Archive for October, 2008

Oct 26 2008

Mętna historiozofia Lecha Kaczyńskiego

Published by engelgard under Uncategorized

Podczas swojego pobytu w Ostrołęce Lech Kaczyński odsłonił pomnik ku czci poległych w walce z władzą po 1945 r. Na konferencji prasowej powiedział, że jeździ po kraju, by mówić ludziom o potrzebie patriotyzmu, zaraz jednak zastrzegł, że jego patriotyzm nie ma nic wspólnego z ?plemiennym nacjonalizmem endeckim?. To nie pierwsza tego typu wypowiedź pana prezydenta. Po co to powtarza przy każdej okazji? Żeby czasem ktoś nie pomyślał, że on sam jest nacjonalistą? Nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że oceny dokonywane przez pana prezydenta są ? niestety ? chybione, a prezentowana przez niego historiozofia pełna mielizn i niekonsekwencji.
Dzisiaj nawet najbardziej zaciekli przeciwnicy Narodowej Demokracji wśród historyków nie potwierdzają tezy o rzekomym ?plemiennym? nacjonalizmie tej formacji. Ba, na samym początku, na przełomie XIX i XX wieku, był to nacjonalizm, jeśli już używamy tego terminu, wyraźnie ?demokratyczny? i ?liberalny?. Potem, owszem, zaostrzył się, ale z kolei ogromny wpływa miał nań katolicyzm, co wygładzało skrajności. Tzw. antysemityzm ND miał podłoże gospodarcze i społeczne, a nie rasowe (w szeregach ND byli liczni działacze pochodzenia żydowskiego). Powtarzanie więc sloganów z arsenału politycznej propagandy PPS czy KPP ? jest nie na miejscu. Jak wiadomo, Lech Kaczyński jest uczniem Jana Józefa Lipskiego, PPS-owca i masona (loża ?Kopernik?). Tenże Lipski przez całe życie walczył z ?endeckim nacjonalizmem? zarzucając mu wszystko co najgorsze. Niejako dla przeciwwagi w tym środowisku lansowano Józefa Piłsudskiego, który miał uosabiać najszlachetniejsze cechy ?polskiego patriotyzmu?. Niechęć Kaczyńskiego do ?endecji? ma właśnie takie korzenie.
A teraz o niekonsekwencjach. Prezydent z uporem czci i uznaje za przykłady patriotyzmu bez skazy ? uczestników tzw. drugiej konspiracji, czyli podziemia antykomunistycznego po 1944 r. Jest to jeden z elementów jego walki z cieniami PRL. Okazuje się wszakże, że duża część tego podziemia miała charakter narodowy, często dosyć skrajny. W stosunku do Żydów podziemie to raczej nie przebierało w środkach, przy czym jego ofiarą padali nie tylko komuniści-Żydzi. Czy to panu prezydentowi nie przeszkadza, a może tego sobie po prostu nie uświadamia? I druga niekonsekwencja. Fraternizowanie się np. z Valdasem Adamkusem, obecnym prezydentem Litwy, który w 1944 roku uciekał przed armią sowiecką, bo w czasie wojny kolaborował z Niemcami. Co robili litewscy sojusznicy Hitlera, wiemy dobrze wszyscy. Taki sam przypadek mamy przy okazji stosunków z Ukrainą ? Lech Kaczyński z wyjątkową pobłażliwością traktuje odradzanie się kultu OUN-UPA, a więc organizacji po stokroć bardziej ?plemiennej? niż nawet najskrajniejsze polskie formacje narodowe.
To nie jest tylko niekonsekwencja, to skaza. Traktowanie jako ?zdrajców?, ?komunistycznych zbrodniarzy?, niegodnych jakichkolwiek zasług ? de facto wszystkich Polaków służących np. w AL i Armii Berlinga (zdobywców Kołobrzegu i Berlina w 1945), a po wojnie w Wojsku Polskim (często walczących z UPA) ? i jednoczesne pobłażanie katom narodu polskiego może tylko zdumiewać. W tych sprawach powinien chyba obowiązywać chociaż minimalny solidaryzm narodowy. Przypomnijmy tylko, co mówił Lech Kaczyński w kampanii wyborczej, o potrzebie wyważonych ocen PRL, o wyciąganiu ręki do ludzi wówczas działających. Co z tego zostało dzisiaj? Nic.

