Archive for April, 2008

Apr 19 2008

Abchazja dla Abchazów

Published by engelgard under Uncategorized

Prezydent Lech Kaczyński wysłał swoich reprezentantów z Michałem Kamińskim na czele do Tbilisi, by radzić gruzińskiemu koledze Saakaszwilemu, co ma robić w obliczu niepodległościowych aspiracji Abchazji, zbuntowanej prowincji gruzińskiej, która ciąży ku Rosji. Po uznaniu przez Zachód niepodległości Kosowa, Abchazja i Osetia Południowa uznały, że czas także na ich niepodległość. Precedens to precedens - jak takie badziewie, jak Kosowo, rządzone przez mafię, może mieć niepodległość, to dlaczego nie my. Tu jednak Zachód mówi nie, bo niby Kosowo to był przypadek wyjątkowy. A niby dlaczego? Abchazowie nie chcieli znosić ucisku Gruzinów i ich wygonili w wyniku dwuletniej wojny na początku lat 90. W przeciwieństwie do Albańczyków z Kosowa, którzy wypędzili wszystkich Serbów, pozwolili wrócić do domów 40 tysiącom Gruzinów. Abchazja i tak jest multietniczna (prawie 100 tys. Abchazów, 25 tys. Rosjan, 40 tys. Ormian, 1,5 tys. Greków), czym korzystnie wyróżnia się na tle ksenofobicznego Kosowa. Dlaczego więc ma nie zasługiwać na przychylność wspólnoty międzynarodowej? W przypadku Kosowa mówiono, że Belgrad i tak nie miał kontroli nad swoją dawną prowincją, co było jedną z przyczyn uznania jej niepodległości. Tutaj mamy to samo, i to od kilkunastu lat. Oponenci powiedzą - ale ta niezależność od Tbilisi została osiągnięta przy pomocy Rosji. Tak, i co z tego? A niezależność Kosowa od Belgradu przy pomocy brutalnych nalotów NATO, a potem zajęcia zbrojnego części Serbii. Powiedzmy sobie szczerze - sytuacja jest prawie taka sama, więc jeśli uznaje się Kosowo, to nie można twierdzić, że przypadek Abchazji jest inny.
Polska uznała Kosowo jako niepodległe państwo, usankcjonowała więc rozbiór Serbii. Czy rozbiór Gruzji, po tym co się stało, jest czymś z punktu widzenia moralnego gorszym? Takie są skutki fatalnej polityki USA, skutki moralnej dwuznaczności i relatywizmu. Owszem, uzyskiwanie niepodległości przez minipaństewka jest bezsensem, ale to Zachód wybrał taką politykę i trudno się dziwić, że teraz Rosja odpowiada tym samym. A co w tym wszystkim robi pan prezydent? Jest przeciwko Rosji, a więc jest przeciwko niepodległości Abchazji, za to był za niepodległością Czeczenii, bo ta walczyła przeciwko Rosji. Polska jest też przeciwko suwerenności ormiańskiego Górnego Karabachu, bo to część Azerbejdżanu, a Baku to nasz sojusznik przeciwko Rosji. Logika jest prosta jak drut, tyle że nie ma to nic wspólnego z jakimikolwiek zasadami. Pan prezydent wysłał do Tbilisi swoich wysłanników, tylko o czym oni mają tam rozmawiać? Gdyby Polska miała dobre relacje z Rosją lub chociaż z Abchazją, to mogłaby łagodzić spory, a tak będzie co najwyżej wzajemnie polsko-gruzińskie narzekanie. Zresztą to pan prezydent jest przyczyną takiego stanu rzeczy - bo na siłę forsował przyjęcie Gruzji do NATO. Wiadomo było, że Rosja nie będzie się przyglądać temu bezczynnie. No i co teraz z tym piwem? Kto je wypije? Pewnie minister Kamiński, który nadaje polskiej wizycie w stolicy Gruzji wymiar tragikomedii.

