Archive for July, 2008

Jul 23 2008

Bądźmy konsekwentni, panie marszałku

Published by engelgard under Uncategorized

Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu RP, najpierw skutecznie zablokował podjęcie przez Sejm uchwały potępiającej zbrodnie UPA i oddającej hołd jej ofiarom, mimo że PSL, który zgłosił projekt zgodził się na wycofanie słowa “ludobójstwo”. Teraz, ten sam Komorowski forsuje uchwałę potępiającą burzenie cerkwi na Chełmszczyźnie w roku 1938. Obłuda i podwójne standardy. W dodatku pan marszałek najpierw twierdzi (patrz “Rzeczpospolita” z 23.07.2008), że uchwały o UPA nie blokował, tylko nie zgodziły się na nią kluby PO, PiS i Lewicy, a poza tym “była niedopracowana”, by w następnym zdaniu stwierdzić co następuje:
“Dla mnie jako syna Kresowian nie do zaakceptowania jest próba przeniesienia odpowiedzialności za tragedię Kresów na kogokolwiek innego niż Sowieci. Nie wolno zapominać, że tragedia ta zaczęła się nie w lipcu 1943 r., ale 17 września 1939 r. wraz z inwazją Sowietów na Polskę. Przerzucanie odpowiedzialności na kogoś innego jest działaniem w interesie rosyjskim”. Komorowski kończył studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim, pochodzi a patriotycznej rodziny, jest ponoć człowiekiem inteligentnym - i wypowiedział takie słowa, po usłyszeniu których można zwątpić we wszystko. Nie sposób racjonalnie wytłumaczyć, jak to możliwe, by tego typu kuriozalne tłumaczenie padło z ust marszałka sejmu RP! Nie dość, że jest ono całkowicie chybione z historycznego punktu widzenia, to w dodatku wychodzi naprzeciw obrońcom rzeźników z UPA. Jest w tym rozumowaniu niby jakaś polityczna kalkulacja, ale haniebne jest, czyim kosztem - bo kosztem 120 tysięcy pomordowanych Polaków, bynajmniej nie przez NKWD czy Rosjan, tylko przez zbirów z OUN-UPA. Pan marszałek chce ich ukryć za plecami NKWD-owców. To gra niebezpieczna, bo gdyby uznać, że jest to prawda, to natychmiast należałoby zadać następujące pytanie - jeśli za “tragedię Kresów” odpowiadają od początku do końca Sowieci, to znaczy, że Doncow, Bandera, Szuchewycz, Klaczkiwskij, współtwórcy tej “tragedii”, działali w imieniu Sowietów bądź nawet byli ich ludźmi. W takim razie pomniki stawiane na ich cześć na Ukrainie są pomnikami na cześć NKWD i jego dzieła. Trzeba być konsekwentnym, panie marszałku, niech pan uroczyście zaprotestuje przeciwko upamiętnianiu sowieckich zbirów spod znaku UPA. Dlaczego pan milczy? Chyba, że uznaje pan, że UPA za nic nie odpowiada, że była to szlachetna formacja niepodległościowa, a zbrodni na Polakach dokonywali przebrani za upowców enkawudziści, jak coraz odważniej twierdzą władze w Kijowie. A jeśli tak, to czekamy na to, kiedy pierwszy polski polityk złoży wiązankę kwiatów pod pomnikiem Bandery czy Szuchewycza. Może będzie nim właśnie pan.

