Archive for August, 2008

Aug 26 2008

Merkel i niemiecka hipokryzja

Published by engelgard under Uncategorized

Kanclerz Niemiec Angela Merkel ostro skrytykowała Rosję za uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. ?Decyzja Rosji jest sprzeczna z prawem międzynarodowym i absolutnie nie do przyjęcia. Myślę, że cała Unia Europejska wypowie się na ten temat w podobnym duchu? ? powiedziała Merkel. Według niemieckiej kanclerz warunkiem dalszej współpracy UE z Rosją powinno być przywiązanie do wspólnych wartości: szacunku dla praw człowieka, zasad demokracji i prawa międzynarodowego. ?W przeciwnym razie współpraca będzie trudna? ? dodała. Pani kanclerz miałaby prawo do takiej krytyki Rosji gdyby kierowane obecnie przez nią państwo nie wzięło wcześniej udziału w przeprowadzonej z cynizmem i pogwałceniem wszelkich reguł operacji rozbicia Jugosławii, a potem Serbii.
Warto więc przypomnieć kilka faktów. Niemcy były w roku 1991 pierwszym państwem, które uznało niepodległość Słowenii i Chorwacji, wówczas jeszcze pozostających w granicach Jugosławii. Uczyniły to bez wiedzy i zgody Ameryki, która wówczas była jeszcze przeciwko tak gwałtownej dezintegracji tego państwa. Jak się wkrótce okazało, było to tylko pierwsze posunięcie na drodze całkowitego rozbicia Jugosławii. Potem Niemcy postawiły na Albańczyków z Kosowa i muzułmanów w Bośni ? dostarczały im broń, szkoliły ?bojowników?, zachęcały do walki. Niemcy prowadziły też gigantyczną kampanię propagandową dyskredytująca Serbię i Serbów, biorąc odwet za to, że naród ten w dwóch wojnach światowych walczył przeciwko nim. Wreszcie w roku 1999 Niemcy poparły agresję NATO na Serbię (wówczas jeszcze Jugosławię, choć okrojoną), a nawet wzięły w niej udział. Czołgi Bundeswehry (pierwszy raz poza granicami Niemiec) triumfalnie wjechały do serbskiej prowincji Kosowo. Podczas straszliwych nalotów lotnictwa USA na Belgrad i inne miasta Serbii niemieckie media i politycy, w tym szef resortu obrony, kłamali w żywe oczy, terroryzowali własną opinię publiczną podając wyssane z palca ?fakty? o ?serbskich zbrodniach?. Końcowym akordem było błyskawiczne uznanie Kosowa jako ?niepodległego państwa?, oczyszczonego z mniejszości narodowych, w tym z Serbów, pod osłoną sił KFORR. Niemcy nigdy nie zająknęli się, kiedy Albańczycy dokonywali czystek, palili i wysadzali w powietrze prastare cerkwie prawosławne, zabijali niewinnych ludzi. Plan się powiódł ? Bałkany są w proszku a Serbia rzucona na kolana, granice zmienione siłą, wbrew prawu i cywilizowanym zasadom.
Biorąc to wszystko pod uwagę, opinie pani kanclerz na temat polityki rosyjskiej są co najmniej nie na miejscu, są zwyczajnie nieprzyzwoite. Owszem, Rosja pokazała kły, ale czy jej akcja różni się czymkolwiek od tego co zrobił Zachód na Bałkanach? Jeśli się różni, to tylko tym, że Moskwa nie była aż tak brutalna, nie bombardowała tygodniami Tbilisi, nie niszczyła całej infrastruktury Gruzji, nie zburzyła ?pomyłkowo? ambasady USA czy Niemiec, nie zabiła 5.000 niewinnych cywilów (takie były serbskie straty bombardowań). Zamiast tego rzuciła na Gruzinów czeczeński batalion ?Wostok?, co można uznać za swego rodzaju perwersję. I tyle. Tak więc, parafrazując słowa klasyka Jacquesa Chiraca, Niemcy nie skorzystały z okazji, żeby siedzieć cicho. Byłoby mniej wstydu.

