Archive for January, 2009

Jan 31 2009

„Dobry” bolszewik w służbie rusofobii

Published by engelgard under Uncategorized

Nasze „demokratyczne” media wojują z Rosją Putina i Miedwiediewa wszelkimi dostępnymi metodami. Powszechne w użyciu jest kłamstwo, manipulacja, przemilczenie. Każdy dzień przynosi takie przypadki. Czytam np. alarmujący tytuł w „Polsce The Times”, że „Gazprom szantażuje Polskę”, po czym po przeczytaniu tekstu okazuje się, że chodzi o spółkę RosUkrEnergo, którą kieruje przyjaciel prezydenta Juszczenki Dmitri Firtasz. Ta sama gazeta w parę dni potem piórem niejakiego Sadowskiego znowu alarmuje, że „Polska będzie odporniejsza na rosyjski szantaż”. Chodzi rzecz jasna o gaz. Można tylko spytać – jakie szantaż? I kiedy to Polska była mu poddawana? Nie o fakty tu jednak chodzi, a sygnały-klisze do odbiorcy, który nie ma czasu na bawienie się w weryfikowanie manipulacji. Rosja ma się kojarzyć z biciem, szantażem, kłamstwem, militaryzmem, Katyniem, KGB. Z niczym innym.
Media w Polsce popierają oczywiście „demokratyczną” opozycję w Rosji. Jednym z jej pupilów stał się ostatnio niejaki Eduard Limonow. Portal Onet.pl z przerażeniem donosi: „Podczas manifestacji opozycji pod pomnikiem Majakowskiego milicjanci brutalnie pobili znanego w Polsce pisarza, jednego z liderów ruchu “Inna Rosja” Eduarda Limonowa – donosi “Novaja Gazieta”.
Do zdarzenia doszło gdy Limonowow chciał wygłosić kilka słów do zgromadzonych opozycjonistów. Siły milicyjne potraktowały go brutalnie, rzuciły na ziemię, a potem zawlokły do stojącego nieopodal milicyjnego pojazdu (…) Eduard Limonow jest pisarzem, poetą i dziennikarzem. Po okresie emigracji od 1991 roku bierze aktywny udział życiu politycznym. W Polsce znany jest przede wszystkim jako autor książki “To ja, Ediczka”.
Koniec cytatu. W tej „informacji” zabrakło jednego, ale za to bardzo istotnego faktu – że Limonow stoi na czele Partii Narodowo-Bolszewickiej, która wprost nawiązuje ideologicznie do zbrodniczej ideologii bolszewizmu i nazizmu (portal Onet.pl woli użyć kuriozalnego eufemizmu, że Limonow „bierze aktywny udział w życiu politycznym”!). Przemysław Sieradzan we wnikliwym opracowaniu na temat tej partii pisze: „Już w pierwszym punkcie zostaje scharakteryzowany cel partii: jest nim “anihilacja antyludzkiego systemu opartego na trójcy liberalizm/demokracja/kapitalizm i zastąpienie go hierarchicznym, sprawiedliwym społeczeństwie wzniesionym na bazie męstwa duchowego”. Jako wrogów program wskazuje “Wielkiego Szatana USA i jego sojuszników – europejskich globalistów”. Wymienia także “współczesnych bojarów”, czyli biurokrację, “Nowych Rosjan” i kosmopolityczną inteligencję. Jako ostateczny cel do którego dąży partia dokument wskazuje zbudowanie kontynentalnego imperium rozciągającego się “od Władywostoku do Gibraltaru”. Imperium to ma być państwem totalnym, w którym prawa jednostki zostaną podporządkowane prawom społeczności. Partia wzywa do zaprzestania jakichkolwiek kontaktów z USA, Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym (w odniesieniu do państw i instytucji zachodnich użyte są słowa raczej nie nadające się do cytowania!) i postuluje ścisłą współpracę z Azją”.
Sam Limonow (ur. 1943) to typowy awanturnik i anarchista, jest synem oficera NKWD, w latach 70. wyemigrował z ZSRR, wrócił w 1992 r. Od kilku lat obsesyjnie walczy z Putinem i jego „reżimem”. I nagle stał się pupilem wygnanego z Rosji oligarchy żydowskiego pochodzenia Borysa Bierezowskiego, wszedł w skład „demokratycznej opozycji” z groteskowym Garri Kasparowem i całym tabunem liberałów. Jednak dla mediów w Polsce jest to tylko „znany pisarz” i „opozycjonista”. Jeśli w tej sprawie idzie się na takie szwindle, to widać jak na dłoni, że rusofobia granic nie zna. I nie chodzi tu jedynie o obsesję panów redaktorów, to byłoby zbyt proste. W tej sprawie działają, jak mawia prezes PiS, inni szatani.