One response so far

Jul 22 2008

Oblicza rusofobii

Published by engelgard under Uncategorized

Nazywa się Witold Stanisław Michałowski. Oto krótkie dossier na jego temat: Pisarz, podróżnik, niezależny publicysta, inżynier pracujący przez wiele lat w Kanadzie przy budowie rurociągów, b. doradca Sejmowej Komisji Gospodarki, b. Pełnomocnik Ministra Ochrony Środowiska ZNiL ds. Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Karpat Wschodnich; p.o. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Budowniczych Rurociągów; członek Polskiego Komitetu FSNT NOT ds.Gospodarki Energetycznej; Redaktor Naczelny Kwartalnika “Rurociągi”. Globtrotter wyróżniony (wraz z P. Malczewskim) w “Kolosach 2000″ za dotarcie do kraju Urianchajskiego w środkowej Azji i powtórzenie trasy wyprawy Ossendowskiego. Warto też odnotować, że W.S.M. w roku 1959 na Politechnice Warszawskiej założył Koło Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli.
Od kilku lat zajmuje się dyskredytowaniem rosyjskiej polityki energetycznej, co oczywiście jeszcze rusofobią nie jest. Jednak Michałowski w swoich polemikach, coraz bardziej zajadłych, sięga po argumenty bynajmniej nie ekonomiczne. W jednym z tekstów czytamy: “Powinniśmy uczynić wszystko co leży w naszej mocy, aby do mieszkańców Unii nareszcie dotarło, że przy negocjacjach na zakup gazu i ropy naftowej wydobywanej na terytorium syberyjskiej kolonii powinni być obecni przedstawiciele prawdziwych gospodarzy tych obszarów i że najdalej za parę dekad w Azji rosyjski ustąpi miejsca językom należącym do tureckiej grupy językowej”. Propozycja jest taka - trzeba rozmawiać z Jakutami, Baszkirami czy Tatarami, a nie z Rosją. To tak, jakby ktoś zaproponował, by nie rozmawiać z władzami USA, tylko z Czejenami, Siuksami i Apaczami. Ale to tylko przygrywka. Podczas dyskusji na blogu eksperta paliwowego Andrzeja Szczęśniaka Michałowski napisał najpierw, że z Moskwą nie ma co rozmawiać, bo jej za 50 lat nie będzie, a następnie dodał, że oczywiście “nie jest winą Rosjan, że mają w genach zakodowane ludobójstwo”. Tego było za wiele - gospodarz bloga, Andrzej Szczęśniak, wyrzucił go z grona dyskutantów.
Pan Michałowski ma także swoją teorię na temat zbrodni UPA. Swego czasu pisał: “Odnotowano liczne przypadki jak jednego dnia bandy przebrane w polskie mundury i noszące ryngrafy Matki Boskiej na piersi puszczały z ogniem ukraińskie wsie a następnego dnia te same oprychy przypinały sobie na czapki anagramy imienia Władimira i Olgi - Tryzub i wyrzynały w pień polskie. Ich komendanci zwykle bezbłędnie posługiwali się tylko językiem rosyjskim. Temat sowieckich inspiracji dla ideologicznej działalności Doncowa i jego zwolenników do dziś nie jest należycie opracowany. To samo dotyczy ostatecznego wyjaśnienia przyczyn zaistnienia Akcji Wisła. Decyzja o jej przeprowadzeniu zapadła w Moskwie. Istnieją poszlaki, że miała być generalną próbą przed przesiedleniem mieszkańców województwa kieleckiego dość zdecydowanie przeciwstawiających się komunistycznym porządkom w stepy Kazachstanu”.
No i wszystko jasne, przynajmniej dla chorych umysłów. Nienawiść z reguły kończy się paranoją. W przypadku UPA należałoby jednak złośliwie spytać - skoro ta Moskwa tak skutecznie zaraziła Ukraińców doncowowską zarazą, to znaczyłoby - wedle teorii pana Michałowskiego - że ów “gen ludobójstwa” mają nie tylko Rosjanie. Smutne w tym wszystkim jest jednak coś innego - pan Michałowski jest częstym gościem Radia Maryja i “Naszego Dziennika”, uchodzi tam za eksperta. Od czego? - można by spytać.

One response so far

Jul 16 2008

Nowi “polscy święci”

