się mogło rozumni są takimi dziećmi. Teraz chyba lepiej można zrozumieć mechanizm terroru psychologicznego w okresie stalinizmu - zachowania ludzkie są przecież niezmienne. Wystarczy dać im wytrych, przy pomocy którego mogą zrozumieć otaczający świat, własne niepowodzenia, podleczyć kompleksy - i szaleństwo jest pewne. Mityczny “agent” wyjaśnia wszystko, nie wymaga wysiłku intelektualnego, by np. zrozumieć historię własnego kraju, jej złożoność i na tym tle zachowania ludzi. Takie myślenie to jednak nic innego, tylko triumf destrukcyjnego wirusa zatruwającego nasze życie polityczne i społeczne od ładnych paru lat, to upadek moralny i intelektualny.

No responses yet

Feb 26 2008

Witamy na salonach, panie Thaci

Published by engelgard under Uncategorized

Czy może powstać we współczesnej Europie “państwo” stworzone przez narkotykową mafię? Może - i to pod protektoratem najpotężniejszej “demokracji” na świecie, czyli Stanów Zjednoczonych Ameryki, no i oczywiście wlokącej się w ogonie “postępu” Unii Europejskiej. Na czele tego państwa stoi członek marksistowskiej organizacji i uczestnik mafijnych struktur - Hasim Thaci. Okazuje się, że nikomu to nie przeszkadza - jest przyjmowany na salonach “Europy” i Białego Domu (zachowało się słynne zdjęcie, jak składa pocałunek na licu samej Madeleine Albright). Mając takie wsparcie może sobie pozwolić na niszczenie wielowiekowego dziedzictwa chrześcijańskiego na Bałkanach, dokonywania czystek etnicznych i lekceważenia swojego serbskiego sąsiada.
Hasim Thaci urodził się 24 kwietnia 1968 roku we wsi Buroja w Kosowie. Studiował najpierw na uniwersytecie w Prisztnie a potem w Zurychu, stając na czele organizacji studentów Albańczyków. Był jednym z członków założycieli Ludowego Ruchu Kosowa, ugrupowania odwołującego się do programu marksistowsko-leninowskiego. W 1993 roku wstępuje do Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK), terrorystycznego ugrupowania nasilającego przemoc na terenie Kosowa (zabójstwa funkcjonariuszy państwa jugosłowiańskiego oraz tych Albańczyków, którzy byli zatrudnieni w aparacie państwa). W 1997 roku zostaje zaocznie skazany przez serbski sąd za przynależność do UCK i udział w aktach terroru. W roku 1998 UCK przechodzi do ofensywy, a w odpowiedzi wojsko serbskie przeprowadza operację przeciwko niej, przerwaną przez agresję NATO.
W roku 1999 Thaci jest partnerem dla państw zachodnich negocjujących rozwiązanie sprawy Kosowa. Jak poinformował “Washington Times” w tym czasie Thaci jest ściśle związany ze strukturami mafijnymi, zajmującymi się przemytem heroiny i haszyszu do Europy Zachodniej. Z tych pieniędzy utrzymywana jest UCK, a potem Demokratyczna Partia Kosowa, na czele której staje po 1999 roku. Partia ta utrzymuje powiązania ze światem przestępczym, zastraszając politycznych rywali. Według danych zagranicznych ekspertów Thaci kontroluje 15 proc. interesu polegającego na nielegalnym handlu broni, kradzieży samochodów i prostytucji. W 2001 jego partia przegrywa pierwsze wybory w prowincji. Po kilkuletnich wysiłkach, opanowaniu i zastraszeniu prowincji - wygrywa wybory w 2007 roku (34 % głosów) grając na haśle ogłoszenia niepodległości. Zostaje premierem - rozpoczyna negocjacje z UE. 17 lutego 2008 ogłasza niepodległość Kosowa, mimo ostrzeżeń Unii. Uczynił to, bo miał pełne poparcie USA.
Taka jest w największym skrócie błyskawiczna kariera nowego członka “społeczności międzynarodowej”. Coś w rodzaju europejskiego Mugabe czy Mobutu Sese Seko. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 26 lutego 2008 roku uznał “państwo” stworzone przez Thaci. Uczynił to na wyraźne “prośby” Stanów Zjednoczonych, zaprzeczając tym samym wartościom na jakie się powołuje i tysiącu lat tradycji państwa zbudowanego na fundamentach cywilizacji łacińskiej.