No responses yet

Aug 25 2008

Hitler też budował autostrady

Published by engelgard under Uncategorized

Tym ?finezyjnym? sformułowaniem pos. Karol Karski odpowiedział na pytanie dziennikarza, który poddał w wątpliwość ogłoszony przez polskich polityków bojkot olimpiady w Chinach. Rozumiem, że musiał jakoś wytłumaczyć fakt, że Lech Kaczyński zamiast w Pekinie znalazł się na wiecu w Tbilisi, ale doprawdy nie ośmieszajmy się. Olimpiada była triumfem Chin i nikt temu nie zaprzeczy, pokazała też, że świat rządzi się utartymi od wieków regułami, których my z uporem nie chcemy uznać. Pogoń za mirażami, działanie w interesie obcym, tylko nie swoim, wreszcie zwyczajna głupota ? to nasza specjalność. ?Demokratyczny? świat chętnie nas poklepuje po plecach, ale jakoś nikt nie chce nas naśladować. Obnoszenie się z naszymi przywarami i śmiesznościami jest przejawem choroby, a nie powodem do chwały. We współczesnym świecie jedyną kartą przetargową jest siła gospodarki i siła zbrojna (acz dzisiaj na drugim miejscu). Nikt poważny nie będzie narażał się dla ?wolnego Tybetu?, bo nikt poważny nie będzie nazrażał swoich relacji z Chinami. Zresztą, bądźmy poważni, czego my chcemy od Chińczyków? Żeby cofnęli się do głębokiego średniowiecza? Uznali teokrację tybetańskich mnichów? Zaprzestali modernizacji? I wreszcie, o jakie to zmiany w Chinach chodzi? Czy to, czego dokonał ten naród przez ostatnie 20 lat to nie jest zmiana? Gigantyczny skok cywilizacyjny, otwarcie na świat, poprawa życia setek milionów ludzi w niewiarygodnie krótkim czasie ? to nie jest zmiana? Czyż nie jest przejawem bezczelności żądanie od Chińczyków, twórców cywilizacji mającej 5.000 lat ? niewolniczego naśladowania tzw. demokracji zachodniej, która ? nie ukrywajmy tego ? popycha Zachód ku przepaści?
Być może Chiny są zagrożeniem dla Zachodu, być może za jakiś czas zdetronizują USA, ale w takim razie stawiajmy sprawę na tym właśnie poziomie argumentacji, a nie bredźmy o prawach człowieka i wolnym Tybecie. Chiny dobrze wiedzą, że tak naprawdę Zachodowi wcale nie chodzi o Tybet i prawa człowieka, tylko o zahamowanie cywilizacyjnego wzrostu Państwa Środka. Nikt jednak tego głośno nie powie, bo to nie wypada. Jak bowiem można komuś zabronić dokonywania takiego postępu? Lepiej używać zasłony dymnej i straszyć autostradami Hitlera.

No responses yet

Aug 24 2008

Operacja ?Tarcza?

