Archive for November, 2008

Nov 25 2008

James Bond to mały pikuś

Published by engelgard under Uncategorized

Ekshumacja szczątków gen. Władysława Sikorskiego wywołała kolejną falę chorych spekulacji na temat przyczyn jego śmierci. Fantazja wypowiadających się nie zna granic ? historie są coraz bardziej nieprawdopodobne. Przy niektórych z nich scenariusze do filmu o Jamesie Bondzie to mały pikuś. W chwili obecnej zdecydowaną przewagę nad zwolennikami wersji, że mordu na Sikorskim dokonali Brytyjczycy i sprzymierzeni z nimi Polacy ? uzyskali zwolennicy śladu sowieckiego. To nie dziwi, bo takie czasy. Przecież wystarczy, że nasz prezydent tylko usłyszał strzały na granicy z Osetią Południową a już wiedział, że to Rosjanie. Cóż więc się dziwić coraz większej armii ?speców? od śmierci gen. Sikorskiego. Najbardziej tragiczne w tym jest to, że tacy ludzie bez trudu mają dostęp do mediów i plotą ile wlezie. Najczęściej to zwyczajni fantaści i blagierzy.
W ?Naszym Dzienniku? (25.11.2008) oddano łamy jednemu z nich. To gen. Janusz Brochwicz-Lewiński, żołnierz Armii Krajowej oraz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie ? jak go przedstawiono. Oto jego ?wersja? wydarzeń: ?Moim zdaniem, generał Sikorski rzeczywiście nie został zastrzelony. Grupa Smierszu, która została wysłana do zamordowania go, to byli fachowcy w cichym zabijaniu. Oni działają właśnie za granicą. Gdy dostają zadanie zabicia kogoś, próbują aż do skutku, nieważne, jak długo. Zabójcy ze Smierszu mogli np. ogłuszyć generała, a następnie udusić go np. stalowym drutem. Ekshumacja być może nie pokaże dziur po kuli w czaszce ani w ciele, ale może ujawnić obrażenia innych części ciała. O tym, że gen. Sikorski i jego towarzysze podróży nie zginęli w wyniku katastrofy, świadczy też to, iż nie znaleziono ciała jego córki Zofii Leśniewskiej oraz kilku innych osób mimo siatek podwodnych, w które był wyposażony port w Gibraltarze z powodu zagrożenia atakami niemieckich łodzi podwodnych. Ponadto rok po śmierci generała w hotelu Shepherds w Kairze, wykorzystywanym przez dyplomatów, odnaleziono bransoletkę z kości słoniowej należącą do pani Leśniewskiej. Bransoletka miała tak skomplikowany zamek, że można ją było zdjąć, tylko znając sposób jego otwierania?.
Autorowi tych rewelacji nie przeszkadza to, że gubernator brytyjski w Gibraltarze i inne osoby z jego otoczenia widziały żywego Sikorskiego i jego córkę wsiadających do samolotu. Ważniejsza jest wizja. Oto dalszy się opowieści: ?Zofia Leśniewska była także opiekunką i szyfrantką generała. Znała bardzo wiele tajemnic. Towarzyszyła ojcu we wszystkich podróżach. W czasie pobytu generała na Gibraltarze wiozący go Liberator AL 523 stał obok samolotu, którym przyleciał tam ambasador ZSRS w Londynie Iwan Majski. Są informacje, że jego samolot wylądował na Gibraltarze 4 lipca o godz. 7.10 rano. Ten sam samolot wystartował stamtąd dzień później o godz. 6.00 po południu, a na jego pokładzie oprócz pasażerów było 4 oficerów służb specjalnych. Dlatego uważam, że generał nie zginął w samolocie, ale gdzieś po drodze do samolotu albo niedaleko rezydencji gubernatora Gibraltaru Franka Noela Mason-Macfarlane’a. Natomiast pani Leśniewska, moim zdaniem, nie została zabita, ale porwana do samolotu Majskiego, i w ten sposób wywieziona do Rosji. Takich ludzi jak ona służby wywiadowcze nie zabijają, ponieważ one są świetnym źródłem informacji, a źródeł informacji się nie likwiduje, przynajmniej przed przesłuchaniem. Stąd też pojawiła się nawet relacja, że pewien polski żołnierz widział panią Leśniewską w jakimś sowieckim obozie. Jest to również możliwe?.
No i co z czymś takim zrobić? Śmiać się nie ma z czego, bo sprawa jest poważna, pozostaje wzruszyć ramionami, ale tak też nie można, wszak takich opowieści słuchają miliony ludzi i biorą to za dobrą monetę, przecież w telewizji nie mówi się bzdur, takie jest przekonanie. Werdykt z oględzin szczątków generała może to przeciąć (na 99 proc. będzie on potwierdzał wersję oficjalną), ale wtedy zawsze będzie można powiedzieć, że w trumnie nie było gen. Sikorskiego, tylko ktoś inny, a poza tym, jeśli nie będzie śladu kuli, to wiadomo, że ci ze Smiersza udusili go stalowym sznurem. Trudno więc spodziewać się, że konfabulanci zamilkną. Za dużo wysiłku włożyli w stworzenie tych mitów, w które zresztą naprawdę uwierzyli.

