Archive for June, 2008

Jun 24 2008

Upadek myśli wszechpolskiej

Published by engelgard under Uncategorized

Młodzież Wszechpolska była swego czasu nadzieją na odrodzenie ruchu narodowego. Szybko jednak stało się jasne, że istnieje tylko po to, by być zapleczem logistycznym dla jednego człowieka. Niby prowadzono w niej jakieś szkolenia, ale okazywało się, że wśród członków MW myśl narodowa była czyś obcym. Bieżąca gra pochłonęła jednostki ideowe, a na polu bitwy pozostali “socjotechnicy”. Ci socjotechnicy uznali, że należy szybko awansować, a żeby do tego doszło, należy się pozbyć “starych”. Profesora Macieja Giertycha wysłano do Brukseli. By nie kłuł w oczy i nie był wyrzutem sumienia. Nie był dla młodych wilczków dobrym przykładem - nie dość, że trzymał się starych haseł, to w dodatku uważał, że stan wojenny był nieuchronny, no i to członkostwa w Radzie Konsultacyjnej przy gen. Wojciechu Jaruzelskim. To przeszkadzało, tym bardziej, że “młodzi”, podpuszczani przez szefa, wskoczyli na lustracyjnego konika. Ba, chcieli w tym procederze przebić główną partię lustracyjną, czyli PiS. I tak chyba jest po dziś dzień.
Czytam ostatnie komentarze i materiały na stronie prawy.pl, którą obecnie zawiaduje były działacz MW Krzysztof Bosak. Fascynuje się filmem o Bronisławie Wildsteinie, Stanisławie Pyjasie i Lesławie Maleszce. Czytałem i oczom nie wierzyłem: “To chyba pierwszy z takim rozmachem i z taką autentycznością nakreślony filmowy obraz najnowszej historii Polski, nie zawężający się do narracji historyczno-politycznej, ale wnikający głęboko w świadomość Polaków. To pierwsza produkcja poświęcona tym problemom zrobiona z tak dużą wrażliwością artystyczną. Historia “Trzech kumpli”, mimo, że nowa i wciąż żywa, w obrazie Ferens i Stankiewicz staje się niebezpiecznie uniwersalna. A język jakim jest opowiedziana, sprawi, że film ten ma szanse przebić się do świadomości najmłodszego pokolenia, także roczników ‘80 i ‘90, które komunizm znały dotychczas z nieco innych filmów”. Film może i ciekawy (zwłaszcza dla byłych opozycjonistów), ale cóż ta wizja historii ma wspólnego z narodowym spojrzeniem na dzieje? Co to ma wspólnego z naszą oceną dramatycznego momentu, w jakim znalazła się Polska na przełomie lat 70. i 80.? Bronisław Wildstein był w tym czasie anarchizującym pacyfistą (potem masonem), a KOR z Kuroniem na czele zamierzał zrobić u nas trockistowską rewolucję, czego nawet nie ukrywał. Przed opozycją w tym wydaniu przestrzegali Prymas Stefan Wyszyński, Jędrzej Giertych i ks. Michał Poradowski (w słynnej pracy “Aktualizacja marksizmu poprzez trockizm”). A dzisiaj działacz MW pisze, że film jest “głęboki” i pozwoli młodym zrozumieć “historię komunizmu”. Czy podczas szkoleń w latach poprzednich panowie z MW czytali Giertycha i Poradowskiego? Czy czytali w ogóle Dmowskiego? Czy nad tym dyskutowali? Śmiem wątpić. No i mamy owoce. Na stronie prawy.pl roi się od komentarzy i tekstów hurralustracyjnych, interpretatorami dziejów najnowszych są państwo Gwiazdowie (prawy.pl zamieszcza obszerny z nimi wywiad), którzy z polecenia KOR-u mieli w 1981 roku usunąć Lecha Wałęsę i zradykalizować związek. Byli narzędziem Kuronia. Dzisiaj na stronie redagowanej przez działaczy MW uczą nas historii. Lustracyjna ruletka jest w ruchu, zastąpiła myśl polityczną.