No responses yet

Oct 20 2008

Hieny cmentarne

Published by engelgard under Uncategorized

Co jakiś czas media epatują nas rewelacjami na temat najnowszej historii. Te rewelacje są z reguły stekiem bzdur, czymś w rodzaju odgrzanych kotletów. Czasem sensaci wymyślają coś, czego jeszcze nikt nie powiedział, tyle że prawie nigdy nie mają na to dowodów. Oto kilka przykładów z ostatnich tylko miesięcy. Tadeusz Kisielewski publikuje kolejną już książkę o Katyniu, w której rzekomo wielką sensacją ma być informacja o tym, że jakoby istnieje film dokumentalny zrobiony przez NKWD podczas kaźni polskich oficerów. Film miał być przekazany Chińczykom jako instruktaż. Rzeczywiście porażające, tyle że takie domniemanie pojawiało się wiele lat temu, a teraz zostało tylko powtórzone. Media podają to jako wielką sensację. Tak wtedy, jak i teraz nie przedstawiono na to żadnych dowodów.
Kolejna sprawa to nie kończący się serial pt. śmierć w Gibraltarze. IPN wszczyna śledztwo (ciekawe po co?) i obwieszcza, że istnieją przesłanki, że gen. Sikorski zginął w wyniki spisku NKWD. Żeby upewnić się, że Sikorski zginął inaczej niż to się przedstawia, wnioskuje się o otwarcie trumny na Wawelu i dokonanie badań. Przy okazji tropiciele sensacji podają i inną wersję ? mordu dokonało specjalne komando złożone z polskich oficerów, wrogów generała. Żeby było śmieszniej zabójców dostarczyli do Gibraltaru? Brytyjczycy, po czym spokojnie odwieźli ich do Londynu. Przez kilka dni prawie wszystkie media informowały o tych ?faktach? a głos jednego z historyków, który to wszystko wyśmiał ? zginął bez echa.
I wreszcie sprawa ostatnia ? jakiś były prokurator IPN i jakiś dziennikarzyna puszczają w obieg ?nową wersję? śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Ta sensacja polega na tym, że panowie twierdzą, że ks. Popiełuszko zginął kilka dni później niż dotychczas podawano i że przez kilka dni ?był przetrzymywany i torturowany przez KGB w bazie sowieckiej w Kazuniu?. Znowu żadnych dowodów, tylko poszlaki i przypuszczenia. Rzecz jasna jest to kompletna bzdura nie trzymająca się kupy. Tłumaczenie, że KGB torturowało ks. Popiełuszkę, żeby skłonić go współpracy jest idiotyzmem. Jeśli miała to być zbrodnia, to doprawdy trudno uwierzyć, żeby np. KGB nie zadbało o to, żeby nikt nigdy nie znalazł zwłok. Taka fuszerka nie była po prostu możliwa. Poza tym, gdyby nie mord na ks. Popiełuszce, to prędzej czy później zostałby on wysłany do Rzymu, jak chciał Prymas Józef Glemp. Po co więc mord? To jest bardziej ciekawe pytanie. Chyba, że prawda jest bardziej banalna niż nam się wydaje.
Co łączy te wszystkie sprawy? Pierwsze wspólny mianownik to NKWD (KGB). W każdym przypadku organizacja ta występuje w roli głównej. To zresztą sprawia, że media ochoczo rzucają się na najbardziej idiotyczne historyjki. Takie jest widocznie zapotrzebowanie, w tle bowiem pojawia się polityka bieżącą. Druga cecha wspólna to brak dowodów na potwierdzenie głoszonych tez. Tak jest lepiej, bo można wcisnąć każdą bzdurę w myśl klasyka Jacka Kurskiego, że ?ciemny lud kupi wszystko?. Wszystkich sensatów łączy też chęć zaistnienia, choćby na kilka dni. Można przy okazji zareklamować swoje wypociny na antenie telewizji, a nuż ciemny lud kupi także książeczkę.
Obrzydliwe jest przede wszystkim to, że ten proceder odbywa się niemal na grobach ofiar ? gen. Sikorskiego, ofiar Katynia i przy grobie ks. Popiełuszki. Niestety, ci ?historycy? przypominają chmarę hien cmentarnych myszkujących wokół grobów. Nie liczy się majestat śmierci, elementarna powaga i szacunek dla historii. Liczy się sensacja i szmal. Zbliża się Wszystkich Świętych. Choć przy tej okazji pamiętajmy, że nasi zmarli powinni odpoczywać w pokoju.