Published by engelgard under Uncategorized

Podpisanie w trybie ekspresowym polsko-amerykańskiej umowy o traczy antyrakietowej jest mimo wszystko zaskoczeniem. Wydawało się, że rząd Donalda Tuska przetrzyma do czasu wyborów prezydenckich w USA i dopiero wtedy podejmie decyzję. Było to logiczne, jednak konflikt wokół Gruzji przyspieszył wydarzenia. W atmosferze histerii antyrosyjskiej, przy kanonadzie mediów powtarzających w kółko o odradzającym się imperium (jest to teza z gruntu fałszywa, o czym wkrótce napiszę), o bestii (termin użyty pod adresem Rosji przez młodzika z TVP 2), o możliwym ataku na Polskę (!) ? rząd Tuska zwyczajnie pękł. Jak na zawołanie sondaże zmieniły się diametralnie ? zwolenników tarczy nagle przybyło, przewyższając jej przeciwników. Nie wiemy oczywiście o zakulisowych naciskach na rząd, ale te wydają się pewne. Z jednej strony były to zapewne naciski Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenia, z drugiej odchodzącej administracji Georga Busha. Kaczyński mógł szantażować Tuska, że jest za mało ?patriotyczny?, że jeśli nie podejmie decyzji w takiej chwili, to może narazić się na zarzut zdrady (tak jak Julia Tymoszenko na Ukrainie). A Amerykanie? Ci pewnie mają nie mniej bogaty arsenał ?argumentów?.
Tak oto doszło do podjęcia decyzji dla Polski bardzo ważnej, brzemiennej w skutki, być może na dziesięciolecia. Nie ma co ukrywać, że naród ma kaca ? nie chciał podświadomie tej tarczy, zaskoczony został nawałą strachu przed wydumanym zagrożeniem i przestraszył się. Ten moment został wykorzystany przez zwolenników tarczy. Lech Kaczyński tryumfuje, zastępy rusofobów wcale nie ukrywają przeciwko komu jest tarcza, mimo nadal obowiązującej oficjalnej wykładni, że na pewno nie przeciwko Rosji. Z kolei ekipa Busha rzutem na taśmę wykonała kolejny konfrontacyjny krok zaostrzający i tak już groźną sytuację międzynarodową. Tak jakby chciała metodą faktów dokonanych wymusić na następcach kontynuowanie tej gry. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że jest to gra, w której Polska jest tylko pionkiem na szachownicy. Moment wybrany na podpisanie umowy jest wyjątkowo niefortunny ? atmosfera konfrontacyjna, wręcz zimnowojenna, sprawia, że Polska wpisuje się w scenariusz pisany poza naszymi granicami. Zamiast być czynnikiem stabilizacji, staliśmy się zapalnikiem. Być może z tarczy nic nie będzie, bo w Czechach daleko do ratyfikacji, a w wypadku zwycięstwa Baracka Obamy USA mogą w ogóle odstąpić od tego planu. Może być jednak tak, że wygra John McCain, kolejny ?wojownik? na scenie, człowiek niestety nie sprawiający wrażenia rozsądnego. Tusk i Sikorski pewnie liczą na to, że zagrali na czas. Tylko, że nie jest zwykła gra, bo stawką w tej grze nie jest los takiej czy innej partii czy rządu, tylko los Polski, a grać w pokera losem Polski nie wolno.

No responses yet

Aug 18 2008

Klaus znowu mądrzejszy niż Kaczyński

Published by engelgard under Uncategorized