No responses yet

Jun 20 2008

IPN - maszynka do mięsa

Published by engelgard under Uncategorized

Prof. Bronisław Łagowski niedawno ostro zareagował na to, że nie robi się porządku z IPN. Wedle znanego felietonisty, IPN jest całkowicie zbędną instytucją, przynoszącą więcej szkód niż pożytku. Nikt tego tematu nie podjął, bo wszyscy się boją, ale warto się nad tym zastanowić, zwłaszcza teraz, po kolejnej “aferze”, tym razem dotyczącej Lecha Wałęsy.
Powstanie IPN to był pomysł AWS, ale największy wpływ na jego obsadę personalną i kierunek działania miała Unia Wolności, która wcisnęła na prezesa Leona Kieresa, wiernego wykonawcę poleceń prof. Bronisława Geremeka. Pierwsze lata działalności IPN to ostro wykonywana robota antypolska, by wspomnieć tylko udział w “akcji Jedwabne” wyraźnie po stronie żydowskiej, czy ewidentnie proupowskie stanowisko w kwestii stosunków polsko-ukraińskich (zatrudniono w IPN Ukraińców mieszkających w Polsce o orientacji skrajnie postbanderowskiej!). Kiereszwyczajka (jak nazwał IPN Łagowski) miała też na koncie “agentów” - chodzi zwłaszcza o o. Konrada Hejmo, o czym na specjalnej konferencji prasowej oznajmił sam prezes. Nieporozumieniem była też działalność tzw. pionu śledczego IPN, wyszukującego sprawy z kapelusza, by tylko uzasadnić swoje istnienie. Kuriozalne było oskarżenie jakiegoś starca, który w czasie wojny, jako 16-letni chłopak, pod przymusem, pomagał Niemcom w obozie Chełmno nad Nerem usuwać zwłoki mordowanych Żydów. Albo śledztwo w sprawie rzekomego szmalcownictwa Jana Kobylańskiego - też akcja na polityczne zlecenie.
Tak oto, od samego początku IPN był maszynką do mięsa, politycznego mięsa. I tak jest po dziś dzień, mimo zmiany politycznej, jaką było objęcie prezesury przez dr. Janusza Kurtykę. Metody działania IPN pozostały te same, zmianie uległ ośrodek dyspozycji politycznej. W tym czasie dokonano “likwidacji” jednego arcybiskupa (vide sprawa Stanisława Wielgusa), postraszono resztę hierarchów, by byli ulegli, wreszcie uderzono w Lecha Wałęsę, tak jakby problem jego uwikłań z początku lat 70. miał jakiekolwiek znaczenie dla Narodowej Pamięci. Żenujące jest w tym przypadku to, że atak dokonywany jest przy pomocy ludzi, którzy w latach 1980-1981 byli na pasku KOR-u, wykonywali brudne zlecenia mające na celu odsunięcie Wałęsy od kierowania związkiem. Miał go zastąpić Andrzej Gwiazda, pupil Jacka Kuronia. To on miał być bardziej sprawnym narzędziem trockistowskiej rewolucji, jaką Kuroń planował. I to Kuroń jako pierwszy zaczął wtedy szerzyć pogłoski, że Wałęsa to agent SB! Najbardziej kuriozalne jest to, że obecny atak na Wałęsę jest traktowany jako atak “prawicy”. Nie, to jest atak posttrockizmu. Ale wracajmy do IPN-u.
Lekka poprawa na odcinku ukraińskim i niemieckim to za mało, by uznać, że IPN jest godny nazwy, jaką nosi. IPN budzi strach, bo ma dokumenty, przy pomocy których może załatwić każdego, takie jest przynajmniej powszechne przekonanie ludzi, którzy choć trochę się w tym orientują. Za śmieszne uznać można tłumaczenia prezesa Kurtyki o wolności badań naukowych i prawdzie - owszem coś takiego jest, ale IPN to instytucja państwowa i polityczna, i to jego kierownictwo decyduje nad czym pracujemy i co wydajemy. Tak więc wydanie książki o Wałęsie, to była decyzja polityczna a nie naukowa - jest to chyba rzecz zrozumiała dla wszystkich. Dziwią więc głosy i zaklęcia o prawdzie i wolności - to bleff śmierdzący na odległość obłudą. Badać historię można po 40-50 latach od wydarzeń, które miały miejsce, “badania historyczne” dotyczące lat, które ledwie minęły i żyją wszyscy uczestnicy wydarzeń - to jest czysta polityka i tak to należy traktować. Do badań historycznych potrzebny jest dystans i wyciszenie - zamiast tego mamy polityczne zlecenia i niewyobrażalne emocje.
Zadumę budzi także tzw. edukacyjna działalność IPN. Niestety, na siłę wciskana wizja historii najnowszej jest nie tylko jednostronna, ale i szkodliwa. Nie można dziejów Polski sprowadzać wyłącznie do martyrologii, opisywać rzeczywistości przez pryzmat dokumentów służb specjalnych, dzielić naród na ginących bohaterów i zdrajców oraz kolaborantów, stosować czarno-białe klisze. Taka historia jest czymś dalece kulawym, zniechęcającym młodzież do patriotyzmu i zainteresowania dziejami narodowymi. Do tego dochodzi hunwejbinizm młodych historyków, którzy przy pomocy akt MBP i SB chcą dokonywać ocen moralnych ludzi, którzy w większości już nie żyją. Jest to smutne i zawstydzające. “Bohater” dnia Sławomir Cenckiewicz, jeszcze zanim zaatakował Lecha Wałęsę, opublikował w tygodniku “Wprost” (znanym z antypolskich wyskoków) artykuł pt. “Narodowa Esbecja”, w którym sprowadził aktywność ludzi obozu narodowego w PRL do wykonywania poleceń MSW. Jak widać, maszynka do mielenia mięsa made in IPN działa we wszystkie strony, na lewo, i na prawo. Czy to jest Pamięć Narodowa? Śmiem w to wątpić, to przypomina raczej długie ręce kogoś z zewnątrz, kto chce utrzymywać nas w stanie wzajemnej podejrzliwości, kogoś, kto chce siać zamęt i destrukcję.
Na koniec uwaga - nie znaczy to, że nie ma w IPN ludzi uczciwych, że nie ukazują się tam książki cenne, ale to za mało, by zrównoważyć straty wynikające z ustawienia tej instytucji jako zbrojnego ramienia władzy postsolidarnościowej, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nie znaczy to też, że apeluję do PO, by zlikwidowała IPN, to problem znacznie szerszy, ogólnonarodowy. IPN powinien być rzeczywiście instytutem zajmującym się pielęgnowaniem narodowej pamięci, a nie sądem specjalnym załatwiającym porachunki między dawnymi działaczami “Solidarności” i miejscem kojącym ich frustracje wynikające z przeczucia, że na swojej drodze politycznej przed 1989 rokiem nie zawsze działali zgodnie z polskimi interesami.