No responses yet

Jan 26 2009

Trąbka gra do odwrotu

Published by engelgard under Uncategorized

Barack Obama dzwonił dzisiaj do prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i uzgodnił, że wkrótce dojdzie do spotkania obu przywódców. Tego samego dnia zapowiedziano także rychłe wznowienie dialogu NATO-Rosja. Tego właściwie należało się spodziewać. Jeszcze na ładnych parę tygodni przed inauguracją prezydentury Obamy do Moskwy udał się z poufną misją były sekretarz stanu w okresie rządów Nixona i Forda – Henry Kissinger. Jeśli ktoś śledził jego publicystkę w ostatnich latach, to nie może mieć złudzeń po co tam pojechał. Kissinger bardzo ostro krytykował politykę Busha i neokonserwatystów wobec Rosji, uznając ją za całkowicie oderwaną od rzeczywistości i w dodatku sprzeczną z interesami USA. Według niego Ameryka potrzebuje Rosji w walce z terroryzmem, w dialogu z Iranem, w stabilizowaniu sytuacji na świecie.
Sprawy idą bardzo szybko – Obama nawiązał dialog z Miedwiediewem prawie natychmiast po zainstalowaniu się w Białym Domu. Teraz pojedzie do Moskwy Hillary Clinton, a na wiosnę dojdzie do bezpośredniego spotkania przywódców USA i Rosji. Także NATO musi odłożyć szabelką na bok – wojska Sojuszu w Afganistanie są prawie odcięte od zaopatrzenia i tylko Rosja może im realnie pomóc. Co w zamian? Ukraina i Gruzja do lodówki ad calendas graecas, koniec z prowokacjami typu kolorowe rewolucje, koniec z planami tarczy antyrakietowej w Polsce i w Czechach (przynajmniej w tym wydaniu), koniec zimnej wojny w propagandowej. Zdaje się, że sprytna Julia Tymoszenko już zorientowała się o co chodzi – dogadała się z Rosją i zostawiła na placu Juszczenkę z jego banderowską i proamerykańską kamarylą.
Jak na tym tle wygląda Polska? Nieszczególnie, a nawet chyba jeszcze gorzej. Ustępujący prezydent George Bush dzwonił wszędzie, by się pożegnać z przywódcami innych państw, nawet z Grekami. Jakoś nie znalazł czasu, by zadzwonić do Lecha Kaczyńskiego. Chyba nie można tego uznać za przeoczenie? Tak traktuje się kraj, który za friko popiera wielką wojnę USA z Irakiem, wysyła tam za swoje pieniądze tysiące żołnierzy, kupuje za 3,5 mld USD wątpliwej jakości samoloty myśliwskie, daje się wynajmować do prowokacji wobec Rosji. Nowy prezydent USA, jeszcze zanim wygrał, odwiedził Europę skrzętnie omijając Polskę. Pewnie kiedyś i do nas zawita, pewnie także zadzwoni do Lecha Kaczyńskiego, ale miejsce w szyku już nam pokazano.
Już słychać dźwięk trąbki nawołującej Amerykę do odwrotu. Nasz posiłkowy oddział jakby tego nie słyszał, a czas do wycofania się jest krótki. Jeśli tego nie zrobi, wówczas znajdzie się w sytuacji nie tylko groźnej, ale i śmiesznej. Jeśli już nie jest…