Published by engelgard under Uncategorized

Jeden jest już prawie “kanonizowany” - to Jacek Kuroń, uznany za niemal wcielenie dobroci i dobrego patrioty. Ma już szkoły swojego imienia, pewnie niedługo będą ulice. W lukrowanych podręcznikach historii i licznych hagiograficznych publikacjach prasowych stawiany jest na równi z największymi Polakami. “Wykształciuchy”, które niewiele wiedzą, pieją z zachwytu, a za nimi uczniowie i młodzież. “Ciemny lud kupi wszystko” - powtórzmy za Jackiem Kurskim, ale tym razem ten “ciemny” lud to - niestety - “polska inteligencja”. Jak można w ogóle kogoś takiego jak Kuroń uznawać za godnego do naśladowania, jak można kogoś takiego niemal czcić niczym świętego? Kuroń, skrajny lewicowiec (to jeszcze nie grzech), nienawidzący polskiej tradycji, zbuntowany przeciwko PRL trockista, marzący o “prawdziwej rewolucji” w stylu chińskim, niszczyciel polskiego harcerstwa, w okresie Sierpnia zwolennik doprowadzenia do totalnego starcia z władzami (Wałęsę uznawał za “mięczaka”), a w 1982 nawołujący naród do krwawego wystąpienia. Chwalić Boga, że temu człowiekowi nigdy nic się do końca nie udało, bo sprowadziłby na Polskę tragedię. Pod koniec życia grał rolę zatroskanego o los biednych, ale w rzeczywistości był tylko parawanem dla grabieżczej polityki Balcerowicza. W tym czasie dał się poznać jako zaciekły przeciwnik rozliczenia zbrodni dokonanej przez UPA, stając de facto po jednej stronie z mordercami Polaków. O jego zachowaniu, manierach, prymitywnym stylu bycia i abnegacji - nie wspomnę. I taki ktoś jest dzisiaj przedstawiany młodemu pokoleniu jako wzór do naśladowania.
Ale oto mamy kolejnego “świętego” - jest nim prof. Bronisław Geremek. Człowiek niewątpliwie wyższego formatu niż Kuroń, ale tak jak on wywodzący się z tzw. postępowej i komunistycznej inteligencji. Ciąży na nim to, że nigdy publicznie nie podziękował Polakom za to, że został ocalony. Można zrozumieć to, że miał na tym punkcie kompleks, ale wobec nasilającej się tendencji do fałszowania historii, obciążania nas odpowiedzialnością za holocaust - Geremek był żywym przykładem, jak było naprawdę. Polski chłop Stefan Geremek, działacz PSL, a potem ZSL - dał mu nie tylko nazwisko, ale i uratował życie. Dlaczego mając takie posłuchanie na Zachodzie nigdy nie chciał o nim mówić? Dlaczego dopiero Jarosław Kalinowski ujawnił to publicznie w TVP 3? Geremek był “obywatelem świata”, często wykorzystywał swoją pozycję na Zachodzie do załatwiania spraw wewnętrznych. Geremek okrzyczany został przez Lecha Wałęsę jako “najwybitniejszy polski polityk w XX wieku”. Jest to śmieszne, nie tylko dlatego, że Wałęsa nie ma pojęcia kim był Dmowski, Piłsudski, Witos, Korfanty czy Sikorski, ale także dlatego, że tak naprawdę Geremek był politykiem marnym, nieskutecznym, by wspomnieć tylko jego niezgrabne zabiegi o utworzenie rządu, czy tez liderowanie Unii Wolności. Tak naprawdę Geremek był dobry tylko w jednym - w zakulisowych grach, w polityce sitwowej. Nie jest też prawdą, że wniósł jakąś myśl do polskiego życia politycznego - poza powtarzanymi do znudzenia sloganami i komunałami nic odkrywczego tam nie było. Kiedy mówił Geremek, wiadomo było tylko jedno - że nic nie powie. Nic też godnego uwagi nie napisał, a jego naukowy dorobek kończył się w latach 60. na pracach na temat marginesu średniowiecznego Paryża, potem już tylko politykował i budował swoją pozycję na Zachodzie, w kręgach, w których na odległość jechało lożami.
Chcę być dobrze zrozumiany, nie mam nic przeciwko zmarłemu, był jaki był, widocznie musieliśmy mieć takich przewodników stada, bo się na to jako naród godziliśmy. Nie można jednak patrzeć obojętnie na to, jak nam się zabiera historię, bohaterów narodowych, prawdziwych myślicieli i zmusza do kultu kogoś, to na to nie zasługuje. Mamy już dwóch “świętych” ery postsolidarnościowej - Jacka i Bronisława, nie muszę chyba mówić kto będzie trzecim.

