Archive for September, 2008

Sep 21 2008

Minister Sikorski ma rację

Published by engelgard under Uncategorized

Jak głosi oficjalny komunikat, ?w dniu 12 września 2008 r. Minister Spraw Zagranicznych Pan Radosław Sikorski złożył kilkugodzinną, roboczą wizytę w Republice Białoruś. Wizyta odbyła się na zaproszenie Ministra Spraw Zagranicznych Białorusi Pana Siergieja Martynowa. Miejscem spotkania obu ministrów była miejscowość Wiskule w pobliżu Brześcia. Ministrowie Spraw Zagranicznych Polski i Białorusi omówili kwestie związane z problematyką unijną oraz zagadnienia dotyczące stosunków dwustronnych. Odnotowując postęp, jaki się dokonał w minionym półroczu, strona polska podjęła zagadnienia służące dalszemu rozwojowi i normalizacji stosunków z Białorusią. Chodzi m.in. o sprawy związane z bezpieczeństwem granic, zabezpieczeniem tranzytu surowców do Polski, współpracy przy projektach energetycznych oraz udziałem polskich firm w prywatyzacji firm sektora państwowego?.
Tyle komunikant, ale prawdziwa bomba wybuchła, kiedy prasa poinformowała, że jednym z problemów omówionych podczas spotkania była przyszłość Związku Polaków na Białorusi. Sugerowano, że min. Sikorski zgodził się, by oba związki, jeden kierowany przez Andżelikę Borys (nieuznawany przez władze w Mińsku), i drugi kierowany przez Józefa Łucznika (legalny) ? połączyły się, a na jego czele stanął ktoś trzeci. Rozwiązanie jak najbardziej słuszne, wręcz jedyne w tej sytuacji. Od kilku lat sytuacja jest nienormalna ? Polacy działający w związku Józefa Łucznika nie mają prawa wjazdu do Polski, bo pani Borys, podburzana jeszcze do niedawna przez Warszawę, wciągnęła ich na ?listę proskrypcyjną?. Nikt nie zna ile osób tam jest, ale organizacje kresowe w Polsce oburzone tym procederem (między innymi Federacja Organizacji Kresowych) podaje liczbę ok. 250. Ludzie z tej listy to w większości bardzo zasłużeni dla polskości działacze, nauczyciele języka polskiego, artyści, a nawet kombatanci AK (tak jak prezes Łucznik). I ludzie ci nie mogą pojechać do Ojczyzny, odwiedzić swoich bliskich, przyjechać i powiedzieć jak jest naprawdę. A prawda jest zupełnie inna niż to, co serwują od lat polskie media. Większa część aktywu ZPB nie zgodziła się na granie polską mniejszością, nie zgodziła się na poświęcenie wieloletniego dorobku dla doraźnej ?krucjaty wolności? ogłoszonej w Wilnie przez sekretarz stanu Condoleezę Rice i gorliwie realizowanej przez Polskę. Polacy na Białorusi chcą spokojnie żyć i kultywować tradycję, tym bardziej, że właśnie na Białorusi atmosfera wokół Polaków jest o niebo lepsza niż na hołubionej Litwie czy na Ukrainie. Nie można karać Polaków za to, że głosują na Łukaszenkę, że przestrzegają prawa kraju, którego są obywatelami, nazywać ich w mediach ?kolaborantami? czy ?poplecznikami reżimu?! A kara ich własna Ojczyzna, odcinając pomoc finansową i zakazując czołowym działaczom przyjazdu do kraju. Wszelkie interwencje w tej sprawie nie dawały rezultatu.
W tym samym czasie rzekomo prześladowana pani Borys jeździła bez przeszkód po całej Europie, i władze w Mińsku zawsze wydawały jej na to zgodę i wpuszczały z powrotem na Białoruś. Pani Borys korzystała też z pomocy finansowej państwa polskiego, czego pozbawiona została większość skupiona w związku Łucznika. Tak, bowiem większość Polaków na Białorusi nie popiera Borys, bo nie chce też mieć nic wspólnego z tzw. demokratyczną opozycją białoruską, która jest antypolska i uznaje Polaków za Białorusinów mówiących po polsku. Już na początku lat 90. ludzie z tej opcji pokazali na co ich stać. Jednak poparcie dla ZPB Łucznika ogranicza fakt, że ludzie boją się, że jeśli to ujawnią, wówczas nie dostaną Karty Polaka i nie wjadą do Polski!
Rację ma więc w stu procentach min. Sikorski, który mówi, że Polacy na Białorusi powinni zajmować się kultywowaniem tradycji, a niekoniecznie polityką. To dyplomatyczne stwierdzenie, ale dosadne. Znamienne, że od razu po tej wypowiedzi odezwali się obrońcy pani Borys (TVN, tabloidy, ?Rzeczpospolita?, kancelaria prezydenta). I od razu pani Borys nabrała pewności siebie, twierdząc, że nie ustąpi i żaden rząd nie będzie jej dyktował, co ma robić. Tak oto gra Polakami na Białorusi trwa i pewnie jeszcze będzie trwać. Charakterystyczne, że kiedy o swoje prawa upominają się Polacy na Litwie (obrona zagrożonego ustawami języka polskiego, systematyczne zacieranie śladów polskości, walka o zwrot zagrabionej ziemi itp.), wówczas te same media i te same ośrodki milczą, a oficjalni przedstawiciele Warszawy upominają ich, by siedzieli cicho i nie psuli stosunków z naszym sojusznikiem. Jak to nazwać? Hipokryzja to za łagodne słowo. Dlatego im szybciej Sikorski zrealizuje swój plan, tym lepiej, a o panią Borys niech martwią się ci, co ją wylansowali i hołubili.