No responses yet

Apr 11 2008

Drugiej affaire Wielgus nie będzie

Published by engelgard under Uncategorized

Abp Leszek Sławoj Głódź coraz bliżej nominacji na metropolitę gdańskiego. W prasie demoliberalnej popłoch i wrzawa. Jednak powtórki z “afery abpa Wielgusa” nie będzie. Wtedy udało się doprowadzić do rezygnacji abpa z zajmowanego już stanowiska przy pomocy skandalicznej i haniebnej kampanii. Teraz próbuje się tego samego, ale działa grzmią jakoś słabo. Tylko Lech Wałęsa kompromituje się publicznie kwestionując spodziewaną nominację. Według Wałęsy abp Głódź “nie pasuje do archidiecezji gdańskiej. Tu jest wiele narodów, trzeba umieć się porozumiewać, dogadywać. Nie można dać się zaszufladkować, a jego poglądy są powszechnie znane. Dlatego nie nadaje się na archidiecezję gdańską. Może gdzie indziej byłby dobry, ale nie tu”. Jakie narody - można spytać, i co to ma do rzeczy? Ale to nie wszystko - Głódź jest także “eurosceptykiem”, a “zjednoczenie Europy to, przecież nie jakiś chwilowy kaprys, wymysł Niemców czy Francuzów. Taki jest rozwój naszej cywilizacji. Ona nie mieści się już w jednym państwie, musimy poszerzyć struktury. Kto tego nie rozumie, ten nie nadaje się na ten czas”. Co tu komentować? Chyba rację ma ks. Henryk Jankowski mówiąc: “Każdemu wolno krytykować, ale pan Wałęsa powinien siedzieć cicho. Ja czekam na abp. Głódzia”.
Dlaczego tym razem nie zdecydowano się na atak w stylu “affaire Wielgus”? Wszak przesłanki do ataku są te same - zamiar nie dopuszczenia na ważną funkcje kościelną kogoś niepożądanego przez “siły ustanowione”. Po pierwsze, nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Organizatorzy poprzedniej nagonki przekonywali opinię publiczną, że chodzi tylko o “prawdę”, że kierują się szlachetnymi pobudkami, że chodzi o coś wzniosłego. Był to ordynarny fałsz, ale wielu się na to nabrało, bardzo wielu, także katolików. Gdyby teraz sięgnięto po te same metody, wiarygodność ataku byłaby już znacznie mniejsza. Opinia jest łatwa do manipulacji, ale do czasu. Tym razem - uznano pewnie - wielu by jednak nie uwierzyło. A wtedy wróciłyby dyskusje na temat sprawy abpa Wielgusa. Zadano by pytanie o prawdziwe przyczyny nagonki z przełomu 2006/2007. Po drugie, tym razem Kościół hierarchiczny (no i Rzym) nie pogodziłby się tak łatwo z drugą poważną ingerencją w sprawy dla Kościoła zastrzeżone (obsada stanowisk duchownych). Być może po sprawie abpa Wielgusa Kościół jasno dał do zrozumienia, że takie rzeczy po prostu nie mogą się powtórzyć. Nie tolerowałby tego także papież Benedykt XVI, który wbrew kłamstwom różnych Terlikowskich i jemu podobnych doskonale wiedział, co czyni i kogo w tamtym sporze popierać, kto był kłamcą i oszczercą, a kto ofiarą.
To wszystko sprawia, że atak na abpa Leszka Sławoja Głódzia jest słaby. No bo czy zarzuty typu, że jest to hierarcha o “zapędach autorytarnych” jest poważny, albo że “nie pasuje do archidiecezji gdańskiej”? A czy Józef Życiński pasował do diecezji tarnowskiej, kiedy obejmował swoją pierwszą funkcję? I demokratą - jak wieść gminna niesie - nie był i nie jest. Siły, które “wykończyły” abpa Wielgusa muszą więc przełknąć gorzką pigułkę. Tak, mamy czas satysfakcji za poprzednią przegraną - nagroda dla abpa Wielgusa na KUL i nominacja abpa Leszka Sławoja Głódzia.

No responses yet

Apr 07 2008

O wyższości Rijadu nad Pekinem

Published by engelgard under Uncategorized

Marszałek Senatu, a więc człowiek, który reprezentuje Państwo Polskie - radzi polskim kibicom, by “zabrali ze sobą do Chin jedną napisaną po chińsku książkę lub broszurę dotyczącą praw człowieka i demokracji”. “Jeśli organizacje praw człowieka zdołają przygotować odpowiednie publikacje, a akcja nabierze charakteru międzynarodowego, w Chinach z dnia na dzień znajdą się setki tysięcy książek wydanych poza cenzurą. Byłby to trwały efekt, którego skutki będą widoczne jeszcze długo po olimpiadzie. Jako dawny działacz demokratycznej opozycji wolę rozwiązania praktyczne od symbolicznych” - dodaje Pan Marszałek.
W czasie, kiedy padły te stwierdzenia, Pan Marszałek wybierał się z wizytą do Arabii Saudyjskiej, a więc do kraju, gdzie za samo posiadanie Pisma Świętego grozi więzienie, gdzie wykonuje się publicznie wyroki śmierci, gdzie coś takiego jak wolność słowa w ogóle nie istnieje. Powstaje pytanie - czy Pan Marszałek zabrał na pokład samolotu “bibułę” głoszącą po arabsku czym są “prawa człowieka”? Albo czy zabrał Pismo Święte, by wspomóc jakiś chrześcijan, jeśli w ogóle tam są? Nie, nie zabrał, więc nich nie namawia kogoś do czynów, które sam uznał za bezsensowne. Pomijając już kuriozalność tego typu pomysłów, Pan Marszałek kompromituje się jako reprezentant Państwa Polskiego. Widać nie może się wyzwolić z roli twórcy strajków, rozbijacza “systemu” i prawo-człowieczego misjonarza.
Na koniec zacytuję czytelnikom treść komentarza, który przesłałem do portalu onet.pl i którego nie opublikowano, bo ponoć naruszał zasady. Oto jego treść: “Boże, jacy ludzie nami rządzą. Ten człowiek, który powinien być co najwyżej powiatowym urzędnikiem, stoi na czele Senatu. Nie wyrósł z chłopięcych spodenek i nadal wydaje mu się, że trzeba robić rewolucję. Wmówiono mu, że to on “obalił komunizm” i on w to uwierzył - teraz chce “obalić” w Chinach. Tyle tylko, że tam komunizmu nie ma już od lat”.
Może mi ktoś wyjaśni, co w tu było takiego “naruszającego zasady”? Ten powiatowy urzędnik czy krótkie spodenki? A może ten komunizm w Chinach, którego nie ma? No i bądź tu mądry!