No responses yet

Nov 23 2008

Polityka polska czy kaukaska rozróba?

Published by engelgard under Uncategorized

Czy szanującemu się prezydentowi dużego europejskiego państwa z 1000-letnią tradycją uchodzi uganianie się po nocy po kaukaskich bezdrożach, po to tylko, by dać satysfakcję skompromitowanemu przywódcy Gruzji? Czy prezydentowi Polski wypada udawać, że prowadzi jakąś politykę, kiedy tak naprawdę polega to na braniu udziału w rozróbach? Czy prezydentowi Polski wypada traktować historię niczym plastelinę, którą można lepić w zależności od potrzeb? Czy wreszcie prezydent Polski musi na każdym kroku udowadniać, że motorem napędowym jego działań jest wyłącznie niczym nie skrywana, emocjonalna, by nie rzecz obsesyjna, rusofobia? To są pytania retoryczne, tak nie powinien zachowywać się lider nawet mniejszego niż Polska państwa europejskiego. Czy ktoś może sobie np. wyobrazić, by po gruzińskich drogach uganiał się Vaclav Klaus, prezydent Czech? Ja sobie tego wyobrazić nie mogę.
Kiedy Lech Kaczyński po raz pierwszy był na wiecu w Tbilisi obwieścił, że przyjechał tu po to, by podjąć walkę. Teraz pojechał po to, by udowodnić, że Rosjanie, wbrew wierze naiwnych Francuzów, Niemców czy Włochów ? tu są. I ci Rosjanie zaleźli się jak na zawołanie, ba, pan prezent nawet ich słyszał, bo mówili po rosyjsku, tak jakby nie wiedział, że po rosyjsku mówią na Kaukazie wszyscy, łącznie z Czeczenami, o Gruzinach nie wspominając. To rozpoznanie bojem, w stylu jakichś gangów walczących o strefy wpływu, godne prezydenta nie było. Jest to, niestety, kontynuacja polityki gestów, dawania świadectwa i prowokacji. Lech Kaczyński źle się czuje na salonach europejskich, jest tam spięty i wystraszony, woli towarzystwo ?odważnych przywódców? Europy Wschodniej, takich jak Juszczenko i Saakaszvili. Sęk w tym, że taka ?polityka? nikomu na świecie już się nie podoba, a jej protektorzy, by nie powiedzieć architekci, właśnie stracili władzę w Ameryce. Miast dokonać korekty owej ?polityki?, Lech Kaczyński gra dalej, niczym w rosyjskiej ruletce. Gdyby ryzykował sam, pal licho, ale on gra w imieniu państwa polskiego, narażając nas na śmieszność i pogardę. Niestety, racjonalnego wytłumaczenia takiego zachowania nie ma.