No responses yet

Sep 18 2008

Euro na Euro?

Published by engelgard under Uncategorized

Premier Donald Tusk zapowiedział, że jego rząd zrobi wszystko, by w roku 2011 Polska znalazła się w strefie euro. Powtórzył to jeszcze raz, pomimo jednoznacznych opinii fachowców, że jest to nierealne. Po co ten pośpiech? Wobec dosyć miernych efektów prac obecnego rządu i nasilającej się krytyki ? Tusk stosuje klasyczną metodę ucieczki do przodu. Euro na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej w 2012 ? to brzmi zachęcająco. Tyle tylko, że jest to propaganda. Polska traci gospodarczy impet, nie spełnia kryteriów wyznaczonych dla państw aspirujących do wejścia do wspólnej waluty, nadal głównym problemem dla przedsiębiorców nie jest brak euro, tylko uporczywe podtrzymywanie absurdalnych przepisów, idiotycznych ustaw, horrendalnego systemu podatkowego. To trzeba zmienić jak najszybciej, bo polskie firmy uciekają za granicę , a nie odpalać fajerwerki, mamiąc opinię, że euro załatwi u nas wszystko.
Nie to jest jednak najważniejsze. W takiej kwestii, jak likwidacja własnej waluty, wypadałoby zapytać naród. Sęk w tym, że w roku 2003, kiedy w referendum Polacy poparli wejście do UE, kupili jednocześnie kota w worku, czyli euro. W traktacie akcesyjnym Polska zobowiązała się do wprowadzenia euro, czego większość głosujących w ogóle nie brała pod uwagę, bądź nic o tym nie wiedziała. To było klasyczne oszustwo. Dzisiaj ci, którzy byli za Unią, boją się wspólnej waluty i pewnie byliby przeciw. Co wobec tego robić? Jeśli PiS mówi o referendum, to należy sprecyzować, że będzie to referendum na temat terminu wejścia euro, a nie czy ma ono w ogóle u nas być. To tak, jakby głosować nad tym, czy chcemy odroczenia wykonania wyroku. Można i tak, zyska się trochę punktów, ale będzie to oszustwo kolejne, bo PiS już raz opowiedziało się za traktatem akcesyjnym. Jest jeszcze jeden problem ? Konstytucja RP, w której zapisano, że politykę monetarną prowadzi NBP. Teraz trzeba to zmienić, a to ? jak pokazuje praktyka ? nie jest takie proste. Jednak PiS musiałoby w tym przypadku dokonać szalbierstwa i być przeciwko sobie sprzed kliku lat. Nie jest to, jak pokazuje praktyka polityczna, niemożliwe. Będzie to jednak i tak gra na czas, bo żeby w ogóle oddalić euro od Polski, trzeba by renegocjować warunki naszego członkostwa w UE. Takie są skutki źle negocjowanego traktatu akcesyjnego. A przecież można było spokojnie pójść drogą Szwecji czy Danii, które z własną walutą mają się wcale dobrze. Można było?