No responses yet

Jan 22 2009

„Zasłużeni towarzysze” górą

Published by engelgard under Uncategorized

Przy okazji nominacji Andrzeja Czumy na stanowisko ministra sprawiedliwości dowiedzieliśmy się, że bynajmniej nie kompetencje merytoryczne są dzisiaj kryterium decydującym. Donald Tusk wychwalając Czumę, stwierdził, że „już za jego pokolenia, kiedy młodzi ludzie zaczynali się interesować polityką i opozycją Czuma był wielkim autorytetem, wówczas jako założyciel i lider Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela”. Czuma wie „co to praca fizyczna, emigracja, więzienie i internowanie oraz praworządność i sprawiedliwość”.  Premier przypomniał, że Czuma za swoją działalność opozycyjną dostał jeden z wyższych wyroków w procesach politycznych PRL. A więc, „zasłużony towarzysz”, jak niegdyś mawiali działacze partii przewodniej.
Obóz „Solidarności” od paru ładnych lat  niepokojąco szybko upodabnia się do swojej gnębicielki PZPR. Ostentacyjne kombatanctwo, mitologizacja historii ze wszystkimi negatywami, takimi jak wzajemne walki frakcyjne, podejrzliwość, agentomania, sekciarstwo; wyrzucanie na śmietnik historii wszystkich innych poza sobą, no i poczucie misji dziejowej. Słuchając tych ludzi coraz częściej można dostać mdłości. Owo połączenie sanacyjnego „etosu” IV Brygady z lustrzanym odbiciem nomenklatury PZPR – daje mieszankę, której strawienie nie jest rzeczą przyjemną. Nie dość, że to „pokolenie Solidarności” spycha zwyczajnie nie należnych do niego na margines, to w dodatku wchodzi z butami do świadomości młodego pokolenia, które – nie mając punktu odniesienia – kupuje to albo odrzuca ze wstrętem.
Dochodzi to tego nieznośna indoktrynacja historyczna, coraz bardziej oderwana od tego, co naprawdę się wydarzyło. Zamiast historyków mamy zwyczajnych „strażników pamięci” lub politruków. Parę dni temu hucznie zainaugurował swoja działalność komitet honorowy obchodów 70. rocznicy II wojny światowej. Skład dobierał Władysław Bartoszewski, który uznał, że są tam „prawdziwi kombatanci”, tacy, że „mucha nie siada”. Na 27 członków tego komitetu jest tylko jeden żołnierz z polskich formacji na Wschodzie, reszta to AK i  Siły Zbrojne na Zachodzie. Niemal 10 z tych 27 było w II Korpusie gen. Władysława Andersa. Ten jeden z 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki pełni pewnie rolę listka figowego, jakby ktoś miał pretensje, że skład komitetu jest niereprezentatywny. Zresztą, w jego biogramie podano, że do 1. Dywizji „został wcielony”. Już kiedyś, w latach 50. mieliśmy podział na „prawdziwych” i ”nieprawdziwych” kombatantów. Dzisiaj „nieprawdziwi” stali się „prawdziwymi”, a „prawdziwi” „nieprawdziwymi”. To żenujące widowisko odbywa się w świetle jupiterów i z okrzykami o niepodległości i patriotyzmie. Tak więc np. 1200 poległych żołnierzy 1. Armii Wojska Polskiego w bitwie o Kołobrzeg było „nieprawdziwymi”, a żołnierze II Korpusu „prawdziwymi”. Kołobrzeg jest dzisiaj polskim miastem, a Monte Cassino leży we Włoszech. W obu bitwach ginęli często członkowie tych samych rodzin z Kresów. Wszyscy walczyli o Polskę, ich kwi dzielić nie można.
„Solidarność” głosiła i głosi wielkie hasła, powołuje się na naukę Jana Pawła II, an polską tradycję i wartości chrześcijańskie. W praktyce jest formacją dzielącą Polaków, mającą w swoim wnętrzu spore pokłady nienawiści i małostkowości. PZPR po 1956 skorygowała swój dogmatyczny kurs i wyciągnęła (przynajmniej częściowo) rękę do dawnych wrogów, z czasem uznała np. wysiłek żołnierza Września, uczestników bitwy o Tobruk, Monte Cassino czy Falaise, uznała bohaterstwo powstańców warszawskich. Czekam, kiedy władza solidarnościowa uzna, że pod Lenino, Studziankami, Kołobrzegiem, i w Berlinie – też walczyli Polacy. Póki co jednak mamy epokę „zasłużonych towarzyszy”.