No responses yet

Jul 06 2008

Ukraiński festiwal w rocznicę zbrodni UPA

Published by engelgard under Uncategorized

10 i 11 lipca obchodzić będziemy 65. rocznicę apogeum zbrodni dokonanej przez OUN-UPA na Polakach na Wołyniu. Probanderowskie lobby w Polsce zrobiło wszystko, by obchody sprowadzić do parteru - udało się, przy pomocy “swoich ludzi” w kancelarii prezydenta. Ten najpierw chciał objąć patronatem konferencję naukową IPN-u (o innych obchodach nie wspomnę), ale nawet to wyperswadowali mu doradcy (Bogumiła Berdychowska). Nie odmówił jednak patronatu nad XIX Festiwalem Kultury Ukraińskiej, który odbędzie się 12 i 13 lipca w Sopocie. Zbieżność terminów uderzająca.
Przy okazji Ukraińcy wykorzystują ten festiwal do tego, by propagować swoją wizję historii. Chodzi o ofiary Wielkiego Głodu w latach 30. Genialne posunięcie - nie dość, że nikt nie piśnie w mediach o zbrodniach UPA, to w dodatku wciśnie się Polakom swoją martyrologię. Ten widoczny gołym okiem zabieg propagandowy “kupili” jednak zarówno Lech Kaczyński, jak i marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Pierwszy objął patronat nad festiwalem, drugi nad koncertem poświęconym ofiarom Wielkiego Głodu. W informacji na ten temat czytamy: “Koncert jest częścią międzynarodowego projektu artystycznego “Ukraina pamięta - świat uznaje” zorganizowanego przez ukraińskie Ministerstwo Kultury i Turystyki przy wsparciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy, który potrwa do listopada i obejmie 15 krajów z całego świata. Zgodnie z zamysłem autorów ma nie tylko odkryć tragiczną kartę ukraińskiej historii, ale również przekonać te kraje, które dotąd powstrzymywały się przed oficjalnym uznaniem Wielkiego Głodu za ludobójstwo”. No i my bierzemy w tym udział, a jakże. O ofiarach własnego narodu lepiej nie pamiętać, najlepiej wszystko zwalić na Rosjan i NKWD - Ukraińcy będą zadowoleni, a o to przecież prezydentowi i marszałkowi chodzi, no i Moskwa się wścieknie.
Ukraina i Polska uznały Wielki Głód za ludobójstwo (także ok. 20 innych państw, w tym USA), jednak te same organa przedstawicielskie obu państw nie chcą uznać za ludobójstwo eksterminacji dokonanej przez UPA (ok. 200.000 ofiar, w tym ok. 120.000 Polaków), za to chcą, by Rosja uznała za ludobójstwo zamordowanie przez NKWD 22.000 polskich oficerów, policjantów i urzędników. Ostrze tych działań jest politycznie wymierzone w jedno państwo - w Rosję. Ofiary służą więc politycznej grze. Ukraińscy nacjonaliści chcą wykreować ofiary głodu na ofiary wyłącznie ukraińskie. Przekonują, że władze sowieckie (w domyśle Rosja) sztucznie wywołały głód, by uderzyć w Ukrainę. Jest to oczywiste naciąganie historii (pominąwszy fakt, że w ówczesnym ścisłym kierownictwie sowieckim był de facto tylko jeden Rosjanin), gdyż głód wybuchł wówczas także w Kazachstanie i na Kubaniu. Szaleńcza kolektywizacja dotknęła chłopów jako takich, nie tylko zaś chłopów ukraińskich. Ofiary rosyjskie były nie mniej straszne (przypomniał o tym ostatnio Aleksander Sołżenicyn). Akcja wokół Wielkiego Głodu ma w zamyśle postbanderowców trzy cele - stworzyć martyrologiczny fundament współczesnej Ukrainy, uderzyć w Rosję oraz odciągnąć uwagę opinii od zbrodni UPA. Najbardziej tragiczne w tym wszystkim jest jednak to, że polskie władze od lat tańczą tak, jak im zagrają ukraińscy nacjonaliści.

No responses yet

Jul 05 2008

Tusk z tarczą czy na tarczy?