No responses yet

Oct 15 2008

Volkoff ? problem dla rusofobów

Published by engelgard under Uncategorized

Któregoś dnia zadzwonił do mnie kolega i powiedział, że przeczytał świetną książkę. Autor Vladimir Volkoff, tytuł ?Gość Papieża?. Miał napisać recenzję, ale jak zawsze obowiązki mu przeszkodziły. Padło więc na mnie, tyle, że na rynku dostępna była tylko powieść ?Spisek?. Kolega miał rację ? to świetna literatura. Poszukałem informacji o autorze. Myślę, że nasi czytelnicy wiedzą o nim niewiele. Oto podstawowe dane:
?Vladimir Volkoff, Władimir Wołkow (ur. 7 listopada 1932 w Paryżu, zm. 14 września 2005 w Bourdeilles), pisarz francuski. Pochodził z rodziny emigrantów rosyjskich, był ciotecznym wnukiem kompozytora Piotra Czajkowskiego. Ukończył studia na Sorbonie, był profesorem Uniwersytetu w Liege. W czasie wojny algierskiej służył jako oficer wywiadu francuskiego. W Polsce znany głównie z prac dotyczących dezinformacji i propagandy. Bibliografia: ?Metro pour L’enfer? (1963) ? Nagroda im. Juliusza Verne’a, ?Montaż? (Le Montage, 1982) ? Nagroda Akademii Francuskiej ? w Polsce wydana w latach 80. przez Polonie Book Found i przedrukowana w drugim obiegu przez CDN. Wznowiona przez Klub Książki Katolickiej (KKK) w 2006; ?Dezinformacja ? oręż wojny? (La désinformation arme de guerre) ? w Polsce wydana przez wydawnictwo Delikon (1991) i Antyk (2000); ?Traktat o dezinformacji. Od Konia Trojańskiego do Internetu? (1999); ?Gość Papieża? (L’Hôte du Pape) wydanie polskie KKK 2005; ?Carskie sieroty? (Les orphelins du Tsar 2005) wydanie polskie 2006; ?Werbunek?, wydanie polskie KKK 2007; ?Kroniki anielskie?, wydanie polskie KKK 2007; ?Spisek?, wydanie polskie KKK 2008?.
Nie jestem w stanie ocenić całości jego twórczości, ale na podstawie tej jednej powieści mogę powiedzieć, że Volkoff świetnie łączył klasyczną literaturę sensacyjną z literaturą zaangażowaną. Nie przypadkiem jego książki wydaje u nas Klub Książki Katolickiej, bo Volkoff pisał z pozycji chrześcijańskich, a konkretnie prawosławnych, no i konserwatywnych. Ten ?biały? Rosjanin świetnie rozumiał nie tylko historię, ale i współczesność.
Powieść ?Spisek? rozgrywa się w ciągu jednego roku (2001-2002), tuż po ataku terrorystów islamskich na WTC w Nowym Jorku. Półtajna organizacja działająca w USA, nazywana w książce Klubem, prowadzi operację przeciwko Rosji. Główny bohater, Robert Chastow, ma za zadanie dotrzeć do wnętrza Ligi Bojarów, grupy rosyjskich intelektualistów spotykających się w Pałacu Myszkinów w Petersburgu. Liga Bojarów to trust mózgów planujących przyszłość Rosji. Klub chce wiedzieć o czym mówią na spotkaniach Ligi Bojarów, chce też sparaliżować jej działania i narzucić mediom jej czarny piar. W tym celu Chastow nawiązuję kontakt z czeczeńskimi terrorystami, którzy mają ?wejścia? w Rosji. W grze bierze też udział emerytowany pułkownik francuskich służb specjalnych, Samson Sangdeboeuf, który zabezpiecza interesy francuskiego koncernu naftowego w rejonie Morza Kaspijskiego. Francuz zaczyna grać po stronie Rosjan i z czasem demaskuje z nimi grę Chastowa. Koniec powieści jest jednak dla czytelnika zaskoczeniem.
Autor ?Spisku? odsłania przed nami kulisy wielkiej gry, która toczy się już od dziesięcioleci. Klub chce zniszczyć Rosję, bo według niej, to ona stoi na drodze do głównego celu ? likwidacji państw, narodów i utworzenia rządu światowego. Młody Robert jest tylko ogniwem w sztafecie pokoleń jego rodziny. W Klubie działał już jego dziadek. Zostawił mu list-testament, w którym wyjawił mu cele organizacji: ?Nasz Klub wypowiedział wojnę człowiekowi na koniu już dawno temu. Zawsze byliśmy po stronie słabszych (a w każdym razie mniej silnych), biednych (a w każdym razie mniej bogatych) i to nie z powodu chrześcijańskiego lub