No responses yet

Jan 13 2009

Wojna Firtasza i Juszczenki

Published by engelgard under Uncategorized

Prasa ukraińska nie ma wątpliwości, że główną sprężyną sprawczą obecnego kryzysu gazowego jest prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. Ale nie tylko on, za jego plecami grę prowadzi ukraiński oligarcha Dmitri Firtasz, kierujący firmą pośredniczącą handlem gazem rosyjskim, czyli RosUkrEnergo. Za nimi zaś, jak twierdzą Rosjanie, ale i część ukraińskich mediów – za sznurki pociąga Waszyngton. Obszerne analizy sytuacji zamieściły dwie ukraińskie gazety – „gazeta 2000” i „Ukraińska Pravda”. Możemy się z nich dowiedzieć – jakie jest prawdziwe tło kryzysu.
Okazuje się, że już jesienią 2008 roku prowadząca rozmowy z Rosjanami Julia Tymoszenko doszła do porozumienia, że cena za gaz rosyjski od 1 stycznia 2009 r. będzie wynosić 250 USD za 1000 m sześciennych. Pieniądze na ten cel zostały wpisane do budżetu Ukrainy na rok 2009. Co ciekawe, w tym czasie przedstawiciele prezydenta uważali, że to jest zupełnie niewystarczające, bo cena gazu kupowanego od Rosji będzie wyższa i sięgnie 300-320 USD! Kiedy zbliżał się termin ostatecznej wizyty Tymoszenko w Moskwie (31 grudnia 2008) obóz Juszczenki nagle zmienił zdanie i zaczął głosić, że Ukrainy nie stać na nowe stawki i że powinna żądać od Moskwy ceny… 100 USD za 1000 metrów sześciennych. Kontrakcja prezydenta była ostra – uniemożliwił pani premier wylot do Moskwy, wysyłając tam szefa państwowego Naftohazu -  Olega Dubinę, który nie dostał pełnomocnictw do podpisania wynegocjowanego kontraktu. Dubina zresztą zdradził Tymoszenko i przestał słuchać jej poleceń. W tym czasie, wiedząc, że nie będzie kontraktu – Kijów zawiadomił Rosję, że od 1 stycznia 2009 będzie traktował gaz przesyłany do Europy jako „niewiadomego pochodzenia”, czyli jako „kontrabandę”. Był to klasyczny szantaż, bo zgodnie z podpisaną przez Ukrainę Kartę Energetyczną zobowiązała się ona do bezproblemowego tranzytu gazu z Rosji do państw trzecich. Potem, jak wiadomo, ukraiński sąd gospodarczy unieważnił umowę ukraińsko-rosyjską o tranzycie i zakazał firmie Naftohaz tranzytu gazu z Rosji.
I tu dochodzimy do  sprawy kluczowej – dlaczego Juszczenko poszedł na taką awanturę? Prasa ukraińska uważa, że są dwie przyczyny. Pierwsza to Dmitri Firtasz, związany z rodziną Juszczenki od kilku lat (prywatnym samolotem tego oligarchy Juszczenko latał do USA). Jak się bowiem okazało, Tymoszenko popisała z Rosjanami memorandum, w którym prócz sprawy umowy na gaz, zawarto zapis o WYELIMINOWANIU WSZELKICH POŚREDNIKÓW w handlu gazem między Rosją a Ukrainą. Czyli wyrok zapadł na RosUkrEnergo. Mimo tego, że to Rosja narzuciła Ukrainie tego pośrednika  (Gazprom ma w tej firmie 50 proc. udziałów), teraz z niego zrezygnowała. To był stały postulat Tymoszenko od wielu miesięcy. Posunięcie było słuszne – niejasne powiązania takich firm pośredniczących to zmora współczesnego handlu, to jest jawny instrument korupcyjny. Dodajmy przy okazji, że Polska kupuje gaz z Azji Centralnej od… RosUkrEnergo! Utrzymywanie takich firm w tym sektorze to był błąd Rosji, jednak w obliczu kryzysu oraz żądań Tymoszenko Putin uznał, że czas przeciąć wrzód, tym bardziej, że Firtasz wyraźnie nie grał już z Rosjanami, ale wręcz przeciwnie. I nastąpił w tej rozgrywce jeszcze jeden fakt. W najbardziej decydującym momencie nastąpiła interwencja „strony trzeciej”, jak napisała „Gazeta 2000”, od razu wyjaśniając, że wedle jej informacji chodzi o Waszyngton, który zachęcił Juszczenkę do twardej postawy a Tymoszenko kazał siedzieć cicho. I tak się stało. Rosjanie, ustami wiceprezesa Gazpromu, uznali, że: „Wygląda na to, że Ukraińcy tańczą do muzyki, która nie jest grana w Kijowie, a za granicą”.
Juszczenko dramatycznie walczy o polityczny byt, ma 4 proc. poparcia, a teraz może stracić sponsora. Uznał, że musi walczyć ostro, przedstawić się jako jedyny obrońca niepodległości Ukrainy. Walczy nie tylko z własnej woli – pcha go ku temu banderowskie otoczenie oraz te kręgi w USA, które w niego zainwestowały, nie tylko politycznie. Jest to gra straceńcza, bez szans na sukces – Ukraińcy wiedzą już o tym dobrze.