Dyskusja na temat Gruzji ma u nas charakter nie merytoryczny, lecz histeryczny. Duża część tzw. prawicy dała się ponieść emocjom i w ogóle przestała myśleć. Od samego początku tego konfliktu było bardzo charakterystyczne zachowanie takich państw, jak: Słowacja, Azerbejdżan, Armenia, Węgry, Rumunia, Bułgaria i Czechy. Przywódcy tych państw, wchodzących w skład dawnego bloku wschodniego nie wieścili, że ?dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze my?. Przywódcy tych państw nie wystąpili na wiecu w Tbilisi i nie lali krokodylich łez nad losem Saakaszwilego. Nie rzucali gromów na ?rosyjski imperializm? etc. Dlaczego? Bo ich przywódcy myślą realnie.
Dla prawicy polskiej od lat wzorcem jest czeski prezydent Vaclav Klaus. I słusznie, bo to najmądrzejszy polityk w Europie. Teraz znowu dał tego dowód. Oto (cytuję za PAP) jego stanowisko w sprawie Gruzji:
?Czeski prezydent Vaclav Klaus, który już wcześniej wykluczał wyłączną winę Rosji za obecne wydarzenia w Gruzji, oskarżył na łamach dziennika “Mlada Fronta Dnes” gruzińskiego prezydenta Micheila Saakaszwilego o wywołanie wojny w Osetii Południowej. ?Rozpocząć wojenną awanturę, w której w wielkiej liczbie umierają cywile, to rzecz zła i w każdym przypadku nie do przyjęcia, ale wywołać coś takiego właśnie teraz na skraju Europy, w dniu otwarcia olimpiady, jest podwójnie nie do przyjęcia, nawet jeśli chodzi o konflikt, którego korzenie sięgają na setki lat wstecz? ? napisał czeski prezydent. ?Pod względem odpowiedzialności za wywołanie wojny rola gruzińskiego prezydenta, rządu i parlamentu jest bezdyskusyjna i ewidentnie fatalna. Odrzucam obłudę, która twierdzi: “to się już stało, nie pytajmy się dlaczego, trzeba znaleźć rozwiązanie” ? dodał czeski prezydent.
Jego zdaniem, dotychczasowe działania wspólnoty międzynarodowej wcale nie ulżyły doli poszkodowanej konfliktem ludności. ?Jest alarmujące i smutne, gdy widzimy, że zagraniczne zaangażowanie nie kieruje się rozwiązywaniem bolączek miejscowej ludności, lecz swymi własnymi strategicznymi celami. Kaukaz jest jednak przede wszystkim domem ludzi. Nie powinien nikomu służyć jako pretekst dla międzynarodowej polityki? ? podkreślił Klaus. Wcześniej oświadczył, iż jest mu obce takie widzenie sprawy Gruzji, jakie zaprezentowali w swej deklaracji prezydent RP Lech Kaczyński i prezydenci państw nadbałtyckich.
Opowiadając z kolei na pytania dziennika ?Mlada fronta DNES? czeski prezydent odrzucił porównanie wojny w Gruzji z rokiem 1968. Jak powiedział, ?Czechosłowacja nie zaatakowała wtedy Rusi Podkarpackiej, inwazja nie była odpowiedzią na nasz atak, Dubczek nie był Saakaszwilim?. Vaclav Klaus uważa natomiast, że oderwanie Kosowa od Serbii w zasadniczy sposób wpłynęło na sytuację w Gruzji. Jego zdaniem Rosja uzyskała w ten sposób usprawiedliwienie swej akcji. Klaus obawia się, że ze skutkami tego precedensu będziemy się borykać jeszcze długo i nie tylko na Kaukazie?.
No i co teraz? Ma rację czy nie? Oczywiście, że ma. Tylko, że w Polsce nikt nie pójdzie jego śladem, bo brakuje nam klasy tego polityka. Na jego tle nasi ?podskakiewicze? z prawicy są zwyczajnie żałośni.