No responses yet

Feb 21 2008

Podwójna moralność Pawła Kowala

Published by engelgard under Uncategorized

Czy śmierć śmierci nierówna? Czy zabicie inteligenta-oficera strzałem w tył głowy jest większą zbrodnią niż zarżnięcie nożem lub roztrzaskanie czaszki siekierą prostemu chłopu? Pytania głupie, nie na miejscu? Tak się tylko wydaje, jednak od ładnych paru lat cała masa polskich polityków stosuje podwójną miarę do, z jednej strony, zbrodni NKWD na polskich oficerach w Katyniu i do masowej zbrodni ludobójstwa dokonanej przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich. Jest to - przyznajmy - ponury i żenujący spektakl polegający na graniu ofiarami w celach bieżącej polityki. Przykład, i to drastyczny, takiego etycznego nihilizmu dał Paweł Kowal, b. wiceminister spraw zagranicznych. Komentując ujawnienie informacji, że podczas wizyty Donalda Tuska w Moskwie, prezydent Putin uznał mord katyński za zbrodnię stalinowską - Kowal skomentował: “Stwierdzenie, że jest to zbrodnia stalinowska nie ma żadnego znaczenia”. Podkreślił, że Polska domaga się uznania w trybie śledczym mordu polskich oficerów za zbrodnię przeciw ludzkości lub ludobójstwo.
Tenże Paweł Kowal nigdy, o ile sobie przypominam, nie wspomniał, że masowa rzeź (co najmniej 120 tys. ludzi od kołyski po starców) dokonana przez UPA to “zbrodnia przeciw ludzkości lub ludobójstwo”. Dlatego ma wątpliwie prawo, by domagać się tego od jednego państwa, a udawać, że nie ma problemu, kiedy chodzi o inne. Gdyby Kowal był równie stanowczy w kontaktach ze stroną ukraińską, to miałby moralne prawo do zabierania głosu w sprawie Katynia. O ile się nie mylę, to w Rosji nikt nie stawia pomników i panteonów chwały Berii, Mołotowowi, Kaganowiczowi czy Stalinowi, a na Ukrainie stoją już niezliczone Szuchewycza, Kłyma Sawura i Stepana Bandery. Czy p. Kowal kiedykolwiek zaprotestował przeciwko temu? Oczywiście, że nie, bo Ukraina to dla niego “nasz sojusznik” i “przyjaciel”. Piętnuje się władze PRL, że tolerowały “kłamstwo katyńskie”, teraz jest jeszcze gorzej, bo tolerujemy “kłamstwo wołyńskie” z własnej woli.

No responses yet

Feb 19 2008

Tomasz Wołek broni endecji

Published by engelgard under Uncategorized

Tomasz Wołek, kiedyś działacz Ruchu Młodej Polski, obecny m.in. na zjeździe SN w Londynie w 1987 roku, od dawna ?endekiem? już nie jest. Wie jednak sporo o historii tego nurtu politycznego. Odnotujmy więc jego protest przeciwko prymitywnym opiniom Leszka Kołakowskiego. W artykule pt. ?Czy endecja miała wybitnych pisarzy?? (?Gazeta Wyborcza?, 19.02.2008) Wołek nawiązuje do nadawanych przez TVN “Rozmów z mistrzem”. Rzecz poszła o odcinek z 31 grudnia 2007 r. ?Kołakowski nie dopatrzył się w dorobku Narodowej Demokracji żadnych stron jaśniejszych czy choćby neutralnych. Wytknął jej także nicość kulturową, brak jakichkolwiek osiągnięć na polu literackim. “Nie znam żadnego liczącego się twórcy ? tak brzmiał ton jego wywodów ? który byłby związany z tą formacją” ? pisze Wołek. Chociaż kilka razy zastrzegł się, że Kołakowski to człowiek wybitny (chyba tylko po to, by tekst puścił Michnik), to nie zgodził się z jego oceną Narodowej Demokracji. Przypomniał fakty oczywiste, acz w polskiej inteligencji praktycznie nieznane. Czytamy: ?Zacznijmy od literatury. Protoplastą ruchu narodowego był powstaniec styczniowy, pułkownik Zygmunt Miłkowski, znany powszechnie jako pisarz Teodor Tomasz Jeż. Członkami Ligi Narodowej byli Władysław Reymont (literacka Nagroda Nobla za “Chłopów”), Jan Kasprowicz, Józef Weyssenhoff, Karol Hubert Roztworowski. Z Ligą Narodową, a szczególnie z powołanym przez nią tajnym Towarzystwem Oświaty Narodowej współpracował Henryk Sienkiewicz, wspierając walkę o język polski w gminie i o szkołę polską w zaborze rosyjskim. Z Narodową Demokracją blisko związani byli Kazimierz Tetmajer, Adolf Nowaczyński, Adolf Dygasiński, Adam Grzymała-Siedlecki. Następnie poetki, Maryla Wolska i Beata Obertyńska, eseista Stanisław Szczepanowski (autor głośnej “Nędzy Galicji”). Pod jej silnym wpływem pozostawała lwowska rodzina Gawlikowskich: wydawca Jan Gwalbert, malarka Lela, dyrektor teatru Mieczysław, pisarz Jan, redaktor “Lamusa” Michał. Stanisław Wyspiański napisał “Wyzwolenie” pod bezpośrednim wpływem gorącej dyskusji z Romanem Dmowskim o narodowych przywarach i po lekturze “Myśli nowoczesnego Polaka”. Nawet tak chętnie brany na sztandary przez lewicę Stefan Żeromski przed pierwszą wojną światową w pełni akceptował antyniemieckie stanowisko endecji i jej poparcie dla Ententy, czego świadectwem był “Wiatr od morza”. Młodsze, niezmiernie uzdolnione pokolenie niemal w komplecie ścięła druga wojna. W założonym przez muzyka Bronisława Kopczyńskiego piśmie “Sztuka i Naród” swój niepowszedni talent ujawnili znakomici poeci: Tadeusz Gajcy, Wacław Bojarski, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński?.Już to powinno rzucić na kolana ignorantów. Ale to nie wszystko: ?Wielu publicystów Narodowej Demokracji było zarazem liczącymi się krytykami literackimi i teatralnymi: prof. Władysław Folkierski, Zygmunt Wasilewski (którego szwagrem był kompozytor Jan Karłowicz), Władysław Rabski, Bolesław Koskowski, wreszcie ? jeden z “ojców założycieli” całego ruchu, Jan Ludwik Popławski.Członkowie i zwolennicy Narodowej Demokracji tworzyli także elitę polskiej nauki. Grupie znanych filozofów przewodził światowej miary logik i analityk języka prof. Kazimierz Ajdukiewicz. Następnie cała szkoła wybitnych historyków: Władysław Konopczyński, Wacław Sobieski, Zygmunt Wojciechowski, Wacław Tokarz, Franciszek Rawita-Gawroński, Kazimierz Marian Morawski. I, o czym mało kto pamięta, sam kwiat polskiej myśli ekonomicznej: Jan Rutkowski, Roman Rybarski, Edward Taylor, Stanisław Grabski, Bohdan Wasiutyński, Zygmunt Raczkowski, Jerzy Zdziechowski?.Tak, dech zapiera i nachodzi refleksja ? jak mało wie się w Polsce na ten temat i jak zakłamana jest historia ND. Mamy dużo do zrobienia, by to zmienić. A Włokowi mimo wszystko dziękujemy.