No responses yet

Jan 09 2009

Axel Springer Propaganda i Ukraina

Published by engelgard under Uncategorized

Na czołówce piątkowego numeru „Faktu” wielki tytuł „Rosja zniewoli Europę”. W środku „wstrząsający” materiał, wedle którego celem Putina wcale nie są ceny gazu, ale władza nad Europą. Plan jest prosty – przy pomocy gazu rzucić na kolana Unię Europejską, zająć zbrojnie Litwę, a potem… wejść do UE i stanąć na jej czele. Ma to się stać w roku 2012. W porannym programie radiowej „trójki” Wojciech Mann pyta stałego komentatora „Faktu” Łukasza Warzechę, czy ten tekst to na poważnie, czy to jest żart. Pan redaktor, niegdyś konserwatysta zbliżony do „Najwyższego Czasu” i „Stańczyka”, człowiek rozumny – duka i próbuje bronić gniota z pierwszej strony, ale widać, że mu trochę głupio. Ale cóż czynić? Pan każe, sługa musi.
„Fakt”, pismo brukowe ze stajni Axel Springer AG, w Niemczech („Bild”) judzi na Polaków, w Polsce „Fakt” judzi na Rosję, a czasem także na Niemców! Cóż za finezja, robienie ludziom wody z mózgu. Czy tylko dla zysku, bez politycznego podtekstu? Żarty. Jak czytamy na stronie internetowej Springera ma on swoje „zasady”, z których zwracają uwagę dwie:  „1) działać na rzecz pojednania Żydów i Niemców oraz popierać podstawowe prawa Izraela. 2) wspierać Sojusz Transatlantycki oraz być solidarnym ze Stanami Zjednoczonymi w ramach wspólnych wartości wolnych narodów”. Hmm, i wszystko jasne. Ta solidarność ze Stanami Zjednoczonymi pachnie mi neokonserwatystami z ich straceńczą strategią osaczania Rosji, rozbijania polityki państw chcących współpracy z Moskwą i judzeniem przeciwko Moskwie nowych państw UE. Taka to jest „nasza wolna prasa” w „niepodległej Polsce”.
Ale „Fakt” nie jest sam, w te sama dutkę dmie polityczny establishment i tabun dziennikarzy i komentatorów. „Rosja jest winna”, „Rosja zakręca kurek”, „Rosja używa broni gazowej”, „Rosja mówi niet, bo niet”. Oczywiście o finezyjnych komentarzach o „pułkowniku KGB” i jego obsesji odbudowy imperium nie wspomnę. A przecież w wolnym kraju mieliśmy mieć ponoć prawo do rzetelnej informacji, a mamy prymitywną indoktrynację w stylu Springer Propaganda. W tym konkretnym przypadku najczęściej pomijane informacje to:
- Ukraina nie zgodziła się na zbliżoną do rynkowej cenę za 1000 m sześciennych rosyjskiego gazu w wysokości 250 USD (rynkowa wynosi 418 USD). W ten sposób od 1 stycznia 2009 r. nie było umowy, na podstawie której Rosja mogłaby dostarczać Ukrainie gaz.
- W ciągu ostatnich 18 lat dzięki preferencyjnej cenie Rosja dotowała gospodarkę Ukrainy na ogólną sumę 47 mld USD!
- Ukraina kupowała w 2008 roku gaz od Rosji po 180 USD, ale na własnym rynku, dla swoich obywateli, sprzedawała po 320 USD. Gigantyczne zarobki na własnych obywatelach inkasuje ukraińska oligarchia i – najprawdopodobniej – obóz Wiktora Juszczenki.
- Ukraina systematycznie od wielu lat kradnie rosyjski gaz wykorzystując fakt, że system tranzytowych rurociągów jest pod jej jedyną kontrolą.
- Po 1 stycznia 2009 Rosja nadal tłoczyła gaz w system rurociągów na Ukrainie przeznaczony dla odbiorców z Europy. Jednak wynajęta przez Gazprom zagraniczna firma stwierdziła, że gazu więcej wpływa na terytorium Ukrainy niż wypływa na granicy ze Słowacją, Węgrami i Rumunią.
- na podstawie umowy o tranzycie z roku 2006 Ukraina zobowiązała się do bezproblemowego tranzytu gazu do Europy bez względu na stosunki rosyjsko-ukraińskie. Umowę oparto na prawie szwedzkim, wyznaczając do arbitrażu sąd w Sztokholmie. Mimo to kijowski sąd gospodarczy unieważnił w trybie ekspresowym, w dniu 5 stycznia, tę umowę, ZAKAZUJĄC firmie Naftohaz tranzytu gazu rosyjskiego do Europy! Dopiero po tym Gazprom przerwał tłoczenie swojego gazu dla Europy.  
Tak wyglądają podstawowe fakty w tej sprawie. Ukraina od dawna przygotowywała się do tego starcia, gromadziła gigantyczne ilości gazu w ogromnych zbiornikach odziedziczonych po ZSRR. Ma zapasy na 45 dni, może więc grać ostro.
Roman Dmowski w książce „Świat powojenny i Polska” (1931), rozważając perspektywę powstania niepodległego państwa ukraińskiego, napisał: „Zbudowana dziś wielka Ukraina nie byłaby w swych kierowniczych żywiołach tak bardzo ukraińska i nie przedstawiałaby na wewnątrz stosunków zdrowych. To byłby naprawdę wrzód na ciele Europy, którego sąsiedztwo byłoby dla nas fatalne. Dla narodu, zwłaszcza dla narodu jak nasz młodego, który musi się jeszcze wychować w swych do swych przeznaczeń, lepiej mieć za sąsiada państwo potężne, choćby nawet bardzo nam obce i bardzo wrogie, niż międzynarodowy dom publiczny”.