No responses yet

Sep 13 2008

Najście na dom starców, czyli proces polityczny

Published by engelgard under Uncategorized

Rozpoczęty właśnie proces gen. Wojciecha Jaruzelskiego i kilku innych członków władz PRL oskarżonych o wprowadzanie stanu wojennego, Zdzisław Najder nazwał ?najściem na dom starców?. Rzeczywiście, widok oskarżonych budzi tzw. mieszane uczucia i można łatwo przewidzieć, że obrazy telewizyjne zrobią swoje ? publiczność zacznie współczuć oskarżonym. Nikt nie lubi patrzeć, jak kopie się leżących, zwłaszcza jeśli ci kopani ledwie się ruszają. Ale to tylko jeden aspekt tej sprawy, drugi jest o wiele poważniejszy. Oto bowiem, mamy do czynienia bez wątpienia z procesem politycznym, nie pierwszym w historii świata.
Burzliwe dzieje XX wieku stawiały polityków i całe narody przed dramatycznymi wyborami. Były sytuacje, kiedy żadnego wyjścia nie sposób było uznać za całkowicie optymalne. Czy gen. Francisco Franco zrobił dobrze, przeciwstawiając się legalnym władzom Republiki Hiszpańskiej? Z punktu widzenia czysto formalnego nie, ale przecież ta legalna władza tolerowała szerzące się zło, które zagrażało państwu i narodowi. Lewica zawsze uznawała Franco za zbrodniarza i gdyby wygrała, to pewnie by zawisł na szubienicy. Podobny dramat przeżyła Francja. W 1940 roku marszałek Philippe Petain wziął na siebie ciężar ?kolaboracji? z Niemcami, przy czym aktu tego dokonał legalnie, bo III Republika rozwiązała się sama. Petain przez cały okres II wojny światowej miał poparcie 90 proc. Francuzów, którzy uznali, że jest mężem opatrznościowym. Ale Charles de Gaulle poszedł inną drogą i w końcu wygrał. Po wojnie doprowadził do procesu Petaina, bohatera I wojny światowej, swojego dowódcy i mentora. Petain miał 89 lat i proces był żałosnym widowiskiem. De Gaulle uznał jednak, że Petain musi być skazany za zdradę, bo jeśli to się nie stanie, wówczas to on, z formalnego punktu widzenia, będzie zdrajcą. Albowiem z punktu widzenia czysto prawnego, to de Gaulle w 1940 roku był zdrajcą. Ta sądowa legitymizacja była więc mu potrzebna. Kiedy sąd skał Petaina na śmierć, de Gaulle szybko zamienił wyrok na dożywocie, ale Petain do śmierci siedział w więzieniu. W okolicznościach nazywanych stanem wyższej konieczności działał też gen. Augusto Pinochet, który dokonał zamachu stanu i obalił legalnego prezydenta Chile. Lewica i tzw. demokraci zrobili wiele, by wytoczyć mu proces, ale śmierć generała zaoszczędziła mu tego.
Czy te przykłady łączą się jakoś z procesem gen. Jaruzelskiego? Po części tak, bo wszyscy wymienieni musieli dokonywać wyborów dramatycznych. Przypadek Jaruzelskiego jest jednak znacznie trudniejszy, bo ani Franco, ani Petain, ani Pinochet nie mieli na karku Związku Sowieckiego. Jedynie Petain był w nieco podobnej sytuacji, bo w Paryżu stały wojska Hitlera upojone zwycięstwem. Jaruzelskiego oskarżono o ?kierowanie związkiem zbrojnym? w celu popełnienia przestępstwa. Jest to ? przyznajmy ? coś tak kuriozalnego, tak oderwanego od ówczesnych uwarunkowań wewnętrznych i zewnętrznych, że ręce opadają. Kuriozalne jest także to, że oskarżonym zarzuca się złamanie prawa? PRL! Cała machina IPN, nastawiona na wykazywanie bezprawności PRL, wręcz jej nielegalności, opiera akt oskarżenia bazując na prawodawstwie PRL. Tak oto oskarżyciele stają się niejako obrońcami PRL-owskiej praworządności. Było to jednak potrzebne, bo w innym przypadku trudno byłoby sformułować zarzuty, bo przecież nie można było zastosować przepisów Konstytucji z 1935 roku. Zresztą byłoby to niebezpieczne, bo całe prawodawstwo po 1926 roku zrodziło się z nielegalnego zamachu stanu Józefa Piłsudskiego, w którym zginęło 379 ludzi, a więc 4-5 krotnie więcej niż w stanie wojennym Jaruzelskiego. Jeśli już o tym mowa, to można zadać pytanie, jak można było wprowadzić stan wyjątkowy przestrzegając procedur prawnych, w sytuacji, kiedy jego powodzenie zależało od zaskoczenia strony przeciwnej?
Linia ataku prokuratury będzie ogniskować wokół tego, aby udowodnić, że w 1981 roku nie groziła Polsce interwencja sowiecka, a linia obrony będzie twierdzić coś odwrotnego. Czy jednak sąd, w 27 lat po tych wydarzeniach, bez dostępu do wszystkich archiwaliów, jest w stanie to ocenić? Wolne żarty, nie może. Jeśli tak, to proces nie ma sensu, bo wyrok skazujący może być jedną z największych niesprawiedliwości w polskiej historii. Zresztą, jak słusznie powiedział kilka miesięcy temu na antenie Radia Maryja prof. Bogusław Wolniewicz, nawet jeśli ktoś kiedyś udowodni, że Moskwa nie chciała interweniować, to pozostaje jeszcze inny problem ? czy wiedział o tym Jaruzelski i czy mógł w 100 procentach w to wierzyć? W świetle praktyki funkcjonowania ?obozu socjalizmu? wierzyć chyba nie mógł. Nie wierzyli też Amerykanie. Kiedy więc CIA dowiedziała się, że w Polsce wprowadzono stan wojenny, jej analitycy wydali Jaruzelskiemu najwyższe noty. Zachód odetchnął, bo nie musiał już zajmować się Polską i drżeć przed tym, co będzie, jak wejdą Sowieci. Potem Reagan mógł już spokojnie wykonać polityczny show pod hasłem ?Uciemiężona Polska?, mógł wprowadzić sankcje i zacząć program gwiezdnych wojen.
Po co więc jest ten proces? Myślę, że powód jest jeden, i nie jest nim bynajmniej, jak twierdzą jego zwolennicy, dążenie do ?elementarnej sprawiedliwości?. Jeśli Jaruzelski nie będzie skazany, to znaczy, że mógł mieć w 1981 roku rację, że Polsce groziła katastrofa, a więc obóz Solidarności doprowadził kraj na skraj przepaści. Wtedy zaś mit założycielski III czy IV RP ległby w gruzach lub doznał poważnego uszczerbku. Dlatego dla legitymizacji władzy postsolidarności proces musi się odbyć i wyrok musi zapaść.

