Nov 25 2008
James Bond to mały pikuś
Ekshumacja szczątków gen. Władysława Sikorskiego wywołała kolejną falę chorych spekulacji na temat przyczyn jego śmierci. Fantazja wypowiadających się nie zna granic ? historie są coraz bardziej nieprawdopodobne. Przy niektórych z nich scenariusze do filmu o Jamesie Bondzie to mały pikuś. W chwili obecnej zdecydowaną przewagę nad zwolennikami wersji, że mordu na Sikorskim dokonali Brytyjczycy i sprzymierzeni z nimi Polacy ? uzyskali zwolennicy śladu sowieckiego. To nie dziwi, bo takie czasy. Przecież wystarczy, że nasz prezydent tylko usłyszał strzały na granicy z Osetią Południową a już wiedział, że to Rosjanie. Cóż więc się dziwić coraz większej armii ?speców? od śmierci gen. Sikorskiego. Najbardziej tragiczne w tym jest to, że tacy ludzie bez trudu mają dostęp do mediów i plotą ile wlezie. Najczęściej to zwyczajni fantaści i blagierzy.
W ?Naszym Dzienniku? (25.11.2008) oddano łamy jednemu z nich. To gen. Janusz Brochwicz-Lewiński, żołnierz Armii Krajowej oraz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie ? jak go przedstawiono. Oto jego ?wersja? wydarzeń: ?Moim zdaniem, generał Sikorski rzeczywiście nie został zastrzelony. Grupa Smierszu, która została wysłana do zamordowania go, to byli fachowcy w cichym zabijaniu. Oni działają właśnie za granicą. Gdy dostają zadanie zabicia kogoś, próbują aż do skutku, nieważne, jak długo. Zabójcy ze Smierszu mogli np. ogłuszyć generała, a następnie udusić go np. stalowym drutem. Ekshumacja być może nie pokaże dziur po kuli w czaszce ani w ciele, ale może ujawnić obrażenia innych części ciała. O tym, że gen. Sikorski i jego towarzysze podróży nie zginęli w wyniku katastrofy, świadczy też to, iż nie znaleziono ciała jego córki Zofii Leśniewskiej oraz kilku innych osób mimo siatek podwodnych, w które był wyposażony port w Gibraltarze z powodu zagrożenia atakami niemieckich łodzi podwodnych. Ponadto rok po śmierci generała w hotelu Shepherds w Kairze, wykorzystywanym przez dyplomatów, odnaleziono bransoletkę z kości słoniowej należącą do pani Leśniewskiej. Bransoletka miała tak skomplikowany zamek, że można ją było zdjąć, tylko znając sposób jego otwierania?.
Autorowi tych rewelacji nie przeszkadza to, że gubernator brytyjski w Gibraltarze i inne osoby z jego otoczenia widziały żywego Sikorskiego i jego córkę wsiadających do samolotu. Ważniejsza jest wizja. Oto dalszy się opowieści: ?Zofia Leśniewska była także opiekunką i szyfrantką generała. Znała bardzo wiele tajemnic. Towarzyszyła ojcu we wszystkich podróżach. W czasie pobytu generała na Gibraltarze wiozący go Liberator AL 523 stał obok samolotu, którym przyleciał tam ambasador ZSRS w Londynie Iwan Majski. Są informacje, że jego samolot wylądował na Gibraltarze 4 lipca o godz. 7.10 rano. Ten sam samolot wystartował stamtąd dzień później o godz. 6.00 po południu, a na jego pokładzie oprócz pasażerów było 4 oficerów służb specjalnych. Dlatego uważam, że generał nie zginął w samolocie, ale gdzieś po drodze do samolotu albo niedaleko rezydencji gubernatora Gibraltaru Franka Noela Mason-Macfarlane’a. Natomiast pani Leśniewska, moim zdaniem, nie została zabita, ale porwana do samolotu Majskiego, i w ten sposób wywieziona do Rosji. Takich ludzi jak ona służby wywiadowcze nie zabijają, ponieważ one są świetnym źródłem informacji, a źródeł informacji się nie likwiduje, przynajmniej przed przesłuchaniem. Stąd też pojawiła się nawet relacja, że pewien polski żołnierz widział panią Leśniewską w jakimś sowieckim obozie. Jest to również możliwe?.
No i co z czymś takim zrobić? Śmiać się nie ma z czego, bo sprawa jest poważna, pozostaje wzruszyć ramionami, ale tak też nie można, wszak takich opowieści słuchają miliony ludzi i biorą to za dobrą monetę, przecież w telewizji nie mówi się bzdur, takie jest przekonanie. Werdykt z oględzin szczątków generała może to przeciąć (na 99 proc. będzie on potwierdzał wersję oficjalną), ale wtedy zawsze będzie można powiedzieć, że w trumnie nie było gen. Sikorskiego, tylko ktoś inny, a poza tym, jeśli nie będzie śladu kuli, to wiadomo, że ci ze Smiersza udusili go stalowym sznurem. Trudno więc spodziewać się, że konfabulanci zamilkną. Za dużo wysiłku włożyli w stworzenie tych mitów, w które zresztą naprawdę uwierzyli.