No responses yet

Jan 07 2009

Tęsknota za Jamałem II

Published by engelgard under Uncategorized

Minister Radosław Sikorski podczas rozmowy ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem zaproponował, by Moskwa jeszcze raz rozważyła propozycję budowy przez terytorium Polski drugiej nitki gazociągu Jamał-Europa. To propozycja rozsądna, tyle że spóźniona. Kiedy po wybudowaniu pierwszej nitki na początku lat 90. Rosja przymierzyła się do budowy drugiej – w Polsce nastały rządy rusofobów. „Zagrożenie energetyczne” stało się manią prześladowczą kolejnych rządów, no i stało się – ekipa AWS z Jerzym Buzkiem na czele odrzuciła propozycję budowy Jamału II, bo – o zgrozo – rurociąg miał omijać Ukrainę. To zdumiewające stanowisko unaoczniło Rosjanom, że ma do czynienia z państwem niepoważnym. Odrzucić taką propozycję dla jakiejś fantasmagorii! Ale nieufność Moskwy poszła dalej – Polska zaczyna realizować politykę odpychania Rosji od Europy poprzez blokowanie jej możliwości transportu nośników energii na Zachód. Jest bowiem prawdą oczywistą, że nie tylko kraj eksportujący uzależnia sąsiada od swojej ropy czy gazu, ale i odwrotnie – kraj przez terytorium którego transportuje się owe nośniki uzależnia od siebie kraj eksportujący, ze wszystkimi tego konsekwencjami, jak pokazuje kryzys ukraińsko-rosyjski. Nic więc dziwnego, że Rosja powoli dojrzewała do idei budowy rurociągu bałtyckiego, omijającego kraje niepewne.
Powstaje jednak jeszcze jedno pytanie – po co Ukraina i Polska zaczęły się angażować w straceńczą politykę odgradzania Rosji od Europy? Moskwa znalazła i na to wyjaśnienie. Po prostu kraje te stały się wykonawcami poleceń płynących zza Oceanu. W latach 90. amerykańskie koncerny naftowe i gazowe już prawie miały na swoją własność całość gigantycznych złóż ropy i gazu w Rosji. Jak ujawnił w swojej książce o sprawie Litwinienki Alex Goldfarb – George Soros miał już prawie na biurku kontrakt na kupno Gazpromu! I wtedy, za pięć dwunasta do gry weszła ekipa Putina, która zburzyła ten misterny plan. Od tego momentu wszystkie agendy Sorosa, jego przyjaciół i kompanów, w tym Borysa Bierezowskiego – zajęły się dyskredytowaniem Rosji i jej polityki. Z czasem dołączyli neokonserwatyści z ekipy Georga Busha. Ukraina z Wiktorem Juszczenko jako prezydentem stała się wręcz bazą wypadowa tej gry. Za tani rosyjski gaz (także za ten zwyczajnie kradziony) Kijów zaczął realizować politykę, której apogeum był czynny udział w militarnej awanturze gruzińskiej. Było sprawa pewną, że Rosja prędzej czy później powie „dosyć”. Dlaczego tak długo zwlekała? Bo Ukraińcy trzymali i trzymają rękę na systemie przesyłu gazu do Europy (80 proc. rosyjskiego eksportu). Złapał Kozak Tatarzyna. Każda próba zdyscyplinowania Kijowa groziła kryzysem w całej Europie, a wtedy Rosję łatwo oskarżyć o „zakręcanie kurka”. Wreszcie jednak wrzód pękł. Znamienne, że tylko Waszyngton (a właściwie odchodząca ekipa Busha) i prezydent Lech Kaczyński jednoznacznie poparli w tym sporze Ukrainę.
