Archive for September, 2009

Sep 29 2009

Nazistowskie „zbrodnie” i rosyjskie „ludobójstwo”

Published by engelgard under Uncategorized

Intensywna praca naszych nowych „inżynierów dusz” daje zadziwiające owoce. Oto instytucje państwa (IPN, prezydent RP i po części Sejm) orzekły, że w Katyniu miało miejsce ludobójstwo (często dodaje się, że rosyjskie). Tymczasem mało kto zauważył, że prawdziwe ludobójstwo dokonane przez Niemcy hitlerowskie jest u nas kwalifikowane jako „zbrodnia”. Zapomina się też o liczbach. Nawet IPN po „wnikliwych badaniach” orzekł, że Polska straciła podczas II wojny światowej 5,6-5,8 mln obywateli, z czego Niemcy mają „na koncie” ok. 5,5 mln (3 mln Żydów i 2,5 mln Polaków), a ZSRR ok. 150 tys. Ciekawe, że IPN nie podał jako polskich strat wojennych ofiar UPA, liczonych na ok. 120 tys. zabitych. Ot, takie niedopatrzenie. Z tych cyfr wynika, że ofiary ogromnej machiny terroru ZSRR dają prawie tyle samo ofiar co zbrodnia UPA! Jakoś jednak nikt nie pali się u nas, by wyczyny UPA nazwać ludobójstwem.
Nie to jest jednak najbardziej bulwersujące. Okazuje się bowiem, że 5,5 mln ofiar III Rzeszy to nie jest ludobójstwo, tylko „zbrodnia”. Oto jak – wedle obowiązującego prawa – klasyfikuje się te zbrodnie. Podaję definicję „zbrodni hitlerowskich”:

„Zbrodnie hitlerowskie w Polsce 1939-1945, zbrodnie dokonywane w Polsce w okresie II wojny światowej przez instytucje, organy państwowe i organizacje III Rzeszy oraz partię narodowosocjalistyczną NSDAP w celu likwidacji państwa polskiego i wyniszczenia narodu polskiego, uznanego za małowartościowy”.

I dalej o „zbrodniach nazistowskich”:
„Zbrodnia nazistowska (w rozumieniu ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu) – czyn popełniony przez funkcjonariuszy publicznych III Rzeszy Niemieckiej (1933-1945), albo przez nich inspirowany lub tolerowany, będący zbrodnią przeciwko ludzkości (…) Czyn ten, stanowiący według prawa międzynarodowego zbrodnię przeciwko pokojowi, zbrodnię przeciwko ludzkości lub zbrodnię wojenną, nie ulega przedawnieniu.
W polskim prawodawstwie termin “zbrodnia nazistowska” został wprowadzony 1998 w ustawie o IPN-KŚZpNP (ustawa z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu). W nowelizacji ustawy z dnia 5 marca 1999, przeprowadzonej przez Sejm RP, rozszerzono zakres przestępstw określonych prawem międzynarodowym które nie ulegają przedawnieniu (poprzednio w ustawie z 6 kwietnia 1984 określone jako “zbrodnie hitlerowskie, stalinowskie i inne przestępstwa stanowiące według prawa międzynarodowego zbrodnie wojenne lub zbrodnie przeciwko ludzkości”) o “zbrodnie nazistowskie, komunistyczne oraz przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne”.
W ustawie z 18 grudnia 1998 o IPN-KŚZpNP, termin “zbrodnia nazistowska” zastąpił poprzednio funkcjonujący termin “zbrodnia hitlerowska”, określony w ustawie z 1984 o IPN-GKBZpNP (ustawa z dnia 6 kwietnia 1984 o Instytucie Pamięci Narodowej – Główna Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu)”. W jednej z definicji podaje się co prawda, że są to zbrodnie ludobójstwa w świetle definicji z 1948 roku, ale wedle prawa międzynarodowego są to nadal wyłącznie zbrodnie „przeciwko pokojowi, zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne”.