wrodzonego współczucia, ale z powodu głębokiego przekonania, że ludzie powinni być równi. I nie chodzi wcale o to, że rodzą się równi ? każdy głupi widzi, że wcale tak nie jest, i że równymi trzeba ich dopiero uczynić. Oczywiście, byłoby idealnie, gdyby wszyscy ludzie mogli być bogaci, ale skoro to niemożliwe, to lepszym światem jest taki, w którym wszyscy są biedni, niż taki jak nasz, w którym istnieją i biedni, i bogaci. Tak, równość nie jest naturalna, jest nawet absolutnie sprzeczna z naturą i właśnie dlatego narzucenie jej kosztuje tak drogo (licząc w pieniądzach i w ludzkim życiu), ale tym, co odróżnia człowieka od zwierzęcia, jest właśnie fakt, iż nie jest on ograniczony przez własną naturę. No, bo powiedz: czy jest naturalne skakanie ze spadochronem lub spacerowanie po księżycu jak Neil Armstrong?
Celem naszego Klubu (przynajmniej moim zdaniem) jest stworzenie ludzkości wolnej od konfliktów. Jest tylko jeden sposób, żeby osiągnąć ten cel: globalny rząd. A nie będzie globalnego rządu, dopóki będą istnieli ludzie na koniach, zazdrośni o swoje przywileje. Żeby stworzyć globalny rząd, trzeba możliwie osłabić wszystkie dotychczasowe rządy, poza jednym (tak się składa, że chodzi o nasz), który musimy infiltrować (nie będzie to trudne). Od początku swego istnienia Klub wysadził już z siodła wielu kawalerzystów, w tym, na początku wieku ? bagatela! ? trzech europejskich cesarzy (gdy dojdę do końca tych wyznań, zobaczysz, że Twój stary Dziadek odegrał w tej operacji pewną rolę). Następne pokolenie nie spoczęło na laurach i pewnego dnia dowiesz się, jak w latach trzydziestych finansowaliśmy jednocześnie Hitlera i Stalina, czego skutki są ci znane ? klęska Niemiec i zachwianie posadami ZSRR (?)
Wracam do Rosji. Przypomnij sobie słowa, które Turgieniew włożył w usta Putuginowi w ?Dymie?. ?Gdyby nagle jakiś naród miał zniknąć z powierzchni ziemi wraz z wszystkim, co kiedykolwiek wynalazł, nasza prawosławna mateczka-Rosja mogłaby spokojnie spaść w otchłań, nie poruszywszy ani jednego gwoździka, ani jednej szpileczki; wszystko zostałoby na swoim miejscu, bo nawet samowar, łapcie, duga czy knut ? te słynne rosyjskie produkty, nie przez nas zostały wynalezione”. To nieprawda. Nie tylko dlatego, że w ten sposób świat stałby się uboższy, pozbawiony ikon, muzyki klasztornej i całego dziewiętnastowiecznego malarstwa, literatury i muzyki rosyjskiej, ale przede wszystkim dlatego, że Rosja to INNY WARIANT HISTORII LUDZKOŚCI, co paradoksalnie sprawia, że z punktu widzenia Klubu byłoby dobrze, gdyby zniknęła?.
Przesłanie powieści jest więc jasne ? Rosja, ze swoją specyfiką cywilizacyjną, ową ?innością?, odpornością na wpływy ideologiczne Klubu ? jest wrogiem śmiertelnym. Dlatego z nią walczą, przy pomocy potęgi USA. Ale dla Klubu USA to też tylko narzędzie, bynajmniej nie chodzi o interesy tego kraju ? celem jest rząd światowy, zwycięstwo globalizmu. To pachnie trochę Sołżenicynem, trochę francuskim autorem książek o spisku światowym ? Pierre de Villemarest`em. To nie przytyk, to zaleta tej książki. Historia, wbrew temu, co stwierdził 20 lat temu Francis Fukuyama ? nie skończyła się. Gra toczy się dalej. Pewnie przesłanie tej powieści (Rosja jako ostatni bastion starych dobrych zasad) nie spodoba się naszym rusofobom, bo oni widzą w Rosji wciąż ?imperium zła?. Na koniec autor, jak już wspomniałem, zaskakuje czytelnika. Klub jest w rzeczywistości gigantyczną fikcją, jego działalność nie opiera się na żadnych zasadach ? jednym motorem jest nihilizm i chęć zniszczenia wszystkiego. Z ekranu komputera Chastowa patrzy na niego szef, dr Kirsten, jeden z ?patriarchów?, którego twarz w pewnym momencie przekształca się w twarz belzebuba.
Vladimir Volkoff, ?Spisek?, Klub Książki Katolickiej 2008, ss. 511