My tę grę też już przegraliśmy, dobrze tylko, że do nas gaz rosyjski płynie nie przez terytorium „naszego strategicznego sojusznika”, tylko przez „wredną” Białoruś Łukaszenki. Tylko dzięki temu mamy go w kuchenkach. Min. Sikorski zachowuje się rozsądnie, ale to chyba nie wystarczy, by Rosja powróciła do pomysłu budowy Jamału II. Przynajmniej na razie.

No responses yet

Jan 03 2009

Kto to napisał?

Published by engelgard under Uncategorized

Mała zagadka dla czytelników mojego bloga. Kto napisał te słowa? Cytuję: „Wkroczenie Rosji do Gruzji było pierwszym militarnym pojawieniem się Rosji poza swoimi granicami od upadku ZSRR. Z Rosją musimy rozmawiać, handlować i dogadywać się. Rosji nie zmienimy, tak jak nie zmienimy Arabii Saudyjskiej czy Chin. Natomiast z Rosją najlepiej rozmawia się z pozycji siły. Dziś tę siłę posiadają tylko Stany Zjednoczone. Operacja rosyjska w Gruzji tylko to podkreśliła. Rosja może nas straszyć rakietami z Kaliningradu, ale Ameryki nie postraszy. Rosyjska blokada portu Poti, bardzo ważnego dla gospodarki Gruzji i planowanych ropociągów z regionu Morza Kaspijskiego, zakończyła się, gdy na pobliskich wodach pojawił się amerykański statek wojenny. Świat zachodni potrzebuje Gruzji i ta mała wojenka umocniła jego tam obecność. Koszty poniosła Gruzja, zarówno utratą Osetii i Abchazji jak i w postaci ofiar w ludziach i w zniszczeniach wojennych”.
Nie, nie Paweł Kowal ani nie Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, także nie Józef Szaniawski czy Stanisław Michalkiewicz. Słowa o potrzebie rozmawiania z Rosją z pozycji siły napisał… prof. Maciej Giertych („Opoka”, grudzień 2008). No i masz babko placek, to my tu wysilamy się, narażamy się broniąc dorobku Jędrzeja i Macieja Giertychów, a pan Maciej jest już po drugiej stronie. Nie tak dawno egzaltowany „działacz endecki” z Norwegii, Władysław Gauza, przekonywał, że ja nie rozumiem stanowiska Jędrzeja Giertycha w sprawie stanu wojennego i płynę z prądem razem z „postkomunistycznymi śmieciami”. Teraz zaś prof. Maciej Giertych wyrzeka się samego siebie i tego co mówił przez dziesiątki lat i płynie z prądem z żydowsko-amerykańskimi neokonserwatystami w rodzaju Roberta Kagana. Tak, teraz to już mnie nic nie zdziwi. Nie wiem tylko po co ta wolta? Czyżby tylko po to, żeby nie odstawać od syna?