No responses yet

Feb 17 2008

Jak zabito Serbię

Published by engelgard under Uncategorized

Proklamacja niepodległości Kosowa to naturalna konsekwencja polityki Zachodu w roku 1999, kiedy państwa NATO z USA na czele napadły na Serbię, umożliwiając Albańczykom opanowanie tej dzielnicy i wygnanie prawie wszystkich Serbów. Było to wydarzenie bezprecedensowe w dziejach Europy po 1945 roku. Wiemy już dzisiaj doskonale, że posłużono się wówczas gigantycznym kłamstwem, wmawiając opinii publicznej, że jakoby Serbowie rozpoczęli masowe wysiedlenia Albańczyków z Kosowa, mówiono nawet o 800.000 uchodźców i 100.000 ofiar. Potem wyszyło na jaw, że siły serbskie, owszem, wkroczyły do akcji, ale przeciwko terrorystom z Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK). Nikogo nie wygnano z domów - masowe ucieczki Albańczyków zaczęły się dopiero po rozpoczęciu przez lotnictwo NATO masowych nalotów. Niezależne komisje orzekły po paru miesiącach, że znaleziono w Kosowie 2.000 zabitych i to po obu stronach konfliktu.
Dlaczego Zachód dokonał tej, nie bójmy się tego słowa, zbrodni na Serbii? Dlaczego z zimną krwią odebrał jej prastarą dzielnicę, pomagał muzułmanom przeciwko chrześcijanom, wspierał terrorystyczną UCK, a potem biernie przyglądał się, jak Albańczycy dewastują średniowieczne cerkwie? Przecież to czysta aberracja, samobójstwo ideologiczne i geopolityczne? Było to możliwe, bo w Europie Zachodniej jesteśmy świadkami triumfu nihilizmu - to była wojna lewicy, która uznała, że Serbia to kliniczny przypadek nacjonalizmu. Uznano tę wojnę za pierwszą wojnę w imię “praw człowieka”, za wojnę, w której zakwestionowano dogmat o narodowej i państwowej suwerenności. Dlatego cała europejska lewica wręcz domagała się zniszczenia Belgradu - mówiono o “ognistym deszczu”, który spali stary świat (słowa Stanisława Lema). To, że w tym dziele dano zielone światło dla islamskiego ekstremizmu, że poparto struktury przestępcze i mafijnie (UCK) - nie liczyło się. Dochodziła do tego chytra polityka Niemiec dążących do rozbicia Jugosławii i osłabienia za wszelką cenę Serbii.
A USA? To była zagadka - jeszcze ekipa Georga Busha seniora sprzeciwiała się dezintegracji Jugosławii. Potem jednak Amerykanie zaczęli wspierać muzułmanów (w Bośni i w Kosowie), nie pozwolili, by wojna na Bałkanach sama wygasła (było już bardzo blisko), interweniowali militarnie, czynnie spierając separatyzm albański. Po co? Są różne teorie - po to, by osłabić Europę jako taką, po to, by osłabić głównego sojusznika Rosji na Bałkanach, jeszcze inni przekonywali, że polityka Waszyngtonu jest bez sensu i chodziło tylko o użycie siły. Liczą się jednak fakty - wszędzie tam, gdzie po 1990 roku interweniowali Amerykanie - mamy do czynienia z chaosem i anarchią: Bałkany, Irak, Afganistan. Bałkany są obecnie tylko z pozoru spokojne - wymuszona stabilizacja jest bardzo krucha. Kiedy tylko odeszły by wojska NATO, na drugi dzień wybuchnie wojna - Serbowie ruszą na Kosowo, a Bośnia rozpadanie się na trzy części - chorwacką, muzułmańska i serbską i będzie podzielona między Serbię i Chorwację. Nie mówmy więc o procesie pokojowym, a raczej o ciszy przed burzą.
Polska od samego początku konfliktu wlokła się w ogonie Zachodu, nie siląc się nawet na neutralność. Zapomniano o polsko-serbskiej solidarności z okresu I i II wojny światowej. Media w Polsce (zresztą nie nasze) nakręcały histerię antyserbską, a politycy prześcigali się w wojennych deklaracjach. To smutne, ale tylko Włodzimierz Cimoszewicz zdobył się na jakiś protest, ale został zakrzyczany nawet we własnych szeregach. Co zrobimy teraz? Pewnie Polska uzna Kosowo razem z innymi państwami UE, zobaczymy czy z entuzjazmem czy nie. Pewnie rząd PiS-u uznałby Kosowo razem z USA, PO pójdzie na tzw. “solidarność europejską”. W sumie różnica niewielka.