No responses yet

Jun 14 2008

Zwycięstwo prowokacji

Published by engelgard under Uncategorized

Springerowski “Dziennik” zamieścił kilka dni temu na pierwszej stronie mrożący krew w żyłach tekst pod tytułem: “Rosja oskarża: Polska wywołała II wojnę światową”. Chodziło o to, że strona rosyjska rzekomo przekazała Polsce dokument z listą 14 problemów, które ich zdaniem uniemożliwiają porozumienie z naszym krajem w sprawie przeszłości. W tekście czytamy m.in.:
“Jak dowiedział się “Dziennik”, Rosjanie twierdzą w dokumencie, że Polacy dopuścili się w 1920 r. zbrodni wojennych na jeńcach przetrzymywanych po wojnie polsko-bolszewickiej. Obwiniają także Polskę o współudział w rozpętaniu II wojny światowej - do którego miałaby się przyczynić aneksja Zaolzia w 1938 r. To jeszcze nie koniec. Według Rosjan Polacy są współwinni nie tylko temu, że II wojna światowa wybuchła, ale temu, że trwała aż 5 lat. O opóźnienie zwycięstwa nad Hitlerem oskarżają… polski rząd emigracyjny w Londynie, który nie chciał współpracować ze Stalinem.
Dokument trafił wczoraj do polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych, która dziś zbierze się po raz pierwszy w Warszawie. Grupa powstała po to, by dążyć do polsko-rosyjskiego kompromisu w najtrudniejszych kwestiach wspólnej historii. Miała zajmować się takimi tematami, jak zbrodnia w Katyniu, pakt Ribbentrop - Mołotow czy rosyjski udział we wprowadzaniu stanu wojennego w 1981 r.
Żadna z tych kwestii nie znalazła się na rosyjskiej liście. Rosjanie domagają się natomiast wyjaśnienia diabolicznej ich zdaniem roli Polski w kształtowaniu europejskiego systemu sojuszy obronnych w latach 20. i 30., a nawet szukają polskich przewin względem Rosji w wydarzeniach Października 1956 roku”.
Komisja polsko-rosyjska odbyła swoje posiedzenie i - jak wynika z doniesień - obrady odbywały się w dobrej atmosferze. Prof. Anatolij Torkunow już w pierwszym wystąpieniu uznał Katyń za zbrodnię i zdezawuował orzeczenie sądu rejonowego w Moskwie. Okazało się też, że nie było żadnego dokumentu rosyjskiego, o którym pisał “Dziennik”. “To jakieś absurdalne wymysły. Rosjanie nie kładli na stole takiego dokumentu. To nie jest ich stanowisko. Ktoś przekazał dziennikarzom informacje wyssane z palca” - powiedział jeden z członków komisji ze strony polskiej. “Dla mnie przeciek do “Dziennika” był prowokacją przygotowaną przez tych, którzy nie chcą poprawy stosunków polsko-rosyjskich. Ale im się nie udało” - powiedział prof. Jerzy Pomianowski. “Ta publikacja utrudniła nam rozpoczęcie obrad. Nie waham się określić ją jako szkodliwą. Rosjanie myśleli, że to inspirowana przez polskie władze prowokacja. Gdyby nie ten artykuł, posunęlibyśmy się w naszych ustaleniach znacznie dalej” - dodał Adam Daniel Rotfeld.
Mamy więc do czynienia z prowokacją. Pytanie - czyją? Jest kilka możliwości.
Po pierwsze, antyrosyjskie lobby w PiS, owładnięte prometejską obsesją “wyzwalania narodów” spod “moskiewskiej dominacji”. Polityka ośrodka prezydenckiego, wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego czy Pawła Kowala - pokazują dobitnie, że PiS uznał, że jakikolwiek dialog z Rosją to “zbrodnia stanu”. Wydaje się, że ośrodek polityczny w kierownictwie PiS popadł w takie zacietrzewienie, że uniemożliwia mu to racjonalne myślenie. To w obrębie tej partii mamy działania popierające czeczeńską irredentę, to z grona tej partii wyszedł kilka lat temu wniosek, by jedno z rond w Warszawie nazwań imieniem Dżochara Dudajewa.