No responses yet

Jan 01 2009

Strach przed Czechami

Published by engelgard under Uncategorized

Jak wieść gminna niesie, w Brukseli panuje wielka trwoga, bo od 1 stycznia Unii Europejskiej przewodzą przez pół roku Czesi. Ponoć to już nie nas uznaje się za zakałę ?Europy?, ale właśnie Czechów. Scysja na Hradczanach, kiedy to panowie europosłowie zrugali prezydenta Vaclava Klausa i pouczali go, co ma robić ? to tylko fragment większej całości. Owszem, Klaus od dawna znany jest w Brukseli jako jej wróg, ale z tym zdążono się już oswoić. Gorsze jest to, że cały czeski rząd i większość Czechów do entuzjastów UE też się nie zalicza. Nic więc dziwnego, że głównym celem Pragi jako przewodniczki UE będzie przetrwać ten czas. Nie ma ona ani wielkich planów, ani oczekiwań. Tak naprawdę, nie bardzo wie, co z tym unijnym pasztetem zrobić.
Skąd się bierze ów brak entuzjazmu? Odpowiedź daje historia. Czechy co prawda bardzo szybko stały się częścią Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego (w przeciwieństwie do Polski), ale czuły się tam źle. Taka niemiecka ?Europa? im nie odpowiadała. No i się zbuntowali. 30 lipca 1419 wyrzucili przez okno ratusza praskiego siedmiu katolickich rajców, utożsamianych z ?Europą?. Potem przez ładnych parę lat zaciekle wojowali (wojny husyckie). Znamienne, że jeden z czeskich filmów o wojnach husyckich nosi tytuł ?Przeciwko wszystkim?. I tak było, Czesi nie mieli ani jednego sojusznika (no, może trochę sprzyjał im Władysław Jagiełło), ich ziemie stały się terenem krucjat całego europejskiego rycerstwa (głównie jednak niemieckiego). Co po nich zostało w ich świadomości ? poczucie osamotnienia i obcości. Nic więc dziwnego, że w 200 lat później z okna Zamku Królewskiego na Hradczanach wyrzucili dwóch cesarskich namiestników ? Jarosława Booita z Martinitz i Wilhelma Slavatę ? bo uznali, że są przez cesarza dyskryminowani. Tym razem wojna była krótka, a pod Białą Górą wyginęła czeska szlachta. Jako naród odrodzili się w XIX wieku, ale poczucie samotności nie minęło. Wystarczy przeczytać ?Przygody dzielnego wojaka Szwejka?. Przecież autor tego dzieła, Jarosław Haszek, szydzi w nim ze wszystkich. Polacy to niechluje i prymitywy, Węgrzy gwałtownicy, Austriacy i Niemcy to zwyczajni tępacy, no może trochę lepsi są Rosjanie, ale tylko dlatego, że ich nie ma w pobliżu. A potem? Monachium 1938 i znowu cała Europa jest przeciwko Czechom, zdradza ich, zostawia sam na sam z paranoikiem Hitlerem.
Tak, historia jest jednoznaczna ? Czesi lubią samotność i nikomu nie ufają. Nie rozbijają się, tak jak my po całym świecie, nie uprawiają żebractwa i masochizmu. Siedzą w swoich piwiarniach, jedzą parówki i jest im dobrze we własnym sosie. A tu jakaś Unia, jakieś uniwersalizmy, jakaś urawniłowka. To nie dla nich. Owszem, to już nie te czasy, kiedy można wyrzucić przez okno takiego np. Daniela Cohn-Bendita, ale przecież można to wszystko przeczekać przy piwie i parówkach. I pewnie tak zrobią ? i bardzo dobrze.

No responses yet