One response so far

Feb 13 2008

Dwie twarze Józefa Szaniawskiego

Published by engelgard under Uncategorized

Ostatnimi czasy szaleje na łamach (niestety) “Naszego Dziennika”. Jest monotematyczny - wali w Rosję aż miło. Poziom tych tekstów jest poniżej jakiejkolwiek krytyki i świadczy raczej o stanie psychicznym autora, ale ludzie to czytają i niewyrobieni pewnie traktują jako poważną opinię. W swym zacietrzewieniu przechodzi zresztą siebie. Oto w komentarzu do wizyty Donalda Tuska w Moskwie czytamy (ND, 12.02.2008): “Zupełnym skandalem jest zgoda polskiego premiera na przywrócenie festiwalu piosenki radzieckiej [tak w tekście!] w Zielonej Górze. Ten festiwal był jednym z głównych elementów komunistycznej indoktrynacji i propagandy w PRL, tak jak literatura rosyjska w epoce “Syzyfowych prac”. Ten festiwal, przywrócony obecnie w jakiejkolwiek postaci, będzie świadczył o przebiegłości i perfidii Rosjan w odzyskaniu wpływów politycznych w wolnej Polsce. Zarazem będzie ewidentnym dowodem, że prezydent Putin i KGB mają nadal zaufanych przyjaciół. Każdego, kto do tego przyłoży rękę, będzie można tak jak Putin Tuska nazwać “przyjacielem”.
Czytelnicy ND nie mają oczywiście pojęcia, że Szaniawski bynajmniej kiedyś taki nieprzejednany nie był. W PRL bowiem był aktywnym działaczem… Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (TPPR). Kiedy w 1985 roku został aresztowany, napisał natychmiast list do szefa WSW Edwarda Poradki, w którym czytamy: “Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego (około 20 XII 1981) zgłosiłem się do sekretarza generalnego ZG TPPR - sam z własnej inicjatywy, by omówić z nim, jak w zmienionych warunkach propagować przyjaźń polsko-radziecką. (…) Wpłynąłem na moją żonę (Halinę Frąckowiak), aby nie ulegała presji większości środowiska artystycznego i nie brała udziału w bojkocie TV. Odwrotnie, uczestniczyła Ona w wielu ważnych dla władz w tym czasie imprezach polityczno-artystycznych”. Pytanie brzmi - która twarz Józefa Szaniawskiego jest prawdziwa? Myślę, że żadna, to raczej smutny przykład hucpiarstwa i bezczelności.

One response so far

Feb 11 2008

Do mnie, dzieci wdowy…

Published by engelgard under Uncategorized

Masońskie zaklęcie wypowiadane w chwili zagrożenia obliguje “braci” do pomocy zagrożonemu. Uwiecznił je Stefan Żeromski w “Popiołach” i kiedy od pewnego czasu obserwuje się publicystyczną biegunkę pod hasłem “Nie opuszczajmy Ukrainy”, to przypomina to do złudzenia okrzyk adepta sztuki królewskiej. Nie jest to tylko skojarzenie, bo jak czyta się np. wywody Bronisława Wildsteina (mistrz i wielki dozorca loży “Kopernik” i “Przesąd Zwyciężony”), to mamy przeświadczenie, że jest to całkiem realne. Nasz przegląd histerycznych reakcji na wizytę Tuska w Moskwie zacznijmy właśnie od Wildsteina. W swojej szczerości wyłożył on bowiem do końca to, co inni starają się skrywać. Na łamach “Rzeczpospolitej” (8.02.2008) pisze tak: “Imperium rosyjskie, które niepodległość Polski uznaje za czasowy, fatalny zbieg okoliczności, jest dla nas stałym zagrożeniem. Naszą racją stanu jest więc przeciwdziałanie odbudowie imperialnej Rosji. Polega ono na wspieraniu niezależności Ukrainy i wszelkich krajów zagrożonych przez rosyjski imperializm.Wbrew pozorom Polska jako członek NATO i UE, a także sojusznik Ukrainy, krajów bałtyckich, Gruzji, a w przyszłości może i innych krajów regionu, odegrać może istotną rolę w tej batalii. Musi jednak stale pamiętać o zasadach swojej polityki wschodniej. Szczególnie wyraźne jest to dziś. Sytuacja, gdy ościenny kraj wtrąca się w założenia obronne przedsięwzięcia niepodległego państwa, co więcej, w przeszłości często przezeń najeżdżanego, ma charakter kuriozalny. Nigdy nie dość powtarzania tej oczywistości. Dziś Rosja uzurpuje sobie takie właśnie prawo w stosunku do Polski. Dodatkowo ostatnio towarzyszą temu wyjątkowo brutalne groźby”.

To jest język wojny, ekstremizm połączony z jakąś zaciekłą fobią i nadzwyczajnym zacietrzewieniem. Przypominają się słowa Romana Dmowskiego, że w Polsce inteligenci, którzy często wypowiadają się trzeźwo, jeśli chodzi o wiele spraw, kiedy dochodzi do tematu Rosja ? tracą rozum. Opinie cytowane powyżej są z tego gatunku, że realna polemika z nimi jest prawie niemożliwa, bo są podane niczym akt wiary ? albo się je przyjmuje, albo jest się heretykiem.