No responses yet

Oct 14 2008

Gry i zabawy Wildsteina

Published by engelgard under Uncategorized

Bronisław Wildstein jest nadal psem przewodnikiem lustracyjnej ?prawicy?. Jego tekst (?Rzeczpospolita?, 9.10.2008) oskarżający lustratorów o schizofrenię i storpedowanie Nobla dla prof. Aleksandra Wolszczana był ?żartem?. Miał to być ? w zamyśle autora ? tekst prześmiewczy, jednak w odbiorze wielu ludzi był tak precyzyjną filipiką przeciwko lustratorom ? że sam autor przeraził się swoich ?prześmiewczych? słów. Musiał wyjaśnić w kilka dni później, że jednak miał coś innego na myśli. Część komentatorów użyła tekstu Wildsteina do zasiania zamętu w szeregach jego zwolenników, część uwierzyła, że zmądrzał. A zwolennicy pana redaktora ciężko się przerazili, kiedy czytali: ?To tylko mali, chorzy z nienawiści ludzie mogli posunąć się do takiej podłości oplucia jednego z niewielu autorytetów, jakie nam jeszcze pozostały. Przecież gdyby nie ujawniono teczek, sprawy by nie było. Czy komu to coś dało? Czy zmobilizowało nas do cywilizacyjnych wyzwań? Posunęło Polskę na drodze modernizacji? Wydłużyło autostrady, a skróciło oczekiwanie na sprawiedliwy wyrok? Czy jest nam od tego lepiej? Tylko zawistni nienawistnicy mogą czerpać z tego chorą satysfakcję. A skoro nie jest nam od tego lepiej, to po co to robimy? Neurotyczna koncepcja prawdy, frustracje i kompleksy? Za PRL była SB, teraz są teczki, jak trafnie zauważył profesor. Jaka różnica. Zresztą teczki robiła przecież SB. Grzebanie w nich dziś to zbiorowa nekrofilia obsesjonatów, którzy odmawiają racjonalnej debaty?.
Problem Wildsteina polega na tym, że chcąc szydzić napisał prawdę. Pewnie nie mieściło mu się w głowie, że tak to mu wyjdzie. Ten błąd jest spowodowany tym, że w swojej zaciekłości pan redaktor nie dostrzegł, że to co wydaje mu się oczywistym nonsensem, nonsensem nie jest. Wydawało mu się, że to finezyjne ośmieszenie antylustratorów, a wyszło zupełnie coś innego.
Życie zaś przynosi nam coraz to nowe kwiatki z tej zatrutej i cuchnącej łączki. Wolszczan spakował manatki i zerwał z Uniwersytetem im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, zostanie teraz na stałe w USA, gdzie nikogo nie obchodzi, że ponad 30 lat temu dziś sławny astronom coś tam podpisał. Tak samo jak Amerykanów nie obchodziło, dla kogo w czasie wojny pracował budowniczy rakiet Werner von Braun. W świecie, który idzie do przodu liczą się tylko ci, którzy mają konkretną wiedzę, sentymenty i moralizatorstwo pozostawia się naiwnym. Wildstein w ?prześmiewczym? tekście ma rację ? co nam jako Polsce, jako narodowi, dało oplucie Wolszczana? Nie chcę użyć brzydkiego słowa, ale wszyscy wiedzą o jakie chodzi. Sławny astronom jeszcze nie spakował walizek, a już mamy kolejną ofiarę ? abpa Henryka Muszyńskiego. Ma być za rok Prymasem Polski, więc ujawniono, że w latach 70. był zarejestrowany jako TW. Tomasz Terlikowski radzi hierarsze, by wyjaśnił wszystko i ?odbył rozmowę z historykiem?, w której poddany byłby weryfikacji ze źródłami. Kto miałby być tym historykiem? Już raz abp Stanisław Wielgus dal się na to nabrać i ?przesłuchał? go Jan Żaryn. Widowisko było żałosne i smutne. W takiej sytuacji chyba bardziej adekwatnie zachował się Wolszczan, nie poddając się publicznej spowiedzi przed trybunałem rewolucji kulturalnej.
Gra w wybijanego trwa ? jako naród i państwo nie zachowujemy się normalnie ? bo mądre nacje dbają o elementarną ciągłość, bo ona jest fundamentem potęgi (Niemcy są w tym mistrzami). My zaś wybaczamy pogrobowcom UPA, bo Ukraina ?musi mieć przecież jakąś tradycję?, a znęcamy się nad tymi, którzy z tą UPA walczyli. Odnoszę często wrażenie, że ktoś od wielu lat, ktoś z zewnątrz, zamiata u nas szatańskim ogonem.