No responses yet

Nov 19 2008

Rondo Głupoty Polskiej

Published by engelgard under Uncategorized

Swego czasu radni PiS z Warszawy uraczyli nas Rondem Dudajewa. Wydawać by się mogło, że w festiwalu głupoty był to strzał nie do pokonania, a jednak. Oto, jak donosi ?Dziennik?: ?Wolny Tybet ? taką nazwę może nosić jedno z warszawskich rond. Pomysł jednak muszą poprzeć najpierw miejscy radni. Pomysł nazwy dla ronda wyszedł od radnego dzielnicy Wola z PO Michała Kubiaka. “Warszawiacy, uczestnicząc w manifestacjach w obronie wolnego Tybetu, dali jasny sygnał, że chcą się angażować” ? mówi Kubiak.
czytaj dalej… Jego zdaniem tabliczki z nową nazwą ronda powinny pojawić się już na początku grudnia. Skąd taki pospiech? Otóż 5 grudnia do Polski zawita Dalajlama. Sześć dni później przywódca Tybetańczyków odwiedzi stolicę. Aby ta nazwa mogła oficjalnie funkcjonować, musi się jeszcze na to zgodzić miejska komisja nazewnictwa, a potem Rada Warszawy (?) Rozpatrywany jest pomysł zwołania uroczystej sesji rady miasta 11 grudnia. Jej gościem honorowym byłby właśnie Dalajlama i w jego obecności odbyłoby się ostateczne głosowanie?.
Nie tak dawno premier Donald Tusk był przyjmowany z honorami w Pekinie, a jego wypowiedzi charakteryzowały się wyjątkową trzeźwością sądów. Trudno przypuszczać, by pomysł nazwania jednego z rond w stolicy Polski nazwą Rondo Wolnego Tybetu zachwycił władze chińskie. Nie to jest jednak najważniejsze ? ten kolejny ?wyskok? radnych świadczy o szerzącej się chorobie, którą można nazwać ?polska głupota?. Już mieliśmy różne pomysły, np. zniesienie ulicy Puszkina w jednym z miast na południu Polski, bo ktoś powiedział, że to był agent NKWD, potem ten nieszczęsny Dudajew, a teraz Wolny Tybet. A może by tak Rondo Głupoty Polskiej? To by była PO-PiS-owa akcja, no i osadzona w rzeczywistości.

No responses yet

Nov 16 2008

Nie tylko abp Juliusz Paetz

Published by engelgard under Uncategorized

Jak poinformowała Katolicka Agencja Informacyjna: ?Posłowie PiS zasiadający w sejmowej speckomisji chcą zająć się aferą związaną z byłym metropolitą poznańskim abp. Juliuszem Paetzem. Ich zdaniem, ujawnienie w 2002 roku informacji o molestowaniu arcybiskupa mogło być prowokacją WSI. Niewykluczone, że przed komisję zostanie zaproszony sam hierarcha.
W 2002 roku ?Rzeczpospolita? opublikowała artykuł ?Grzech w pałacu arcybiskupim?, w którym zarzuciła abp. Paetzowi molestowanie kleryków. W efekcie metropolita złożył rezygnację ze swojego stanowiska. Niedawno pojawiły się informacje, że w 2002 roku abp. Juliuszem Paetzem interesowały się Wojskowe Służby Informacyjne. W styczniu napisała o tym ?Rzeczpospolita?, pod koniec października ? ?Nasz Dziennik?. Operacja WSI dotycząca arcybiskupa miała nosić kryptonim ?Anioł?. Według ?Rzeczpospolitej?, WSI duchownego jedynie inwigilowały. ?Nasz Dziennik? twierdzi z kolei, że postawiły sobie za cel kompromitację arcybiskupa, przekazując wybranym dziennikarzom materiały na jego temat. Sprawa operacji o kryptonimie ?Anioł? miała zostać też opisana w aneksie do raportu z weryfikacji WSI, który po dziś dzień nie został opublikowany?.
Wspaniale, mam tylko jedno pytanie ? czy ci sami posłowie PiS zechcą powołać komisję w sprawie innego hierarchy ? abpa Stanisława Wielgusa? Jest wysoce prawdopodobne, że i w tej sprawie mieliśmy do czynienia z działaniami przygotowanymi i nielegalnymi. Ciekawi mnie np. jaka była rola pana prezydenta w jaskrawym naruszeniu konkordatu (ingerencja władzy świeckiej w obsadę najwyższych stanowisk w Kościele), ciekawi mnie na jakiej zasadzie dokumenty wysiekają, jak na zawołanie, z IPN i dostają się w ręce dziennikarzy, którzy na zamówienie rozpoczynają kampanię oszczerstw. Ciekawi mnie dlaczego, kiedy prawnik abpa Wielgusa domagał się przekazania dokumentów sprawy z IPN do sądu lustracyjnego ? IPN czekał trzy miesiące, a red. Tomasz Sakiewicz z ?Gazety Polskiej? dostał je od razu? Ciekawi mnie jaką rolę w spisku odegrały poszczególne środowiska, w tym środowiska ?Frondy? i ?Christianitas?, bo jeśli tak, to one także sprzeniewierzyły się nie tylko konkordatowi, ale i zasadzie posłuszeństwa w Kościele.
W tym kontekście inicjatywa posłów PiS jest niewiarygodna, bo chodzi w niej nie o prawdę i rehabilitację oplutego hierarchy, lecz o polityczny spektakl pod nazwa ?polowanie na WSI?. Z tego punktu widzenia jest to więc ciąg dalszy instrumentalnego wykorzystywania Kościoła do brudnych gierek. Jak trzeba gonić króliczka pod nazwą ?WSI?, to prezentujemy święte oburzenie na krzywdę jaka spotkała Juliusza Paetza, kiedy jednak sami bierzemy udział i linczu na innym hierarsze, to działamy w imię prawdy, sprawiedliwości, no i rzecz jasna w interesie Kościoła. Wydaje mi się także, że nie ma żadnej różnicy między akcją WSI (jeśli była) zdyskredytowania abpa Paetza a akcją PiS-u przeciwko abpowi Wielgusowi. Czyżby posłowie PiS widzieli źdźbło w oku bliźniego, a nie widzieli belki we własnym? Chyba tak.