Ale to nie Wildstein jest na czele akcji organizowanej przez “zbawców” Ukrainy. Jest nim Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych, główny doradca pana prezydenta w kwestii polityki wschodniej. Nie wahał się nawet zamieścić tekstu we wrażej “Gazecie Wyborczej” (9-10.02.2008), która przyjęła go do druku ? widocznie w tej sprawie PiS i Michnik w jednym domku stoją. Zaczyna swój tekst tak: “Gdy ponad miesiąc temu wytykałem błędy polityki wschodniej rządu Tuska, oponenci kwitowali: “Jest z PiS-u, tak musi mówić”. Ale głos w tej sprawie zabrał Bohdan Osadczuk. Po jego pierwszym tekście entuzjaści “polityki uśmiechów” nabrali wody w usta. Przytaczam więc cytat z kolejnego. “Takich oświadczyn polskich wobec Rosji nie było od bardzo dawna. Można sobie wyobrazić, jak zaciera ręce duch Romana Dmowskiego i jak z odrazą reaguje na ten prorosyjski akcent duch Jerzego Giedroycia” - pisał Osadczuk. Gdyby powiedział tak ktoś z moich kolegów, spotkałyby go nadąsane miny i komisja etyki murowana!”.Podpieranie się Osadczukiem jest wyrazem bezradności obozu antyrosyjskiego, ale jednoczenie jest uwłaczające. Pisaliśmy już o tym nie raz, ale powtórzmy ? ten człowiek podczas wojny był hitlerofilem, członkiem OUN (frakcja Melnyka), stypendystą III Rzeszy w Berlinie. I to ma być autorytet, to on ma czelność pouczać Polskę co ma robić? Doprawdy, nie kompromitujmy się. Ale Kowal idzie dalej: “Decyzje z początku lat 90., że Polska ma iść ku NATO i UE były ściśle związane ze zwróceniem się ku Litwie, Ukrainie i innym wschodnim sąsiadom. Była to konsekwencja perswazji “Kultury”, a także etosu polskiej opozycji demokratycznej. “Nie ma granicy polsko-rosyjskiej, a każdy kto ją buduje, musi sobie uświadomić, że robi to za cenę uciemiężenia Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. Dla Polski jest to program niesuwerenności, stałego, śmiertelnego niebezpieczeństwa, dla narodu rosyjskiego program dyktatury deprawującej społeczeństwo” - pisali we wspólnym tekście w 1977 r. Jacek Kuroń, Antoni Macierewicz i Adam Michnik”. No proszę, Kuroń i Michnik wezwani na pomoc, no i Macierewicz. Nie wiem tylko, czy ten czołowy obecnie narodowy katolik będzie zadowolony z tego, że przypomniano mu skąd się wywodzi. Zastanawia tylko jedno ? po co Kowal uderza w tak dramatyczne tony? Czy wizyta polskiego premiera w Moskwie grozi likwidacją państwa ukraińskiego, państw bałtyckich i Gruzji? Po co to strzelanie z armaty do wróbla? Przecież żadnej racjonalności w tym nie ma. Albo więc mamy do czynienia ze świadomym socjotechnicznym zagraniem, albo ci ludzie naprawdę tak sądzą. Jeśli to drugie, a wydaje się, że jest to bardziej prawdopodobne - to znaczy, że naszą polityką zagraniczną kierowali ludzie nawiedzeni. To jednak nie koniec niespodzianek. Krystyna Kurczab-Redlich, lansowana i przedstawiana jako “specjalistka od Rosji”, przeszła sama siebie, pisząc w “Rzeczpospolitej” (11.02.2008): “Aleksander Kwaśniewski był jednym z niewielu ? jeśli nie jedynym ? polskich polityków, którzy umieli z Putinem rozmawiać [no proszę, kolejny obok Michnika i Kuronia "bohater" obozu ukraińskiego w Polsce]. A rozmowy z Putinem są rozmowami szalenie trudnymi. Mało który z naszych dyplomatów czy polityków jest rozmówcą tak rzetelnie przygotowanym do negocjacji jak sam Putin ? znakomity absolwent KGB. Bo przecież każdy, kto był szkolony w tej jednej z najlepszych w świecie szkół wywiadowczych, wychodził z niej znakomicie przygotowany do głównego zadania wywiadu: werbowania. Uczono go, jak świetnie przygotowywać operacje wywiadowcze, analizować sytuacje operacyjne, jak skutecznie uzyskać to, czego się potrzebuje, jak opracowywać zdobywane informacje, przedstawiać wnioski.Ponadto przez wiele lat KGB uczyło Putina także psychologii ze szczególnym uwzględnieniem psychologii stosunków międzyludzkich, a także obserwacji otoczenia w każdych warunkach, zapamiętywania detali. Do tego dochodzi trenowanie umiejętności rozmowy, trafnych ripost oraz sztuka przekonywania czy wręcz manipulowania rozmówcą. Putin opanował wszystkie te elementy do perfekcji, posiadł umiejętność oczarowywania swoich adwersarzy bez względu na to, czy są to jego współpracownicy, dziennikarze czy zachodni przywódcy”.Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. To są wywody na poziomie powieści szpiegowskich i science fiction, a nie analiza geopolityczna czy politologiczna. Smutne jest także to, że do tego tonu dostroił się były premier Jarosław Kaczyński, którego opinie na ten temat pomińmy. Sprawa jest jednak poważna, bowiem wyszło przy tej okazji na jaw, jak potężne i jak wpływowe są w Polsce siły, które uległy tej chorobliwej koncepcji (czy raczej pseudokoncepcji), jaką jest polityczna rusofobia. Fobie zaś są złym doradcą, tym bardziej, że często są wykorzystywane przez zewnętrznych dysponentów, prowadzących politykę bynajmniej nie w naszym interesie. Nie jestem fanem Tuska ani PO, ale w tej sprawie ? niestety ? to on ma rację. Pytanie jest tylko jedno ? czy czasem nie ulegnie szantażowi i nie wróci do praktyk, które naszą politykę zagraniczną na Wschodzie zaprowadziły w ślepy zaułek.