No responses yet

Sep 11 2008

Nędza polskiego kina

Published by engelgard under Uncategorized

Fakt pozostaje faktem, że po 1989 roku nie nakręcono żadnego znaczącego filmu, który miałby szansę na zaistnienie nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Faktem jest też to, że aby podelektować się polskim kinem, trzeba wykupić płatny kanał ?Kino Polska? i oglądać stare ?komunistyczne? filmy z lat 60. i 70. Degrengolada kina polskiego jest fragmentem większej całości, jaką jest degrengolada kultury jako takiej. Została ona opanowana przez młode pokolenie ?nonkonformistów?, modernistów, obrazoburców, prowokatorów, odbrązawiaczy i obsceników. Polski teatr, ?za komuny? prawdziwa potęga, świątynia sztuki, gromadząca niezliczoną publiczność, jest dzisiaj opanowany przez Hunów niszczących go z premedytacją. Normalni ludzie boją się chodzić do teatru, by nie być świadkiem żenady, by nie być postawionym przed perspektywą wyjścia z sali w środku spektaklu. Młodzi ?twórcy? są nie tylko pozbawieni smaku i warsztatu, ale i zwykłego szacunku dla starych mistrzów, którymi się gardzi i poniża.
Ten rak jest złośliwy i przerzucił się także na kino. Ostatnim przykładem ilustrującym to zjawisko jest próba nakręcenia kolejnego gniota ? filmu ?Tajemnice Westerplatte?. W porę odkryte szalbierstwo sprawiło, że fundusz zgromadzony na produkcję tego filmu stopniał o połowę. I oto, zamiast siedzieć cicho, tzw. twórcy ruszyli do kontrataku ? zaczynają straszyć powrotem ?cenzury?, zamachem na wolność twórczą itp. Nie dość, że latami zajmują się promowaniem swoich chorych wyobrażeń o świecie, społeczeństwie, rodzinie, to jeszcze wyciągnęli swoje łapska po polską historię, po narodowe świętości. Działają jak narkomani, muszą zwiększać dawkę, by trwać. W dodatku żądają na to publicznych pieniędzy. W ich przypadku jest to marnowanie środków, bo nawet, kiedy mają dobry temat, to i tak nie są w stanie zrobić niczego godnego uwagi, by wspomnieć tylko żenujący serial pt. ?Tajemnica Twierdzy Szyfrów?, czy zapowiadający się tak samo serial ?Czas honoru?. Tak oto, nie pozostaje nam nic innego, tylko wracać w nieskończoność do ?Stawki większej niż życie?.