No responses yet

Nov 15 2008

Z tarczą w nocniku?

Published by engelgard under Uncategorized

Tarcza antyrakietowa w Polsce wisi na włosku. Jeszcze parę miesięcy temu było nie do pomyślenia, by przywódcy państw zachodnich otwarcie krytykowali ten pomysł. Teraz, po klęsce republikanów w USA, robią to jeden po drugim. Najpierw Silvio Berlusconi nazwał tarczę ?antyrosyjska prowokacją?, ale uznano to za kolejny ?wybryk? ekscentrycznego polityka. Kiedy jednak podczas szczytu UE-Rosja w Nicei uczynił to prezydent Francja Nicolas Sarkozy ? sprawa stała się poważna. Sarkozy stwierdził bowiem, że tarcza nie jest Europie potrzebna, że decyzję w tej sprawie podjęło ?kilka krajów Europy? bez żadnych konsultacji z innymi, że Rosjanie nie powinni instalować swoich rakiet w obwodzie kaliningradzkim, a Amerykanie tarczy w Polsce i w Czechach. Francuskiego prezydenta poprał szef Komisji Europejskiej Manuel Barroso. Na razie Niemcy nie wypowiedziały się w tej kwestii, ale prasa nad Renem sugeruje, że Angela Merkel powinna przekonać Baracka Obamę, by porzucił projekt ekipy Busha.
Tak oto, nad tarczą w Redzikowie zawisły ciemne chmury, czym mieszkańcy pewnie się nie martwią, bo w większości są jej przeciwni, tak jak zdecydowana większość Polaków (60 do 24 dla przeciwników tarczy). Nerwowo za to zachowuje się rząd i minister Radosław Sikorski. To nie dziwi, bo okazuje się, że w lecie 2008 roku dał on się zwyczajnie podpuścić i zgodził się ? nagle, bez powodu ? na podpisanie umowy z USA, mimo że wcześniej dzielnie się temu opierał. Dlaczego podpisał? Bo uległ starszakowi gruzińskiemu, uległ psychozie strachu i histerii mediów. Celem operacji Saakaszvilego ?Czyste pole? (czyli ataku na Osetię Płd.) było rzekomo przywrócenie ?porządku konstytucyjnego? na terytorium całej Gruzji. Ale był ponadto cel drugi, ukryty ? wywołanie kryzysu, który miał pomóc gasnącemu kandydatowi republikanów ? McCainowi. Dzisiaj staje się to jasne jak słońce. Już nie tylko Władimir Putin tak twierdzi, zgadzają się z tą tezą także na Zachodzie, by wspomnieć tylko Johna Greya. Plan był taki ? sprowokować Rosję, a następnie wytworzyć stan histerii wobec zagrożenia ?odradzającym się imperium?. Prawie się udało, prawie. Niejako przy okazji plan zakładał wymuszenie na Polsce zgody na tarczę. Tusk przestraszył się, że będzie okrzyczany ?rosyjskim agentem? i zwyczajnie pękł. Teraz widać wyraźnie, że pękać nie musiał, ale wtedy, kiedy Lech Kaczyński szalał w Tbilisi, a sondaże wskazywały, że Polacy są mocno przestraszeni, a nawet popierają szarżę Kaczyńskiego ? uznał, że trzeba ?rozbroić minę?.
Po paru miesiącach sytuacja jest jednak inna ? z Waszyngtonu napływają coraz bardziej sceptyczne głosy na temat tarczy, a Europa głośno już mówi ?nie?. Czesi, którzy ustami rządu wydają wojownicze okrzyki ? też mogą sami się załatwić, bo w ich parlamencie, wobec miażdżącego sukcesu lewicy w wyborach do senatu ? ratyfikacja umowy z USA nie jest pewna. Po co więc było się spieszyć? Jeśli tarcza padnie, to nasz rząd wyjdzie zwyczajnie na durnia.