Po drugie, inspiracja amerykańska. Nie jest żadną tajemnicą, że Stany Zjednoczone wykorzystują Polskę do zlecania jej zadań, których same jawnie wykonywać nie chcą lub nie mogą. To Polsce zlecono “krzewienie demokracji” na Białorusi, poparcie dla “pomarańczowej rewolucji” czy dla gruzińskiego dyktatorka Michaiła (pardon Michaela) Saakaszwilego. I my te zlecenia wykonujemy, mimo ewidentnych strat dla polskich interesów.
Po trzecie, banderowsko-melnykowskie lobby w Polsce. Jest znamienne, że od pewnego czasu lobby to nerwowo reaguje na zamiary uczczenia zbrodni OUN-UPA (w tym roku obchodzimy 65. rocznicę ludobójstwa na Wołyniu). Jedną z metod, jaką to bardzo wpływowe lobby stosuje jest podsycanie polsko-rosyjskiego konfliktu na tle historii, m.in. poprzez ciągłe podgrzewanie sprawy Katynia. Czynny w tym dziele jest np. Bohdan Osadczuk, określany przez “Dziennik” jako “ukraiński historyk i przyjaciel Polski”. On to tak skomentował tekst w “Dzienniku: “Rosjanie nie chcą przyznać się do zbrodni ludobójstwa i koniec”. Ten sam Osadczuk robi wszystko, by nie dopuścić, by w Polsce określano zbrodnie UPA właśnie mianem ludobójstwa, on, były członek OUN (frakcja Melnyka), stypendysta III Rzeszy w Berlinie. Nasilenie akcji rodzin katyńskich przeciwko Rosji w przeddzień obchodów 65. rocznicy zbrodni OUN-UPA jest znamienne. Ukraińscy nacjonaliści widzą, że Polaków bardzo łatwo jest napuścić na Rosję. To żenujące, że różne organizacje katyńskie w Polsce od wielu lat dają się wykorzystywać w politycznej grze, w której polskie ofiary Katynia są tylko pretekstem. To jest jeden z polskich dramatów.
Po czwarte, fakt zamieszczenia tego tekstu w gazecie niemieckiej, jaką jest “Dziennik”. Gazeta ta od samego początku jest antyrosyjska - wystarczy przeczytać nagłówki artykułów z ostatnich tygodni: “Prezydent Rosji ma problem z alkoholem”, “Dlaczego Rosja milczy?”, “Rosja fałszuje historię”,”Rosjanie wycinają zmarłym oczy”, “Cel: odbudować imperium”, “Unia ma odpowiedź na gazowy szantaż Kremla”. Wystarczy. Jakie jest polityczny cel takiej kampanii? Nie dopuścić do nawiązania normalnych stosunków polsko-rosyjskich? Na pewno. W takim razie w czyim interesie? Niemcy od lat korzystają z tego, że prowadzimy idiotyczną politykę na Wschodzie - weszli gospodarczo tam, gdzie my od lat mieliśmy mocną pozycję. Niemcy wiedzą, że z Rosją trzeba współpracować, wiedzą też, że Rosja będzie im tym bardziej sprzyjać, im więcej problemów ma z dawnymi państwami bloku wschodniego. Czy niemieckie gazety w Polsce i w innych państwach naszej części Europy biorą udział w tej grze? Oto jest pytanie.
Wydaje się, że w przypadku prowokacji “Dziennika” mogły mieć na nią wpływ wszystkie wymienione czynniki, choć nie wiadomo, który z nich miał największe znaczenie. Odpowiedź byłaby łatwa, gdybyśmy dowiedzieli się, kto przekazał gazecie fałszywą informację.