Published by engelgard under Uncategorized

“Nie” Donalda Tuska dla amerykańskich propozycji związanych z planami budowy w Polsce elementów tzw. tarczy antyrakietowej jest mimo wszystko zaskoczeniem. Wcześniej mówiło się, że Tusk już dawno zgodził się na “tarczę” tylko odgrywa teatr, by pokazać, że jest twardszym partnerem niż proamerykańscy Jarosław i Lech Kaczyńscy. Czy ta hipoteza jest nadal aktualna? Być może tak, bo nie wiemy, czy gdyby nie doszło do nieco groteskowej wizyty Anny Fotygi w USA, to Tusk by się zgodził na “tarczę” w dniu 4 lipca 2008, na czym Amerykanom bardzo zależało. A tak, to postanowił pokazać, kto w tej sprawie rozdaje karty. Przecież nie mógł pozwolić na to, by opinia publiczna uznała, że dopiero nacisk pana prezydenta i wizyta Fotygi w USA zmusiła go do uległości. Jest to teza bardzo prawdopodobna, bo szereg działań Tuska jest motywowanych chęcią przeciwstawienia się Kaczyńskim. Są tacy, którzy uważają, że odprężenie w stosunkach z Rosją też ma swoje źródło w chęci zdenerwowania braci. Polityka zagraniczna Polski jako rezonans wewnątrzkrajowych sporów i fobii? To byłaby katastrofa, bo jeśli w tak kluczowych kwestiach mamy do czynienia wyłącznie z ambicyjkami i chęcią doprowadzenia przeciwnika do szału - wówczas trzeba byłoby wystawić naszej “elicie” jak najgorsze referencje. Chłopcy w krótkich spodniach w piaskownicy - to byłoby najlepsze porównanie.
Ale tak nie musi być do końca. Można też przyjąć, że istnieje nie mniej ważny czynnik, który wpływa na politykę zagraniczną Tuska. Jest nim próba zmiany jej wektorów na bardziej proeuropejskie (proniemieckie), co musi skutkować takimi posunięciami jak rozluźnienie związków z USA, poprawa stosunków z Rosją i bezwzględne wspieranie koncepcji umocnienia instytucjonalnego Unii Europejskiej. W przypadku “tarczy” wiadomo powszechnie, że czołowe państwa Unii (Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania) nie są jej zwolennikami i choć głośno nikt o tym nie mówi, to czeka się z utęsknieniem na fiasko tej koncepcji. “Tarcza” jest robiona przez Amerykanów de facto z pominięciem struktur obronnych Zachodu, to ich “prywatne” przedsięwzięcie. Poza tym, w Europie mało kto wierzy w bajeczki, że jest ona wymierzona przeciwko państwom “rozbójniczym”, czyli Iranowi i Korei Płn. Tam wiedzą, że “tarcza” ma być budowana przeciwko Rosji, a to nie tylko nie budzi entuzjazmu, ale i sprzeciw. U nas zresztą też nikt nie wierzy w zapewnienia Amerykanów, że “tarcza nie jest budowana przeciwko Rosji”. Charakterystyczne były reakcje w Polsce na deklarację Tuska. PiS natychmiast ogłosił, że to decyzja w interesie Rosji, a dziennikarze prześcigali się w komentarzach na temat radości, jaka zapanowała w Moskwie.
Tusk na razie powiedział “nie”, czym zapewne pozyskał sympatię krajów Europy i… większości Polaków. Od paru lat badania opinii publicznej wykazują jednoznacznie, że nie ma u nas poparcia dla tej koncepcji. Polacy od początku wiedzieli przeciwko komu “tarcza” ma być budowana. Większość badanych nie widzi w tej chwili zagrożenia dla naszej niepodległości ze strony Rosji, a tym samym nie widzi potrzeby budowy “tarczy”. Co więcej, uważają oni, że “tarcza” nie tylko nie polepszy naszego bezpieczeństwa, ale je pogorszy. Polacy nie życzą sobie dalszego psucia stosunków z Rosją i mają dosyć jednostronnego sojuszu polsko-amerykańskiego, na którym - w ich opinii - wychodzimy jak Zabłocki na mydle. Z tych wszystkich względów Tusk mógł spokojnie powiedzieć “nie”, na tej decyzji póki co tylko zyskał.