No responses yet

Aug 13 2008

Kto stoi za plecami Saakaszwilego?

Published by engelgard under Uncategorized

Gruziński prezydent ma opinię ?agenta Ameryki?. Nikt oczywiście nie wie do końca, jaki charakter ma ta ?agentura?. Jedno wszakże nie ulega wątpliwości ? Saakaszwili to pupil Waszyngtonu, to polityk, któremu uchodzi na sucho bardzo dużo. Kiedy dławi opozycję, trzyma media w uścisku czy nawet ? jak twierdzi opozycja gruzińska ? fałszuje wybory ? Waszyngton, tak ponoć uwrażliwiony na kwestię ?praw człowieka? w innych częściach świata ? tutaj jest wyjątkowo tolerancyjny. To jasne, że Saakaszwili to w polityce Ameryki ?nasz skurwysyn?, a to oznacza, że może robić prawie wszystko, co chce. Tu jednak pojawia się pytanie ? jaką rolę wyznaczyli mu polityczni sponsorzy? I kto tym sponsorem jest?
Okazuje się, że odpowiedzi trzeba szukać w najbliższym otoczeniu gruzińskiego prezydenta. Kluczową postacią w jego rządzie jest urodzony w 1978 roku gruziński Żyd ? Davit Kezeraszwili. Postać to tajemnicza, oficjalny życiorys mówi tylko, że studiował najpierw w Rosji a potem w Izraelu. Mówi płynnie po hebrajsku, był też (a może nadal jest) obywatelem Izraela. Wedle rosyjskich źródeł, Mossad skierował go do koordynowania tzw. rewolucji róż (2003), wiadomo także, że działania te wspierali ludzie z otoczenia Georga Sorosa. Celem operacji było odsunięcie od władzy starego i umiarkowanego Eduarda Szewardnadze, który nie gwarantował odpowiednio antyrosyjskiego kursu Gruzji. Przypomnijmy, że w ramach ?osaczania? Rosji po wygnaniu z niej organizacji Georga Sorosa i wszechwładnych żydowskich miliarderów ? Borysa Bierezowskiego i Władimira Gusinskiego ? przeprowadzono jeszcze tzw. pomarańczową rewolucję i próbowanego tego samego na Białorusi.
Kezeraszwili objął w nowym rządzie gruzińskim funkcję ministra finansów (od 2004 r.), a od listopada 2006 ministra obrony. To on był architektem programu uzbrojenia Gruzji w broń izraelską i amerykańską. Jak informuje izraelska agencja yetnews, ?jego drzwi były zawsze otwarte dla Izraelczyków, którzy oferowali jego krajowi systemy made in Israel?. Kezeraszwili ściągnął do Gruzji takich ludzi jak: Roniego Milo, byłego ministra oraz jego brata Szlomo, byłego dyrektora zakładów zbrojeniowych. W programie brali też udział emerytowani generałowie armii izraelskiej: Gal Hirsch i Israel Ziv. Izrael dostarczył Gruzji nowoczesne systemy obrony przeciwlotniczej, samoloty bezzałogowe, systemy łączności, pociski i rakiety. Z kolei Gal Hirsch zajął się szkoleniem sił specjalnych. Jak donosi izraelska agencja, te działania miały autoryzację ministerstwa obrony w Tel Awiwie.
Szkolone przez Izraelczyków i Amerykanów jednostki specjalne Gruzji były przygotowywane do operacji w Osetii Południowej. Szkolił je inny gruziński Żyd w rządzie ? Temur Jakobaszwili. Oficjalnie to minister ds. integracji europejskiej, w rzeczywistości ktoś zupełnie inny. ?Izrael powinien być dumny z tych wojskowych, którzy szkolą Gruzinów? ? powiedział Jakobaszwili w radiu izraelskim. Już w czasie walk w Osetii buńczucznie informował: ?Zabiliśmy wczoraj 60 rosyjskich żołnierzy?. Stwierdził też: ?Walczymy teraz przeciwko Wielkiej Rosji?. Jak się okazało, armia gruzińska szybko pierzchła z pola bitwy po rosyjskim kontrataku, tracąc masę sprzętu i ludzi. Rosjanie już wcześniej zestrzelili kilka izraelskich samolotów bezzałogowych, które latały nad Osetią.
Jest rzeczą pewną, że Gruzja została użyta w globalnej grze prowadzonej przez niektóre ośrodki żydowskie przeciwko Rosji, została bezprzykładnie wykorzystana i porzucona. Zachowanie gruzińskich sił w Osetii ? jak oceniają niektóre źródła ? przypominało akcje pacyfikacyjne prowadzone przez Izrael przeciwko Palestyńczykom. W rzeczywistości było jeszcze gorzej ? Izrael stara się atakować wybrane cele, tymczasem Gruzini podstępnie, w nocy, rozpoczęli zmasowany atak artyleryjski na śpiące miasto ? Cchinwali, burząc je w 90 proc. i zabijając ok. 2000 ludzi.
I na koniec pytanie ? jaką rolę w tej grze odegrała Polska, a konkretnie mówiąc jej prezydent? Wiadomo, że od pewnego czasu Lech Kaczyński był częstym gościem z Tbilisi, z jego wypowiedzi wynikało, że coś wie na temat tego, co się wydarzy. Ale o wiele bardziej intrygujące jest inne pytanie ? o czym rozmawiał w maju br. podczas swojej wizyty w Izraelu z szefem Mossadu Meirem Daganem (o tym fakcie poinformował tygodnik ?Wprost?)? I co oznacza ogłoszone przez prezydenta ?strategiczne partnerstwo? z Izraelem?