No responses yet

Sep 07 2008

Polska ?polityka informacyjna?

Published by engelgard under Uncategorized

Media w Polsce od samego początku konfliktu rosyjsko-gruzińskiego są tendencyjnie progruzińskie. Gdyby opierać się wyłącznie na relacjach i komentarzach w nich prezentowanych, to człowiek miałby pełne przekonanie o tym, że Rosja pierwsza najechała pokój miłującą Gruzję, siejąc zniszczenie i śmierć. Charakterystyczne jest to, że już po gorącej fazie kryzysu ukazały się na antenie telewizyjnej dwa wywiady z prezydentem Saakszwilim (jeden w TVN 24, drugi w TVP 1). W obu popisywał się on elokwencją, a na niewygodne pytania odpowiadał inwektywami i kłamstwami. Np., kiedy zapytano go, jak ustosunkuje się do zarzutu Rosji, że wojska gruzińskie zaatakowały Cchinwali, odpowiedział, że Putin jako oficer KGB jest mistrzem kłamstwa. Obecnie spuścił już z tonu i nie wyklucza zgody na śledztwo w sprawie tego, co stało się w Osetii Południowej.
W tym samym czasie, kiedy telewizja w Polsce raczy nas kolejnymi wywiadami z Saakaszwilim, następujące telewizje zachodnie przeprowadziły wywiady z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem i premierem Władimirem Putinem: amerykańska CNN, niemiecka ARD, włoska RAI i francuska TF 1 (te odnotowałem, być może było więcej). W wysokonakładowych gazetach ukazały się wywiady z rosyjskimi politykami, a nawet drukowano ich teksty (np. ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa). ?Los Angeles Times? opublikował wywiad z Aleksandrem Duginem, znanym orędownikiem eurazjatzymu. Tymczasem u nas prezentowane jest stanowisko tylko jednej strony. Być może o wywiadzie Putina czy Miedwiediewa dla TVP nie ma co marzyć, ale wątpię czy w ogóle ktoś śmiał o tym pomyśleć. Niby nie ma cenzury, niby jest ?wolność słowa?, ale odnosi się wrażenie, że media mają założony jakiś nowy, niewidzialny kaganiec. No i do tego dochodzi obserwowany od paru lat terror psychologiczny, sprawiający, że wszyscy grają tę samą melodię. ?To pan nie popiera Gruzji?!? ? spytała zdumiona dziennikarka w jednej z rozmów, tak, jakby uderzył ją grom z jasnego nieba. Bo dziennikarze tych mediów uważają pewne kwestie za oczywistą oczywistość.
Sprawa jest poważna, media w Polsce przestały być środkami komunikacji społecznej i przekształciły się w quasitotalitarny koncern zajmujący się praniem mózgu odbiorców. Na co dzień może tego nie widać ? sprawa staje się przeraźliwie czytelna, kiedy dochodzi do jakiegoś kryzysu na Wschodzie, typu ?pomarańczowa rewolucja?, histeria z Andżeliką Borys na Białorusi, sprawa Litwinienki czy teraz w Gruzji. Tak było też kiedy Zachód wykańczał Serbię w 1999 roku, prowadząc ordynarną i kłamliwą propagandę, mającą na celu przekonanie świata, że Serbowie to mordercy a Albańczycy to baranki miłujące pokój. To wtedy ?nasze? media po raz pierwszy zastosowały dezinformację na wielką skalę. Udało się, ludzie to kupili. Potem była już tylko rutyna.