No responses yet

Nov 06 2008

Od Obamy do Emanuela

Published by engelgard under Uncategorized

Opadł już wyborczy pył w Ameryce i powoli wyłaniać się będzie prawdziwy obraz tego, co się wydarzyło. Sceny jakie widzieliśmy na ekranach telewizorów po ogłoszeniu wyników były charakterystyczne ? w Phoenix, w kwaterze McCaina, biali (ani jednego Murzyna czy Mulata) z przerażeniem patrzyli na wyniki, a w Nowym Jorku szalał różnokolorowy tłum wyborców Obamy. Dwie Ameryki, dwa światy. Coś takiego stało się po zakończeniu wojny secesyjnej, kiedy do miast i miasteczek Południa napłynęli niewychowani przybysze z Północy. To cywilizacyjne zderzenie opisała po mistrzowsku Margareth Mitchell w ?Przeminęło z wiatrem?. Od tej pory Ameryka jest na trwale podzielona, aż dziw bierze, że trwa to tak długo, ponad 140 lat.
Obama nie jest wcale ?wypadkiem przy pracy?, nie jest żadnym fenomenem, a jego wybór ? wbrew pozorom ? nie jest wcale przełomem. Obama zaistniał tylko dlatego, że tego chciał establishment Partii Demokratycznej. Bez tego nawet jego największe talenty nie miałyby żadnego znaczenia. Gdzieś, w centralnym ośrodku władzy, uznano, że Obama będzie dobrym wehikułem, że już można wystawić na pierwszą linię czarnego, bo po Bushu przejdzie każdy kandydat demokratyczny. Dzisiaj powoli odsłania się obraz tego, co dzieje się za plecami Obamy. Madeleine Albright, Zbigniew Brzeziński ? doradcy, a na nr 1 wyrasta Rahm Emanuel, były obywatel Izraela, ponoć ?przyjaciel Polaków?, o którym zmarły Edward Moskal mówił, że nie ma pojęcia o naszej tradycji i o naszych marzeniach. W mediach w Polsce pieje się z zachwytu, że przy Obamie jest ?nasz człowiek?, ale to taki sam ?nasz człowiek? jak np. Daniel Fried, specjalista od spraw polityki wschodniej tak przy rządach demokratów, jak i przy republikanach.
Co to wszystko może oznaczać? Ano to, że politykę zagraniczną USA będą nadal kreować te same ośrodki co od lat. Ci więc, którzy cieszą się z upadku neokonserwatystów mogą się rozczarować ? teraz będzie neokonserwatyzm bez neokonserwatystów. Przypomnę tylko, że w okresie ponoć umiarkowanego i pokojowego Clintona Ameryka przez 78 dni bombardowała kraj w środku Europy ? Serbię, a pani Albright twierdziła, że mając taką wielką armię, jaką mają USA nie można sobie pozwolić, by była ona bezczynna. Różnica między Clintonem a Bushem polegała tylko na tym, że Clinton atakował i bombardował przy zgodzie Europy, a Bush nie. Nie dziwię się więc temu, że np. w Moskwie przyjęto wybór Obamy bez fajerwerków radości, Bush był przynajmniej ?uczciwym człowiekiem?, jak stwierdził Putin, a Obama? Któż to wie, wiadomo za to, kim są i jakie koncepcje mają ludzie, którzy za nim stoją.
Polska może więc być nadal wygodna dla Waszyngtonu w prowadzeniu polityki ?szarpania Rosji?, która to polityka nie ma wiele wspólnego z polskim interesem narodowym, ale jest potrzebna Ameryce. Obym się mylił, ale chyba w tej kwestii niewiele się zmieni.