No responses yet

Aug 12 2008

Kiedy polityka staje się szaleństwem

Published by engelgard under Uncategorized

Sytuacja powtarza się regularnie ? kiedy tylko mamy jakiś konflikt z Rosją w tle prawie cała ?polska klasa polityczna? i media popadają w stan niebywałej histerii. Wydawało się, że nic bardziej głupiego zrobić nie można, ale jak się okazuje nie mieliśmy racji. Prezydent Lech Kaczyński przy każdej odsłonie tego dance macabre odkrywa się jako polityk nie tylko coraz bardziej śmieszny, ale i nieobliczalny. Wydaje mu się, że realizuje jakąś misję dziejową, że jest nią przekonanie Zachodu czym naprawdę jest Rosja. Pan prezydent jest pewien, że on to wie, a głupi Zachód, z Niemcami, Francją, Włochami, tego nie wie. Znalazł sojusznika w tym zbożnym dziele ? jest nim prezydent Gruzji, który do katalogu zamordystycznych działań dodał szaleńcze posunięcie, jakim było nocne zaatakowanie Osetii i zniszczenie jej stolicy. Zaiste, sojusznik to przedni dla pana prezydenta, bo robi to, czego Kaczyńskie nie może ? drażni Rosję nie tylko werbalnie.
Ale byłbym niesprawiedliwy, gdybym krytykował samego prezydenta. Przecież nie działa on w próżni, ma doradców, ma współgrające z nim media, ma tzw. ośrodki opiniotwórcze i wreszcie sporą część opinii publicznej, która wierzy w rusofobiczną propagandę. Bez tego otoczenia zewnętrznego pan prezydent nie prowadziłby takiej szaleńczej polityki. Nurt ten, importowany częściowo z zewnątrz (made in USA), jest u nas obecny od dawna ? z uporem demoralizuje i wypacza myślenie Polaków o polityce zagranicznej, sprowadza je do prostych odruchów i swego rodzaju nerwicy, która udziela się nawet wydawać by się mogło rozsądnym politykom. Myślenie normalne dławi się w zarodku przy pomocy szantażu moralnego i krzyku. Do rangi symbolu urasta więc dramatyczny gest jednego z polskich podróżników, który poznał i Rosję, i Kaukaz ? rzucającego jajkiem w Jacka Kurskiego. Tylko tak mógł zwrócić uwagę na robienie z Polaków narodu idiotów, narodu żyjącego z piętnem niewolnika. I jak zawsze w takich sytuacjach warto sięgnąć po cytat z Romana Dmowskiego, który przeżył swego czasu to samo, zderzył się z politycznym bezrozumem. W 1903 roku napisał: ?Nasza moralność narodowa, przy pewnym jałowym sentymentalizmie, dziś polega przeważnie na braku zupełnym czynnej miłości ojczyzny, a poglądy polityczne naszego oświeconego ogółu tym są niezwykłe, tym się różnią od polityki innych narodów, że brak im podstawy wszelkiej zdrowej polityki, mianowicie ? narodowego instynktu samozachowawczego. Jesteśmy narodem z wypaczonym sposobem politycznego myślenia?.

No responses yet

Aug 07 2008

To nie jest wcale powód do chwały

Published by engelgard under Uncategorized

Polscy politycy z dumą podkreślają, że na Igrzyska Olimpijskie do Pekinu nie jadą. Ma to być ? w ich mniemaniu ? protest przeciwko ?łamaniu praw człowieka? w Tybecie. Nie jedzie ani prezydent, ani premier. Lech Kaczyński w wywiadzie radiowym w pełni zgodził się z apelem przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Hansa-Gerta Poetteringa, który apelował do sportowców? by podczas zawodów dali wyraz swojemu protestowi przeciwko polityce władz w Pekinie. ?Nasze? media zamiast zajmować się aspektami sportowymi Olimpiady polują na sensację, polscy dziennikarze włóczą się do stolicy Chin i namawiają spotkanych Chińczyków na polityczne ?rozhowory? (z marnym skutkiem). Ci pseudobohaterowie z lubością odnotowują też swoje kontakty z funkcjonariuszami bezpieczeństwa, niejeden z nich pewnie marzy, by być zatrzymany, to dopiero byłby news!
To wszystko jest żenujące, zarówno jeśli chodzi o zachowania polityków (któż z nich ryzykowałby narażenie się mediom?), jak i dziennikarzy. Oto bowiem, jak się okazuje, wielkiego politycznego bojkotu Chin nie będzie. Do Pekinu przybywa sam George Bush, werbalnie wielki ?rycerz praw człowieka?, ale i polityk, który musi dbać o interesy swojego państwa. Przybywają też inni ? premierzy Australii, Nowej Zelandii, Japonii, koronowane głosy z państw skandynawskich, no i oczywiście prezydent Francji, który dużo krzyczy, ale potem i tak robi co innego. Z wielkich nie będzie tylko Angeli Merkel, ale Niemcy i tak zabezpieczają swoje interesy inaczej, poprzez niewiarygodny wręcz rozwój współpracy gospodarczej Chinami. Merkel ma u siebie idiotyczną opinię publiczną, lewacką i histeryczną, więc robi unik, ale tylko pozorny.
Na tym tle nasza postawa nie jest nawet śmieszna, jest żałosna. Nad naszą polityką zagraniczną kładzie się cień Profesora Geremka, który jeszcze jako minister spraw zagranicznych walkę o ?prawa człowieka? wysunął na pierwszy plan swojej polityki w stosunku do Chin. Efekt był taki, że Pekin zamroził stosunku dyplomatyczne do minimum. Straciliśmy kilka ładnych lat. Można zadać pytanie ? jak długo jeszcze polska polityka będzie zakładnikiem międzynarodowego prawoczłowieczyzmu? Jak długo jeszcze wielcy tego świata będą przy naszej pomocy wyciągać kasztany z ognia, wpychając nas w jakieś bzdurne akcje, głównie na Wschodzie? Jak długo jeszcze Polska będzie pośmiewiskiem świata? I kiedy wreszcie zaczniemy w polityce zagranicznej kierować się czymś tak oczywistym, jak narodowy interes?

