Dec 30 2008
Ambicje osobiste czy polityka polska?
Wśród kandydatów na stanowisko sekretarza generalnego NATO wymienia się dwóch polskich polityków ? Aleksandra Kwaśniewskiego i Radosława Sikorskiego, przy czym szanse tego ostatniego oceniane są znacznie wyżej. Obaj nie ukrywają, że nową funkcje objęliby bardzo chętnie. Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, bardziej interesujące jest coś zupełnie innego ? jaki wpływ ambicje obu panów miały (w przypadku Kwaśniewskiego) lub mają (Sikorski) na kształt polskiej polityki zagranicznej.
Przypadek Kwaśniewskiego jest szczególny ? on, były członek PRL-owskiego establishmentu wybił się szybko na światowca. Jako prezydent RP miał decydujący wpływ na kreowanie polskiej polityki zagranicznej. To on parł do członkostwa w NATO, a potem w UE, to on zadarł z Rosją i wsparł tzw. pomarańczową rewolucję na Ukrainie i angażował się w koncepcję osaczania Rosji od południa, o Iraku nie wspominając. Lech Kaczyński tylko wyostrzył politykę, którą prowadził już Kwaśniewski. Jako członek NATO i UE wcale tego robić nie musieliśmy, ani czynnie wspierać tzw. prozachodnich ambicji Ukrainy, ani bez zastanowienia rzucać się Amerykanom w objęcia i zgadzać się z nimi we wszystkich kwestiach, nawet bardzo wątpliwych. Inne nowe kraje członkowskie NATO (np. Czechy czy Słowacja) tego nie robiły i nic strasznego się nie stało. Jakie były więc motywy Kwaśniewskiego? Czy czasem nie chodziło o zdanie egzaminu lojalności? Wszak wiadomo, że bez poparcia USA nikt sekretarzem generalnym NATO nie zostanie. Kwaśniewski stał się więc ostentacyjnie proamerykański, bo uznał, że mu to pomoże w uzyskaniu wymarzonego stanowiska. Jego błąd polegał na tym, że stał się zbyt proamerykański.
Pozycja Radka Sikorskiego była i jest zgoła inna. On od samego początku miał opinię wręcz polityka anglosaskiego (by wspomnieć tylko obywatelstwo brytyjskie i żonę, członkinię establishmentu amerykańskiego). Dla niego więc proamerykańskość była ciężarem. Dlatego jako minister spraw zagranicznych RP czyni wiele, by pokazać, że tak nie jest. Nie jest więc tak antyrosyjski jak np. Lech Kaczyński, nie jest też tak ostentacyjnie proukraiński i progruziński, stara się o dobre relacje z Francją i Niemcami. Czy to tylko nowa koncepcja polityczna czy raczej próba przekonania Europy, że wbrew opinii nie jest on ?człowiekiem Amerykanów?, co ? jak się okazuje ? może spalić każdego kandydata. NATO bowiem nie jest całkowicie amerykańskie, takie państwa jak Francja i Niemcy mogą zablokować każdego, kto jest im niewygodny.
Wszystko to skłania do raczej niewesołych konkluzji ? oto bowiem interesy Polski są naginane do ambicji osobistych polityków. Dotyczy to nie tylko Kwaśniewskiego czy Sikorskiego. Tak zachowywał się także np. Bronisław Geremek. Owszem, żyjemy w czasach silnej pozycji instytucji międzynarodowych, ale doprawdy trudno mi sobie wyobrazić polityka francuskiego czy niemieckiego, który zabiegając o stanowisko w takiej instytucji traktowałby interes swojego państwa instrumentalnie. U nas natomiast ma się wrażenie, że jest to normą. Nie znaczy to, by Polacy nie mogli pełnić funkcji w strukturach międzynarodowych, chodzi tylko o to, by interes państwa polskiego nie był tylko kartą w grze o jej zdobycie.