One response so far

Feb 08 2008

Problem na własne życzenie

Published by engelgard under Uncategorized

W komentarzach po wizycie Donalda Tuska w Moskwie dominuje opinia, że jakoby istnieją w stosunkach polsko-rosyjskich nieprzezwyciężalne różnice interesów. Wymienia się trzy główne ? gazociąg północny, historię, tarczę antyrakietową i Ukrainę. Traktuje się te kwestie niczym dogmat, choć tak naprawdę są to problemy sztucznie przez nas samych stworzone. Za gazociąg północny powinniśmy podziękować rządowi AWS, który skutecznie torpedował wszelkie rosyjskie inicjatywy zmierzające do budowy przez polskie terytorium drugiej nitki Jamału. Dlatego dzisiejsze zawodzenia polityków i publicystów są po prostu żałosne.

Nikt też racjonalnie nie wytłumaczył opinii publicznej na czym ma polegać owo zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski? Jakaś część gazu rosyjskiego do Europy Zachodniej będzie płynąć, zresztą tak jak teraz, poza naszymi granicami, i tyle. Już dawno trzeba było podjąć rozmowy o przyłączeniu się do projektu rosyjsko-niemieckiego, teraz jesteśmy na lodzie, a propozycje budowy gazociągu Amber są na dziś nierealistyczne. Śmieszne jest też to, że próbujemy tłumaczyć Rosjanom i Niemcom, że wchodzą w zły interes! Po tym, jak próbowaliśmy odciąć Rosję od Europy blokując projekty typu Jamał II! Rurociąg północny budują firmy prywatne (także holenderskie i francuskie) ? chyba one wiedzą, czy im się to opłaca czy nie.

Problemy historyczne też są u nas sztucznie podtrzymywane, mimo że już dawno zostały wyjaśnione. Rosja oficjalnie przyznała się do tego, że za mord katyński odpowiadają władze ZSRR, Borys Jelcyn przekazał nam dokumenty i przeprosił za zbrodnię podczas wizyty w 1993 roku. My jednak, zamiast kontynuować dialog i doprowadzić do końca badania archiwalne ? zaczęliśmy eskalować żądania i stawiać zarzut ludobójstwa. Po co? Straciliśmy kilka ładnych lat i nic nie osiągnęliśmy ? Rosjanie się usztywnili, a my nadal nie wiemy o wszystkich zamordowanych i wszystkich miejscach kaźni. Bez współpracy z Rosją tego nie osiągniemy. Kolejne ekipy polityków rodem z obozu solidarnościowego chciały zabłysnąć swoim ?patriotyzmem? i podbijały bębenka, de facto grając tamtą tragedią dla bieżących zysków. Tak się w tym zapętlili, że nie widać sensownego wyjścia z tej sytuacji.

Wreszcie Ukraina ? oczko w głowie naszych elit. Anachroniczna, zresztą źle dzisiaj interpretowana, wizja Giedroycia urosła do rangi megadogmatu. Biegunka, jakiej doznały te elity podczas ?pomarańczowej rewolucji? zawróciła im w głowie ? już widzieli Rosję z granicach Księstwa Moskiewskiego, na kolanach i upokorzoną. Stare i nowe fobie wzięły górę, dlatego tej Ukrainie, postkomunistyczno-banderowskiej wybacza się wszystko. I wprowadzenie embarga na nasze mięso (prawie nikt o tym nie mówił), jawną gloryfikację zbrodni UPA (nikt nie mówi nie tylko o ludobójstwie, ale i o zbrodni), traktowanie polskiej mniejszości poniżej uznanych standardów, rzucanie się w ramiona kapitałowi ukraińskiemu o podejrzanej proweniencji, tolerowanie w Polsce agresywnej grupki pogrobowców UPA skupionych w dopieszczanym przez władze Związku Ukraińców w Polsce, oddawanie kapitałowi ukraińskiemu Stoczni Gdańskiej, FSO i Huty Częstochowa. Wszystko w imię mirażu i z chęci pogrążenia ?Moskala?. Żadnych wielkich korzyści politycznych i gospodarczych Polska z tego nie ma, ale nadal bredzi się o strategicznym partnerstwie.

Żaden z krajów dawnego bloku wschodniego nie prowadzi takiej polityki, jak my. Bułgaria, Węgry, Słowacja i Czechy mają bardzo dobre stosunki z Rosją, robią z nią interesy także w sektorze paliwowym i energetycznym, nie uprawiają proukraińskiego masochizmu. Wszystkie te państwa są członkami UE i NATO. Wizyty przywódców tych państw w Rosji odbywają się regularnie i nikt tam nie wpada w histerię, że premier czy prezydent jedzie na Kreml. A taka histeria miała miejsce u nas ? wysuwano argumenty tak głupie, że ich powtarzanie byłoby stratą czasu.