No responses yet

Aug 04 2008

Nie rozumieliśmy Sołżenicyna

Published by engelgard under Uncategorized

Był nam bliski przez całe lata, kiedy zaczytywaliśmy się w ?Archipelagu GUŁag? i innych jego książkach, wydawanych najpierw w drugim obiegu, a potem oficjalnie. Był nawet ?bohaterem? tzw. lewicy laickiej, czyli KOR-u. Był Rosjaninem antysowieckim i to nam odpowiadało. Ponadto, jak nikt innym, demaskował system bolszewicki. Problem pojawił się potem, kiedy okazało się, że Sołżenicyn nie akceptuje Zachodu i jego ?wartości?. Dla naszych rodzimych ?demokratów? i lewicowców była to plama nie do wybawienia. A jednak to nie jest ?nasz Rosjanin? ? skonstatowali. ?Naszym Rosjaninem? był od tej pory dla nich Andriej Sacharow, dysydent tak jak Sołżenicyn, ale w przeciwieństwie do niego ?demokrata? wierzący w zachodnie idee. Nasza lewica marzyła o okcydentalizacji Rosji, o przerobieniu jej na zachodnią modłę. Była to utopia, jak pokazał fatalny jelcynowski eksperyment. Nasi ?demokraci? po dziś dzień nie pogodzili się z tym, że była to polityka szkodliwa dla Rosji i dla świata.
Ale Sołżenicynem rozczarowali się także ?patrioci?, wierzący w stare antyrosyjskie schematy. Ci z kolei mieli do niego pretensje, że nie przestał być rosyjskim patriotą, że przechodzi do porządku dziennego nad postsowieckim charakterem swojego kraju, że w pewnym momencie poparł politykę Putina. Po dziś dzień nie mogą mu tego wybaczyć, a niektórzy zrozumieć. No bo jak to, były KGB-ista poparty przez największego dysydenta, ofiarę tegoż KGB? Ale co miał robić? Stara Rosja, ta sprzed roku 1914, minęła bezpowrotnie, ?nowa? była karykaturą i śmiertelnym zagrożeniem dla państwa. Pozostał więc Putin ze swoją spokojną polityką stabilizacji i powolnym wychodzeniem z poprzedniego systemu. To jest w istocie realizacja koncepcji Mikołaja Bierdiajewa ?przezwyciężenia? komunizmu, a nie o jego obalenia siłą. Sołżenicyn, tak jak Bierdiajew, zrozumiał, że to jest droga jedyna. U nas tego się nie akceptuje, bo u nas dominuję nastroje rewolucyjne wobec niedawnej przeszłości. A trzeba się uczyć od dwóch wielkich konserwatystów i antykomunistów ? Bierdiajewa i Sołżenicyna ? szacunku do historii i własnego narodu. Chylę przed nim głowę właśnie dzisiaj, kiedy nie jest już tak powszechnie podziwiany i rozumiany jak kiedyś.

No responses yet

Aug 01 2008

Historia jest tylko tworzywem dla polityków?