No responses yet

Jun 11 2008

Nasi “sojusznicy” nas nienawidzą

Published by engelgard under Uncategorized

“W Izraelu czuję się jak w domu” - mówił nie tak dawno Lech Kaczyński. Oficjalna doktryna polskiej polityki zagranicznej stanowi, że Izrael to nasz sojusznik, a - jak zapewnia Władysław Bartoszewski - “nasze stosunki są w szczytowej formie”. No i mamy niejako potwierdzenie tej miłości. Czołowy dziennik izraelski “Haaretz” zamieszcza tekst Mordechaja Shinefelda poświęcony komiksowi odnoszącemu się do czasów wojny. W tekście o bohaterze komiksu pada termin “polski obóz zagłady”. Kiedy polscy dziennikarze dzwonią do redakcji gazety, słyszą: “Sprawa jest skomplikowana i nie będziemy jej telefonicznie komentować”. Tak, sprawa jest bardzo skomplikowana - już nie wystarcza używanie eufemistycznych określeń “nazistowski obóz zagłady” (o stwierdzeniu “niemiecki obóz zagłady” możemy zapomnieć), trzeba uderzyć mocno i nazwać obóz w Sobiborze (zabito tam ok. 250.000 Żydów - obozu pilnowali Ukraińcy) “polskim”. Zabawny jest komentarz Bartoszewskiego: “To niemożliwe. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Gazeta <Haaretz> jest nam życzliwa”. Można rzecz - życzliwa inaczej.
Sprawa ta ma szerszy wymiar - okazuje się bowiem, że nasi najwięksi “przyjaciele” nas zwyczajnie nienawidzą. I nie chodzi tu tylko o Izrael. Uprawiamy masochizm także w stosunkach z Ukrainą, tolerując hańbiące ekscesy, jakimi trzeba nazwać paranoiczny kult UPA i morderców polskich dzieci - wspierany przez przyjaciela Lecha Kaczyńskiego - Wiktora Juszczenkę. Czy ktoś słyszał kiedyś sprzeciw? I właściwie dlaczego Żydzi nie zgłaszają pretensji do Ukraińców za to, że czynnie wyniszczyli ich do spółki z Niemcami? Dlaczego pretensje maja do nas? I wreszcie - dlaczego jedynym krajem, do którego wciąż mamy pretensje i wobec którego jesteśmy twardzi - jest Rosja? Niech ktoś wreszcie na to odpowie.