No responses yet

Oct 02 2008

Tę rundę wygrał Jaruzelski

Published by engelgard under Uncategorized

Nawet najwięksi wrogowie gen. Wojciecha Jaruzelskiego musieli przyznać, że jego wyjaśnienia w sprawie aktu oskarżenia sprokurowanego przez IPN były pokazem kultury osobistej i wyjątkowej jak na tak leciwego człowieka precyzji i sprawności umysłowej. Jestem przekonany, że oskarżonemu w wypunktowaniu IPN-owskiego gniota pomogli ludzie obeznanie w prawie i historii. Jednak nawet najlepsza analiza może nic nie dać, jeśli nie jest dobrze zaprezentowana. Otóż generał zaprezentował ten dokument, a właściwie jego pierwszą część, w sposób budzący szacunek. Oto człowiek, który wiele przeszedł, który był uwikłany w system, ale jednocześnie w roku 1981 dźwigał na sobie ciężar całej najnowszej historii Polski ? zeznaje pod koniec życia oskarżony o to, że ten ciężar podniósł. Na sali sądowej oskarżony jest jednak nie tylko Jaruzelski jako konkretny człowiek, na sali sądowej sądzi się też Historię, a tej żaden sąd osądzić przecież nie może. Dlatego proces ma charakter czysto polityczny, jest wyłącznie przejawem mściwości, a nie ? jak np. przekonywał szef Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski, ?wyrazem sprawiedliwości społecznej? (cóż za komunistyczny slogan!). Już teraz jednak widać, że organizatorzy tego procesu ponieśli porażkę na samym jego początku. Bez względu bowiem na wyrok, opinia zaczyna brać stronę generała, a on wykorzystał wokandę sądową do przypomnienia kilku skrywanych dzisiaj prawd, przypomniał też o sobie jako o człowieku jakże odbiegającym od znerwicowanego stylu politycznego lat ostatnich. Ktoś, kogo wychowali Ojcowie Marianie jeszcze przed wojną musi się różnić od de facto rewolucjonistów wychowanych w PRL. To wielki paradoks historii, a może także szyderstwo historii.
Były rzecznik Watykanu z okresu pontyfikatu Jana Pawła II, Joaquin Navarro-Valls, stwierdził w artykule ogłoszonym na łamach ?La Repubblica?, że proces ?prawdopodobnie odkryje niewinność winnego”. Przypomina o ciepłym stosunki Papieża do Generała, przypomina jego słowa, że Jaruzelski dźwiga na swoich barakach ?wór kamieni?. Zadaje też pytanie: ?Jaki sens może mieć dzisiaj sądzenie takiego człowieka i do tego tak starego?”. Zadziwiające, że ta informacja została przez ?polskie? media zamilczana na śmierć. To jasne, że jest niewygodna, bo obnaża nicość solidarnościowego odwetu. Zauważmy, że dopóki żył Jan Paweł II nie dochodziło u nas do obsesyjnej dintojry. Ledwie zamknął oczy, prawie natychmiast zaczęła się tzw. lustracja, czyli polowania z nagonką na wybrane ofiary, w tym na ludzi Kościoła ? m.in. o. Konrada Hejmo czy abp. Stanisława Wielgusa. IPN-owskiego szaleństwa bynajmniej nie zaczął PiS i Janusz Kurtyka, lecz Leon Kieres, człowiek Unii Wolności i prof. Bronisława Geremka. Teraz trwa proces gen. Jaruzelskiego. Zadziwia to, że Kościół w Polsce milczy, choć dobrze wie, co się w 1981 r. działo, ba, wie, jakie stanowisko sam wtedy zajmował. Prymas Józef Glemp jesienią 1981 r. jasno stwierdził, że kierownictwo ?Solidarności? straciło moralne prawo do reprezentowania 10-milionowej rzeszy członkowskiej, a w noc z 12 na 13 grudnia zgłosił kilka poprawek do dekretu o stanie wojennym, który to dokument przywiózł na Miodową Kazimierz Barcikowski. Było to de facto uznanie, że nie ma dla Polski innego wyjścia. Już po ogłoszeniu stanu wojennego Prymas gasił rewolucyjne nastroje szeregowego kleru, mówiąc, że jest zwolennikiem ?polityki Dmowskiego?. Dzisiejsze milczenie jest więc wymowne i smutne. Dlaczego w tej sprawie odezwał się z zagranicy tylko Navarro-Valls?