Published by engelgard under Uncategorized

Podczas kolejnych uroczystości rocznicowych związanych z wybuchem powstania warszawskiego obserwować można coraz większą mitologizację tego wydarzenia ocierającą się ? niestety ? o śmieszność. Historia stała się w rękach polityków, i nie tylko polityków, plasteliną, którą można dowolnie ugniatać, tak jak to jest obecnie wygodne. Głoszone w tonie autorytatywnym teorie coraz bardziej odbiegają od tego, jak było naprawdę. Tłumaczy się, że mit jest narodowi potrzebny. Owszem, ale nie mit groteskowy i sztuczny. Bohaterstwo i poświęcenie powstańców jest dostatecznym powodem do dumy, bynajmniej nie są potrzebne pseudoteorie podlane współczesną liberalno-demokratyczną nowomową.
Pan Prezydent Lech Kaczyński raczył w tych dniach powiedzieć: ?Gdy Warszawa konała w gruzach, wielu rodaków stawiało sobie pytanie ?Czy było warto? Czy nie należało poczekać??. Innymi słowy, a głosy te nie cichną do dzisiaj, czy nie zgrzeszyliśmy jako naród przeciw cnocie zdrowego rozsądku? Chcę jako prezydent niepodległej Polski, z całą mocą powiedzieć: nie! Polska, Warszawa musiały przeciwstawić się zbrodniczym, totalitarnym utopiom. Chcieli tego zarówno dowódcy, żołnierze, jak i ludność cywilna. Są bowiem wartości bezcenne, dla których warto poświęcić wszystko?. W kilku zdaniach cała masa fałszów. Powstańcy wcale nie myśleli o ?zbrodniczych, totalitarnych utopiach?, lecz o daniu Niemcom łupnia i zapłacie za lata okupacji. Owszem, ludność i powstańcy chcieli walczyć, ale byli przekonani, że potrwa to kilka dni, że wszystko jest dogadane z Aliantami, w tym także z Sowietami. Nikt z tych ludzi nie był straceńcem godzącym się na zagładę miasta i śmierć dziesiątek tysięcy ludzi. Pan prezydent kpi sobie z ofiar mówiąc, że są wartości ?dla których warto poświęcić wszystko?. Za fatalny błąd Komendy Głównej AK, za polityczne kalkulacje nie mające szans na powodzenie ? zapłacili niewinni ludzie. Gdyby powstańcom powiedziano przed walką ? nie mamy porozumienia z nikim, Zachód nam nie pomoże, a Sowieci się nie ruszą, Niemcy zaś wykorzystają sytuację, by nas wyrżnąć, a miasto legnie w gruzach ? wtedy też ochoczo zgodziliby się na ofiarę, by ?przeciwstawić się zbrodniczym totalitaryzmom??
Drugi kłujący w oczy mit to rzekomo wielkie straty, jakie ponieśli Niemcy podczas powstania. Biskup polowy Tadeusz Płoski w homilii przekonywał, że nie mają racji ci, którzy mówią, że powstanie nie miało większego znaczenia militarnego, bo zginęło przecież 17.000 Niemców. Skąd te dane? Od ładnych paru lat wiadomo, że są wzięte z powietrza. Wedle dokumentacji Ericha von dem Bacha Żelewskiego, dowodzącego Korpusem likwidującym powstanie, straty niemieckie sięgnęły ledwie 1.526 ludzi! 73 oficerów i 1.453 szeregowych. Dokument pochodzi z 5 października 1944 roku (opublikowany w: Tadeusz Sawicki, ?Rozkaz zdławić powstanie ? siły zbrojne III Rzeszy w walce z Powstaniem Warszawskim 1944?, Warszawa 2001, ss. 292-293). Dane te przyjął jako prawdziwe tylko prof. Paweł Wieczorkiewicz w swojej ?Historii politycznej Polski 1935-1945?, w innych zarysach historii straty niemieckie wynoszą od 10 do 25 tys. zabitych! Owszem, to przerażające, tak małe straty niemieckie przy ogromie polskich. Lepiej mówić, że wśród walczących były takie same, to nadje większy sens powstaniu. Ale jest to niestety nieprawda. Niemcy niszczyli miasto bombardowaniami, ostrzałem artyleryjskim, atakowali tylko wtedy, kiedy pozycje powstańcze były praktycznie nie do obrony. Dlatego tak niewielu z ich zginęło. To smutne, ale prawdziwe.
Powstanie to przykład wielkiego polskiego heroizmu, ale i polskiej politycznej naiwności i nieodpowiedzialności dowództwa. Jeśli przy okazji rocznicy powstania nie bardzo jest na miejscu mówić o tym, to przynajmniej nie budujmy bzdurnych teorii oderwanych od prawdy. Tego naprawdę robić nie należy, także przez wzgląd na tych, którzy oddali życie.

No responses yet