No responses yet

Jul 02 2008

“Prawica” ma nowego psa przewodnika

Published by engelgard under Uncategorized

Czytając pełne zapału i egzaltacji teksty na różnych forach prawicowych na temat lustracji i dekomunizacji (zwłaszcza na tle sprawy TW “Bolek”) możemy dojść do jednego ważnego wniosku - niekwestionowanym guru młodej prawicy (określającej się mianem konserwatywnej i narodowej) jest w tej chwili Bronisław Wildstein. To on wyznacza kierunki myślenia, to on wrzuca tematy, która ta “prawica” z rumieńcem dyskutuje. Bardziej cenię Wildsteina-pacyfistę niż Lecha Wałęsę, bo on “heroicznie walczył z komuną” - pisze jeden z młodych. Trudno o bardziej dobitny przykład upadku. Nie chcę wchodzić w dyskurs o życiorysie Wildsteina (nie nasz cyrk, nie nasze małpy), ale skromnie zauważę, że dyskutanci w ogóle go nie znają, widzą tę postać wyłącznie przez pryzmat jego dzisiejszej publicystyki i postawy, i tak jak chcą go widzieć.
Gwoli przypomnienia, pozwolę sobie na przedstawienie najważniejszych fragmentów jego życiorysu (za Wikipedią): “Trzykrotnie zmieniał liceum ze względu na oceny ze sprawowania. W latach 1971-1980 studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie ukończył studiów. Działalność opozycyjną rozpoczął na początku studiów, m.in. współpracował z KOR i współtworzył NZS w Krakowie. Na fali odwilży w czasie Sierpnia 1980 Wildstein dostał paszport i postanowił wyjechać na Zachód. Bronisław Wildstein był aktywnym wolnomularzem, związanym początkowo z paryską lożą “Kopernik”, skupiającą osoby o polskich korzeniach w ramach Wielkiej Loży Narodowej Francji, a następnie z Warszawską lożą-matką “Kopernik” Wielkiej Loży Narodowej Polski oraz z Krakowską lożą “Przesąd Wyzwolony”, której był Wielkim Mistrzem. Oprócz tego pełnił funkcję Wielkiego Dozorcy Wielkiej Loży Narodowej Polski. Sam zainteresowany twierdzi, że wycofał się z uczestnictwa w działalności w lożach masońskich”. Jak na psa przewodnika polskiej “prawicy” niezły życiorys, prawda? W tamtych latach Wildstein był takim mniejszym Michnikiem, teraz, po zerwaniu z nim, stał się głównym Michnikiem, tyle że mających rząd dusz na prawicy. To tak, jakby prawica musiała w przeszłości wybierać np. między Trockim a Kamieniewem. Smutne, ale prawdziwe. No i ta “heroiczna” walka z “komuną”, jak pisze jeden z dyskutantów, jest chyba mityczna.
Młodość ma swoje prawa, ale nie zwalnia od myślenia. Niech więc szanowni młodzi dyskutanci atakując tych, którzy nie chcą iść ślepo za nowym psem przewodnikiem, nie piszą bzdur o “endekokomunie”, bo to jest stary wyświechtamy slogan środowisk właśnie komunistycznych i trockistowskich z okresu PRL. Przejmowanie siatki pojęciowej skrajnej lewicy przez młodych niby-prawicowców jest żenujące i świadczy o braku zdolności do samodzielnego myślenia. Wpadli w pułapkę łatwizny i radykalizmu. Przed tym, zdawałoby się, chronić powinna myśl polityczna, narodowa i konserwatywna. Nic z tego, łatwość ulegania podszeptom obozu ideowo przeciwnego jest zdumiewająca. Nie liczą się Aleksander Bocheński, Mirosław Dzielski, Stefan Kisielewski, nawet Janusz Korwin-Mikke, nie liczą się Jędrzej Giertych, ks. Michał Poradowski, ks. Józef Warszawski czy Prymas Stefan Wyszyński - ale mamy Wildsteina. I niech mnie ci młodzi nie namawiają bym porzucił tamtych dla ich guru. Jak chcą bawić się w taką “narodowo-konserwatywną prawicę”, niech się bawią. I jeszcze jedno - nie ułatwiajcie sobie myślenia uproszczonym podziałem na “zwolenników PRL” i “szczerych antykomunistów”. Po pierwsze, jest to głupi slogan, w dodatku ahistoryczny i nieprawdziwy; po drugie, istota sporu polega na czymś zupełnie innym, ale ku mojemu zdumieniu nie jesteście w stanie tego zrozumieć. A zrozumieć historię najnowszą własnego kraju trzeba, bo inaczej jest się ślepym i nie odróżnia się rzeczy istotnych od niewiele znaczących. Tak jest też z Wałęsą, bo dzięki Bogu w latach 1980-1981 to on stał na czele “Solidarności” a nie jakaś nawiedzona trockistowska kukiełka Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego (bo nie Wildsteina, bo on raczył wtedy po prostu wyjechać z kraju). I dzięki temu mogą dzisiaj nasi młodzi “prawicowcy” pisać co chcą, nawet totalne bzdury.
I jeszcze jedno - w latach 1980-1981 byłem studentem na Uniwersytecie Warszawskim, nie należałem ani do organizacji oficjalnych, ani do NZS (bo był agendą KOR-u). Przez jakiś czas byłem członkiem odrodzonego uczelnianego ZMW “Wici”. Po 1982 byłem członkiem Polskiego Związku Katolicko-Społecznego, gdzie kierowaliśmy się myślą Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Jędrzeja Giertycha. Po kryzysie w PZKS, w 1984 roku, wstąpiłem PAX-u, zajmując się publicystyką historyczną, głównie na temat obozu narodowego. Stałem się jego członkiem jako uformowany ideowo przez myśl narodową. Proszę więc, aby polemiści raczyli nie używać takich terminów jak “postpaxowska” “Myśl Polska” czy “paxowi endokomuniści”. Więcej taktu, panowie, i więcej kultury.

No responses yet