No responses yet

Oct 01 2008

Tusk w krótkich spodenkach

Published by engelgard under Uncategorized

Akcja min. Drzewieckiego przeciwko PZPN odbywa się, o czym jestem całkowicie przekonany, za wiedzą i zgodą premiera Donalda Tuska. Znając piłkarskie zacięcie premiera nie można sobie chyba wyobrazić, by nie był on zainteresowany tym problemem. Swego czasu w piłkę grał także premier Jan Krzysztof Bielecki z KLD (Tusk też wtedy grał, ale nie był jeszcze znany), a emeryci demonstrowali przeciwko niemu z takim hasłem: ?Premier w piłkę gra, emerytów w d? ma?. Minęło sporo lat, a mamy wciąż tę samą sytuację.
Akcja pod nazwą ?najście na PZPN? jest organizowana w PiS-owskim stylu, bez przygotowania, z młodym, bezczelnym wykonawcą, z festiwalem obłudnych sloganów. PZPN jest w Polsce organizacją co najmniej nie lubianą, jeśli nie znienawidzoną. Premierowi wydawało się więc, że ?pijar? jest po jego stronie, zyska parę dodatkowych punktów jako pogromca tego skansenu. Okazuje się jednak, że wpadł w wilcze doły ? w PZPN siedzą starzy wyjadacze, a nie harcerze w krótkich spodenkach. Już raz PiS wycofał się rakiem a sytuację ratował Lech Kaczyński. Okazuje się, że tamta nauczka poszła w las ? Tusk sądził, że PiS to marni gracze i on dopiero pokaże, jak skutecznie rozgrywa się takie akcje. Jeśli szybko nie wycofa się z tej hucpy, to konsekwencje mogą być dla niego katastrofalne.
Euro 2012 to sznur na szyi Tuska, strata tej imprezy przez Polskę to śmiertelne zagrożenie dla rządu, PO i samego premiera. Jak w ogóle można było zdecydować się na atak bez rozpoznania sił przeciwka, jego możliwości i układów. PZPN ma parasol UEFA i FIFA i wszyscy wiedzieli o tym od lat. Na co więc liczył Tusk? Na koligacje Bońka z Platinim? Jeśli tak, to była to ułuda, za którą możemy drogo zapłacić. Owszem, można było iść na wojnę z PZPN, ale nie w sytuacji, kiedy mamy za cztery lata organizować Euro 2012!
Tusk jest ulepiony z tej samej gliny co trzon PiS, myśli podobnie jak oni, tak samo działa. Od pewnego czasu te patologie się nasilają, by wspomnieć tylko ośmieszające premiera wybryki pani Pitery, nagminne forsowanie na najwyższe stanowiska młodych pewnych, zadufanych w sobie i niewychowanych. Tusk toleruje pisowski styl, a nawet go podsyca ? te ciągłe zgłaszanie do prokuratury kolejnych spraw mających godzić w przeciwnika, awantury Ćwiąkalskiego, kopanie pod stołem koalicjanta, tak jak PiS kopał Leppera. Atmosfera w kraju staje się podobna do tej z okresu gabinetu Jarosława Kaczyńskiego. Najście na PZPN jest konsekwencją tego stylu. Ale tym razem to być może jest o jeden most za daleko.

No responses yet