No responses yet

Sep 04 2008

To już koniec Juszczenki

Published by engelgard under Uncategorized

Gruziński rykoszet musiał uderzyć w prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę. Parlament ukraiński pozbawił go de facto władzy, a Julia Tymoszenko sprzymierzyła się z Partią Regionów i komunistami. Wcześniej kancelaria prezydenta oskarżyła Tymoszenko o ?zdradę państwa?, bo nie dość ostro skrytykowała Rosję w związku z kryzysem gruzińskim. Juszczenkę czeka teraz procedura zwolnienia ze stanowiska (impeachment), co może na jakiś czas oddalić tylko rozwiązując parlament. Na ponowny wybór w wolnych wyborach nie ma szans.
Tak oto ze sceny schodzi powoli ?nasz strategiczny partner?, miłośnik zbrodniczej OUN-UPA, odznaczający pośmiertnie kata Polaków Romana Szuchewycza orderem Bohatera Ukrainy, polityk grający losem swojego państwa niczym w ruletce. Wbrew hurrapatriotycznej retoryce Juszczenko swoimi działaniami zmierzał prostymi krokami do rozpadu Ukrainy na dwie części ? zachodnią i wschodnią, non stop drażnił rosyjskojęzyczną ludność restrykcjami i obostrzeniami, próbował wykopać przepaść między Rosją a Ukrainą, państwami powiązanymi ze sobą tysiącami nici ? gospodarczymi, kulturowymi, religijnymi, sentymentalnymi. Napinał strunę przy każdej okazji, pewny poparcia zza Oceanu i niesiony mirażem ulokowania Ukrainy w strukturach zachodnich. Przekroczył jednak granice rozsądku po cichu sprzedając broń dla Gruzji i wygrażając Rosyjskiej Flocie Czarnomorskiej w Sewastopolu, którą chciał trzymać na smyczy. Jest pewne, że Rosja uruchomiła na Ukrainie wszystkie swoje rezerwy polityczne, co nie zmienia faktu, że konflikt ma przede wszystkim charakter wewnętrzny. Ukraina jako całość, jako państwo stabilne, może się ostać tylko wtedy, kiedy będzie grać między Rosją a Zachodem mądrze i umiarkowanie. Juszczenko tego nie rozumiał, więc będzie musiał odejść.

No responses yet

Sep 01 2008

Kocur i myszka

Published by engelgard under Uncategorized

Doprawdy zadziwiające mamy w Polsce czasy ? politycy z pierwszych stron gazet, publicyści, historycy twierdzą z miną pokerzysty coś, co nie znajduje odzwierciedlenia w faktach. Czytam np. komentarz jakiegoś pismaka z ?Faktu? czy ?Superexpressu?, który przekonuje mnie, że zmiana granic Gruzji nie ma żadnego precedensu w najnowszej historii Europy. Czy ten człowiek nie wie, że dokładnie kilka miesięcy temu Polska i inne państwa zachodnie dokonały rozbioru Serbii, uznając niepodległość Kosowa, wbrew rezolucji ONZ nr 1244? Może on nie wie, albo wie i kłamie. W obu przypadkach kompromituje siebie i pismo, w którym publikuje. Zalew kłamstwa jest gigantyczny, a mimo to nasi mędrcy uznają, że kłamią wyłącznie Rosjanie, bo to wiadomo? szkoła KGB.
Przykład pos. Pawła Kowala jest szczególny. Oto przekonuje w wywiadzie dla Polskiego Radia (Sygnały Dnia, 1.09.2009), że: ?Część polityków rosyjskich od czasów Sowietów jest wyspecjalizowana w takiej wojnie propagandowej, prawda? Nagle jakaś gazeta na Zachodzie publikuje tekst, że Gruzini zaczęli… że myszka poruszyła ? jak powiedział profesor Wieczorkiewicz, moim zdaniem szalenie trafnie, jakoś w taki sposób tragiczny frywolnie, ale bardzo trafnie ? że myszka poruszyła wąsikiem i kocur miał prawo ją przyodziać łapką. Tak że, no, to nie jest tak. I te informacje w jednym artykule, że pojawiają się informacje, że to Gruzja zaczęła. No, to jest śmieszne dla każdego, kto się tym zajmuje?.
Hmm, cały świat widział, kto zaczął, ale pos. Kowal tego nie widział. Ba, tenże poseł uważa w dodatku, że kto tak twierdzi (że zaczęli Gruzini) jest śmieszny! Jak wobec tego określić samego pana posła? On nie jest nawet śmieszny, jest zwyczajnie żałosny. Jeśli się twierdzi, że Rosjanie to kłamcy i samemu kłamie się w żywe oczy, to jest to schizofrenia. Ja nie wchodzę w to, czy Gruzja miała powód do ataku czy nie, w tej chwili spierać się musimy o podstawowe fakty! A ponoć dżentelmeni o faktach nie dyskutują. No tak, dżentelmeni?

No responses yet