No responses yet

Jun 09 2008

Zwycięstwa Ochrany i SB

Published by engelgard under Uncategorized

Okazuje się, że historia lubi paradoksy. Carska tajna policja polityczna Ochrana uchodziła za bardzo skuteczną, ale tak naprawdę poniosła klęskę, bo nie zapobiegła rewolucji i nie stłamsiła bolszewików, mimo że miała ich rozpracowanych co do jednego i to już w latach 1905-1907. A jednak w jednej kwestii odniosła zwycięstwo. Pisze o tym brytyjski historyk Simon Sebag Montefiore w książce “Stalin - młode lata despoty”. Prowadził przez 10 lat drobiazgowe badania w archiwach wielu państw - dotarł do dokumentów, których nikt przedtem nie widział na oczy. Jednym z kontrowersyjnych tematów jakie przez lata przewijały się przy tej okazji była rzekoma współpraca Stalina z Ochraną. Przeciwnicy Stalina rozgrywali przeciwko niemu tę kartę - mienszewicy niemal wprost, trockiści bardziej subtelnie, bo już otwarcie nie mogli. Stalin skutecznie wyciszył dyskusję na temat swoich młodych lat, bo miał do dyspozycji takie narzędzia, które mu to umożliwiały. Ale wbrew temu, co można by sądzić - żadnym agentem Ochrany nie był. Montefiore jasno stwierdza, że nie ma na to ani jednego dowodu - wręcz przeciwnie, to Stalin miał swoich informatorów w Ochranie. Skąd wobec tego te uporczywie powtarzane pogłoski? Oddajmy głos autorowi książki:
“Ochrana może i nie zdołała zapobiec rosyjskiej rewolucji, ale tak skutecznie zatruła umysły rewolucjonistów, że jeszcze trzydzieści lat po upadku carów bolszewicy nadal zabijali się nawzajem w krwiożerczym polowaniu na nieistniejących zdrajców”. Czy to nie przypomina do złudzenia sytuacji we współczesnej Polsce, kiedy dawni rewolucjoniści (solidarnościowcy) nie mogą uwolnić się od przeszłości? Oczywiście, inne realia, inne punkty odniesienia - ale mechanizm jest taki sam! Tajna policja i konspiratorzy wytwarza mieszankę wybuchową, truciznę, która działa bardzo długo. To jest - jak pisze Montefiore - “dół kloaczny”. Wytwarza się paranoiczny sposób myślenia odbierający zdolność do realnej oceny rzeczywistości. W tym znaczeniu Ochrana i SB odniosły pośmiertny triumf po latach - uczyniły niemal swoimi uczniami tych, których miały zniszczyć. Pomimo tego, że obie instytucje zniknęły z powierzchni - ich dzieło dokończyli sami inwigilowani. W przypadku sowieckim dokonał tego Stalin likwidując niemal wszystkich bolszewików, u nas wyniszczenie przebiega inaczej - jest nim nie ustający festiwal oskarżeń, procesów sądowych, pomówień i oszczerstw. To nieustające polowanie na “zdrajców” i “agentów”, w ogromnej większości przypadków istniejących tylko w chorej wyobraźni oskarżycieli. Zawsze dziwiło mnie tylko jedno - dlaczego tak łatwo tej w sumie rewolucyjno-lewicowej hecy ulegają ludzie uznający się za prawicowców i konserwatystów? No właśnie - dlaczego? Może dlatego, że tylko uważają się za prawicowców, a w rzeczywistości przesiąkli “etosem” rewolucji i konspiracji? Miał rację Dmowski ostrzegając przed konspiracją, jest ona zabójcza dla charakterów. U nas - niestety - rządzą obecnie prawie wyłącznie dawni konspiratorzy. Dlatego ten cyrk jeszcze trochę potrwa.

No responses yet