Polska polityka wschodnia jest obiektem szantażu ? ulega jej nawet obecny rząd, który musi prawie codziennie deklarować, że jej ?pryncypia? są niezmienne ? dodajmy, chore ?pryncypia?.

No responses yet

Feb 06 2008

Nie wycierajmy sobie gęby endecją

Published by engelgard under Uncategorized

Dyskusja na temat książki Jana Tomasza Grossa trwa. Na łamach ?Rzeczpospolitej? (z 6.02.2008) Ireneusz Krzemiński polemizuje z nim, słusznie twierdząc, że wnioski do jakich dochodzi Gross są nie do przyjęcia. Wszystko byłoby znakomicie, gdyby nie rzucone niby mimochodem uwagi na temat obozu narodowo-katolickiego. Autor pisze:?Tradycja narodowo-katolicka jest według mnie najczarniejszą tradycją i najwyższa pora, aby się z nią myślowo i uczuciowo rozprawić. Zapewne nie można powiedzieć, że wszyscy, którzy się do niej odwołują, są z definicji antysemitami. Co więcej, ci, którzy byli zwolennikami ideologii antysemickiej ? jako katolicy ? ratowali Żydów. Znamienna jest tu postawa Zofii Kossak. Jednak tej ponurej tradycji nie można tak po prostu wymazać ? bo wraca tym natarczywiej. Trzeba zacząć o tym dyskutować, pokazać zło tej ideologii, ale, być może, także jakieś jej dobre strony. Takie postawienie sprawy może pozwolić jej zwolennikom na zmianę postaw. Mam wiele żalu do PiS i byłego premiera Kaczyńskiego, bo włączając do rządu środowiska wyrastające z tradycji endeckiej, miał świetną okazję do wszczęcia dyskusji na ten temat. Nic jednak w tej sprawie nie zrobił?. I nieco dalej: ?Trzeba zacząć od rewizji tradycji endeckiej, której elementy są w Polakach głęboko zakorzenione. Nie jest to łatwe i może okazać się bolesne. Najlepiej by było, gdyby teraz zaczęła się trudna, ale konieczna dyskusja o antysemityzmie znaczącej części Polaków i o grzechach polskiego Kościoła w tej kwestii?. Tak więc, Gross ogólnie rzecz biorąc racji nie ma, ale ?rewizja tradycji endeckiej? jest konieczna, bo to ona generuje antysemityzm. Pisałem już w innym miejscu, że zrzucanie ?winy? za antyżydowskiej nastroje w Polsce na obóz narodowy jest fałszem historycznym. Nastroje antyżydowskie w Polsce pojawiły się znacznie wcześniej niż powstała Liga Narodowa. Także w pierwszych 20 latach jej działalności tzw. kwestia żydowska specjalnie teoretyków narodowych nie zajmowała. Dopiero od roku 1912 możemy mówić o zaostrzeniu retoryki, kiedy w wyniku zorganizowanej akcji w wyborach do Dumy przepadł kandydat ND a przeszedł kandydat popierany przez Żydów. W literaturze przedmiotu uznaje się to za początek ?antysemickiej? akcji ND. Mało kto jednak pamięta, że pojawienie się na polskiej scenie zorganizowanej siły żydowskiej, złożonej zresztą głównie z przybyłych z głębi Rosji ?Litwaków? ? wstrząsnęło nie tylko narodowymi demokratami. Oto, jak wynika z najnowszej biografii Wincentego Rzymowskiego autorstwa Lucyny Chmielewskiej, ten doktrynalny demokrata, zaciekły wróg endecji i osobiście Romana Dmowskiego ? był wstrząśnięty wynikami wyborów. Jak pisze autorka: ?Powyższe fakty [czyli wygrana kandydata żydowskiego] uznał Rzymowski za świadectwo nasilającego się nacjonalizmu żydowskiego?. Twierdził, że rozwój tego nacjonalizmu może się dokonać tylko kosztem narodu polskiego. Bynajmniej nie potępił hasła bojkotu handlu żydowskiego rzuconego przez endecję, ale uważał, że to nie wystarczy ? należy bowiem wyprzeć Żydów z miast poprzez masową emigrację Polaków ze wsi. Czy Rzymowski to antysemita? W latach późniejszych programy wszystkich partii politycznych w Polsce były radykalnie antyżydowskie, w tym sensie, że dostrzegały nasilający się konflikt między ludnością polską a żydowską. Ton publicystyki prasy ludowej był taki, że Krzemińskiemu po jej lekturze opadłaby szczęka. Jednak dziś nikt nie wysuwa pod adresem ludowców zarzutów o antysemityzm ? bo za wszystko odpowiada endecja. Adam Doboszyński, autor ?marszu na Myślenice?, po wojnie napisał: ?Z czteromilionowej masy żydowskiej, monopolizującej w swych rękach życie gospodarcze i rozsadzającej społeczeństwo polskie, został tylko nieznaczny ułamek, tak że zagadnienie żydowskie straciło swój charakter masowy i przestało ciążyć na życiu polskim. Oczywiście, potępialiśmy i potępiamy nadal jak najbardziej stanowczo potworne metody zastosowane przez Niemców dla wytępienia Żydów i dumni jesteśmy, że żaden Polak nie przyłożył ręki do tej zbrodni. W tym miejscu warto przypomnieć, że polski Obóz Narodowy rozumiejąc niemożność utrzymania separatystycznego rezerwatu żydowskiego na ziemiach polskich, wysuwał przed wojną żądanie masowej emigracji Żydów z naszego kraju. Chodziło po prostu o przeniesienie światowego rezerwatu Żydostwa w inne miejsce globu, jak to naród żydowski czynił już tylokrotnie w ciągu swych długich i burzliwych dziejów. W perspektywie Treblinek, Oświęcimiów i Majdanków widać, jak straszną krzywdę wyrządzili Żydom ich przywódcy, nie chcąc im zawczasu nakazać emigracji z Europy Wschodniej?.To paradoks historii ? gdyby program obozu narodowego z lat 30. został zrealizowany, to Żydzi z Polski uniknęli by zagłady. Z drugiej strony, świadomi działacze obozu narodowego podczas wojny nigdy nie posuwali się do obrzydliwych odruchów antyżydowskich, jakie miały nieraz miejsce. Ich autorami był element najbardziej prymitywny i nieuświadomiony, prościej mówiąc ? margines społeczny. Wmawianie teraz, że za to jakąś winę ponosi endecja ? jest historycznym chuligaństwem. Powiem więcej, gdyby ruch narodowy był jeszcze silniejszy i liczniejszy ? owych incydentów byłoby znacznie mniej. Tak więc, przestańmy wycierać sobie gębę endecją, przy każdej dyskusji o ?polskim antysemityzmie?.