No responses yet

Apr 04 2008

Ścierwojady znowu w akcji

Published by engelgard under Uncategorized

Publiczne pojawienie się abpa Stanisława Wielgusa podczas uroczystości wręczenia mu nagrody Towarzystwa Naukowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego za “wybitne osiągnięcia naukowe w duchu humanizmu chrześcijańskiego” - wywołało nerwowe wykonawców linczu medialnego z 2007 roku. Pierwsze informacje demoliberalnych mediów sugerowały, że “nagroda dla abpa Wielgusa wywołuje oburzenie”. Po przeczytaniu tak zatytułowanej informacji okazywało się, że to “oburzenie” wyrazili… ks. Isakowicz-Zaleski, red. Terlikowski i Jarosław Gowin. To są ludzie, którzy w tamtym haniebnym czasie wylewali na Arcybiskupa kubły pomyj, kreując się na “moralne autorytety”. Teraz więc, kiedy abp Wielgus pokazał się publicznie i w dodatku otrzymał nagrodę - poczuli się zaniepokojeni.
W relacji PAP czytamy: “Przy pełnej sali rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ksiądz profesor Stanisław Wilk podziękował arcybiskupowi Wielgusowi za działania na rzecz uczelni i za to, że uczył młodzież profesjonalizmu i patriotyzmu. Odbierając nagrodę arcybiskup Wielgus podziękował zebranym za życzliwość, przyjaźń i solidarność, szczególnie w ciągu ostatniego półtora roku kiedy to - jak to ujął - stał się przedmiotem ataków i oszczerstw, które zostały zaplanowane przez określone siły, a realizowane posłuszne im media. Abp Wielgus wyraził wdzięczność za okazaną mu życzliwość. - Dziękuję za te wszystkie wspaniałe słowa, na które nie zasługuję - powiedział. Następnie wygłosił wykład “Historyczne koncepcje i paradygmaty uniwersytetu oraz jego model na przyszłość”.
Ks. Isakowicz-Zaleski skomentował to tak: “Moje zdziwienie polega na tym, że nagroda ta jest tylko dla Jego Ekscelencji, a nie dla oficerów Służby Bezpieczeństwa, którzy go przez wiele lat prowadzili. Ich zasługi na tym polu są przecież nieocenione”. Zaiste “finezyjne” stwierdzenie. To zdumiewające, że mimo ujawnienia wielu faktów, już po “aferze Wielgusa” - ludzie ci nadal podtrzymują swoje chore opinie. Wiemy już dzisiaj na pewno, że na podstawie ujawnionych dokumentów nie można było w żadnych przypadku wydać takiego wyroku, jaki wydano. Ponadto, jak się okazało, część dokumentów była sfałszowana. Więcej, z premedytacją nie dopuszczono do procesu lustracyjnego Arcybiskupa, bojąc się kompromitacji IPN, mediów, Prezydenta RP, dużej części polityków i oczywiście Terlikowskich et consortes. Najpierw IPN “nie mógł” zebrać dokumentacji i przesłać jej do sądu, mimo że wcześniej przekazywał je w jeden dzień innemu “autorytetowi” i “moraliście” red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Potem tak lawirowano, by do procesu nie doszło. Ścierwojady bowiem wolą bazować na pomyjach wylanych wcześniej, w nich czują się najpewniej. Wolą nadal kłamać, niż przyznać - myliliśmy się, przepraszamy.
Papież Benedykt XVI w liście do abpa Wielgusa pisał, by ten był nadal aktywny, nie znikał z życia Kościoła. Wiadomo, że Arcybiskup ciężko przeżył to, czego doświadczył, w tym też od katolików na usługach sił obcych chrześcijaństwu i Kościołowi. Był zdruzgotany, nie walczył, opuszczony też przez część hierarchii. Pewnie zdumiała go siła tępej nienawiści i chamstwa w wykonaniu ludzi mieniących się “publicystami katolickimi”. Trochę szkoda, bo z chamstwem i tupeciarstwem za ciężkie pieniądze trzeba walczyć, trzeba tych, którzy dokonują takich rzeczy nękać i piętnować, bo jeśli tego nie zrobimy będą jeszcze bardziej bezczelni. Miejmy nadzieję, że wykład w Lublinie i nazwanie rzeczy po imieniu coś w tej materii zmieni.

No responses yet