No responses yet

Nov 05 2008

I kto tu jest bliżej PiS-u?

Published by engelgard under Uncategorized

Ireneusz Fryszkowski na portalu Mysl.pl dziwi się, że ?Myśl Polska? ponoć propaguje byt polityczny, którego nie ma ? czyli ?frakcję narodową w PiS?. Pretekstem do napisania tego polemicznego tekstu jest sonda, w której wzięli udział czytelnicy internetowego wydania ?Myśli Polskiej?. 36 proc. internautów wskazało, że w wyborach do parlamentu europejskiego glosowałoby na ?frakcję narodową w PiS?. W opinii Fryszkowskiego jest to próba kreowania przez nas czegoś, co nie istniej i nie ma szans na sukces.
Po pierwsze, nieprawdą jest twierdzenie, że ?Myśl Polska? propaguje PiS jako alternatywę dla prawdziwego ruchu narodowego. Uważny czytelnik naszego pisma łatwo dostrzeże, że jest wręcz odwrotnie. W bardzo wielu kwestiach, może poza niektórymi gospodarczymi, MP stoi w opozycji programowej do PiS. Wystarczy wymienić polską politykę wschodnią, stosunek do lustracji i dekomunizacji, do PRL, do tradycji endeckiej, do Traktatu Lizbońskiego, do euro itp. itd. Jest natomiast prawdą, że w klubie parlamentarnym PiS są ludzie związani ze środowiskiem MP i Ruchem Ludowo-Narodowym. Jest to rezultat określonej sytuacji politycznej po katastrofie LPR. W moim przekonaniu jest to sytuacja przejściowa. Poza tym, jest też faktem, że w klubie PiS jest grono posłów o nastawaniu narodowym, o czym świadczyło np. głosowanie na temat Traktatu Lizbońskiego. Dopóki więc po stronie narodowej nie powstanie poważna alternatywa polityczna i programowa, taka sytuacja będzie trwać. Póki co ani resztki LPR, ani Naprzód Polsko takiej alternatywy nie stworzyły.
Po drugie, z punktu widzenia czysto ideowego i programowego, to środowisko Mysli.pl jest bliżej PiS-u niż ?Myśl Polska?. Jakie stanowisko zajmuje Mysl.pl w sprawie konfliktu gruzińsko-rosyjskiego? Identyczne jak PiS (vide artykuł Karola Wołka, który mógłby ukazać się z powodzeniem w ?Nowym Państwie? czy ?Gazecie Polskiej?). Jakie jest stanowisko Myśli.pl w sprawie interpretacji najnowszej historii Polski? Takie samo jak PiS-u. Lustracja, dekomunizacja i żołnierze wyklęci ? to jest triada ideowa łącząca Mysl.pl z PiS-em. Red. Fryszkowski dobrze wie, jakie miał kłopoty, kiedy opublikował mój krytyczny tekst o ?Atlasie podziemia niepodległościowego?, w którym wytknąłem absurdy kultu ?żołnierzy wyklętych?. Zrobiłem to z pozycji narodowych a mimo to nie zostało to w ogóle zrozumiane. Takich przykładów jest więcej.
Powstaje więc pytanie zasadnicze ? na jakiej płaszczyźnie ideowej mamy tworzyć alternatywę dla PiS? Na obsesji antyrosyjskiej eurodeputowanego Bogusława Rogalskiego, na obsesji lustracyjnej i dekomunizacyjnej Bogdana Pęka i Mirosława Piotrowskiego? I co w tym towarzystwie robi niewątpliwy narodowiec Sylwester Chruszcz? Czy jest to sytuacja lepsza niż sytuacja pos. Bogusława Kowalskiego, który, przypomnijmy, nie jest członkiem PiS? I po co w ogóle tworzyć alternatywę dla PiS-u, która alternatywą nie jest? Czyż nie lepszy jest oryginał niż kopia? Taka sama choroba trawiła zresztą LPR ? stawała się powoli radykalniejszą odmianą PiS-u, w co jednak wyborcy nie uwierzyli. Czyż nie lepiej było się trzymać idei narodowej w starym dobrym stylu?
Piszę o tym, by wywołać dyskusję o kondycji ruchu narodowego, o jego niebezpiecznym zwrocie w kierunku sprzecznym z tradycją Narodowej Demokracji. Mysl.pl, jak mi się wydawało, miała brać w tym udział.

No responses yet