No responses yet

Feb 03 2008

Moskiewski poker

Published by engelgard under Uncategorized

Coraz więcej niewiadomych wokół polityki wschodniej Polski. Po pierwszym okresie, kiedy rząd Donalda Tuska wysłał pojednawcze sygnały do Moskwy ? znowu mamy zgrzyty. Po amerykańskiej wizycie Radka Sikorskiego, kiedy pojawiały się enuncjacje, że ?tarcza? jest już przesądzona, a strona polska jest usatysfakcjonowana nowymi propozycjami Waszyngtonu dotyczącymi wzmocnienia polskiego potencjały wojskowego ? Moskwa poczuła się oszukana. Oto jak informują agencje: ?Stały przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin ostrzegł Polskę przed konsekwencjami rozmieszczenia na jej terytorium elementów tarczy antyrakietowej. ? Wzięliśmy za dobrą monetę słowa nowego polskiego premiera, który twierdził, że ta kwestia będzie decydowana na drodze dialogu z Waszyngtonem, Brukselą i Moskwą. Teraz jest jasne, że dialog z Moskwą zakończył się, tak naprawdę nie rozpocząwszy się ? podkreślił Rogozin. ? Usłyszeliśmy za to od ministra Radosława Sikorskiego rzeczy, których nawet pan Kaczyński nie mówił ? na terytorium Polski pojawią się obce bazy wojskowe ? oburzał się Rogozin?.Być może Rosjanie uznali, że pojednawczy ton Warszawy wobec Moskwy służył tylko i wyłącznie podbiciu ceny i zmuszeniu Amerykanów do wyjścia naprzeciw polskim postulatom. Byłaby to zagrywka na pierwszy rzut oka bardzo sprytna, ale na dłuższy fatalna. Rosja czuje się oszukiwana przez Zachód od roku 1989, kiedy to George Bush senior obiecał Gorbaczowowi, że NATO na pewno nie przekroczy granic Odry. Po paru latach nikt już o tym nie pamiętał, prócz Rosjan. Sojusz był przesuwany stopniowo na wschód, ku granicom Rosji, a w 2001 roku, na fali sympatii rosyjskich po ataku na World Trade Center ? Putin zgodził się na zainstalowanie baz US Army w Azji Centralnej. Dalej jednak Rosja nie była traktowana poważnie, jako partner, lecz jako rywal, którego należy ograć. Polska pełniła w tej globalnej grze rolę pionka, przesuwane po szachownicy przez Amerykanów, tak przynajmniej jest postrzegana w Rosji. U nas grymasy Rosjan interpretuje się jako przejaw ?neoimperialnej mentalności?, ale nie jest to niestety prawda ? bo Rosja od 1989 roku jest w defensywie, stara się tylko utrzymać swoje pozycje. Gadanie o jakiś imperialnych celach jest przejawem anachronizmu. Owszem, Rosja chce być graczem na scenie europejskiej i światowej, chce się liczyć, być traktowana serio ? ale na pewno wie, że czas podbojów się skończył. Polska nie może lekceważyć faktu, że ma za sąsiada państwo atomowe, którego granice mamy o 200 km od Warszawy (Kaliningrad). Musimy zadać sobie pytanie ? czy chcemy eskalacji napięcia w postaci jakiejś nowej neozimnej wojny czy chcemy pokojowego współistnienia i wyciągania maksymalnych korzyści z racji naszego położenia geograficznego. Obserwując politykę polską po 1989 odnosi się wrażenie, że jesteśmy elementem gry tej części waszyngtońskiego establishmentu, która zmierza do osłabienia Rosji za wszelką cenę. Nie jest to polityka racjonalna i nie jest to polityka służąca Polsce. Jeśli nowy rząd ugiął się pod naciskiem potężnego lobby antyrosyjskiego, to bardzo źle, bo była szansa na usamodzielnienie się Warszawy. Może jednak to wszystko, to tylko próbne balony i szum medialny. Przekonamy się o tym 8 lutego podczas wizyty Tuska w Moskwie. Jan Engelgard

No responses yet

Next »