W ten sposób doszliśmy do absurdu – wymordowanie masowe, milionowe, ponad 5 mln obywateli polskich jest w prawodawstwie polskim „zbrodnią”, a Katyń (i inne miejsca), gdzie zginęło 22 tys. osób to „ludobójstwo”. Można powiedzieć, że jest to skandal, szyderstwo historii. Słowo „ludobójstwo” ma zdecydowanie bardziej „mocne” i jednoznaczne znaczenie niż słowo „zbrodnia”.  Takie oto zacieranie proporcji i przenoszenie win tylko na jedną stronę biorącą udział w II wojnie światowej (dodajmy, po 1941 roku tragicznie doświadczoną – ok. 22-27 mln ofiar) – jest zwyczajnym manipulowaniem historią, co tak często zarzucamy innym. Wielu ludzi w Polsce zaczyna wierzyć, że II wojna światowa wybuchła nie 1 a 17 września i że to Sowieci wymordowali miliony. Tylko patrzeć, a będzie się nas przekonywać, że Niemcy 1 września weszli w granice Polski, by nas ratować przed „sowieckim zalewem”. Jesteśmy już bardzo blisko tego wiekopomnego odkrycia.

No responses yet

Sep 21 2009

Opinie Lecha Kaczyńskiego są haniebne

Published by engelgard under Uncategorized

Prof. Andrzej de Lazari jest szanowanym rusycystą, profesorem na Uniwersytecie Łódzkim. Jego teksty są zawsze spokojne i wyważone. Ale tekst w najnowszym numerze „Rzeczpospolitej” (wyd. internetowe, 21.09.2009) jest inny. Poświecony jest historiozoficznym dywagacjom prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Widać, że profesor tym razem nie zdzierżył. Oto fragment tekstu: 

 „Kto Lechowi Kaczyńskiemu wstawił do przemówienia na Westerplatte szowinizm jako przyczynę zbrodni katyńskiej? Czyj szowinizm? Gruzinów – Stalina i Berii? Ukraińców – Chruszczowa i Breżniewa? A może wcześniejszy nieco – Dzierżyńskiego i Mienżyńskiego? W młodości co prawda na podwórku dowcipkowaliśmy sobie, że Dzierżyński był największym patriotą polskim, bo najwięcej Rusków wymordował, jednak do głowy nikomu nie przyszło, by „beznarodowych” komunistów oskarżać o szowinizm rosyjski. Bo to przecież o nim zapewne myślał nasz prezydent?
Największym złem, czynionym stosunkom polsko-rosyjskim przez wielu naszych polityków i dziennikarzy wszelkiej partyjności, jest utożsamianie rosyjskości z komunizmem. Lech Kaczyński poszedł tu niestety jeszcze dalej. Mówiąc o zbrodni katyńskiej: „to nie komunizm, to szowinizm” – nieświadomie wybielił, usprawiedliwił komunizm, zrzucając pośrednio całą winę na Rosjan. To nieodpowiedzialne, moim zdaniem wręcz haniebne.
Czy naszego prezydenta krew nie zalewa, gdy ktoś na Zachodzie mówi o „polskich obozach koncentracyjnych” i oskarża nas o szowinizm i antysemityzm? A co Lech Kaczyński sam czyni? Najwięcej w sowieckich obozach koncentracyjnych zginęło Rosjan – miliony. I winien temu ma być ich szowinizm? Panie prezydencie – kubeł zimnej wody na głowy pana doradców. Nienawiść nie jest dobrym konsultantem”.
Przez całe miesiące polscy politycy, publicyści i naukowcy byli zahipnotyzowani pseudopatriotyczną kanonadą w wykonaniu Lecha Kaczyńskiego i PiS. Wydaje się wszakże, że pewne granice zostały przekroczone i pojawiają się coraz częstsze głosy sprzeciwu i oburzenia. Prymitywna rusofobia, naginanie historii, podwójne standardy – to kompromitacja, to coś uwłaczającego polskiej godności, godności narodu, który ma 1000-letnią tradycję. Taki naród nie może sobie pozwolić na odruchy niczym prymitywne ludy lub narody nie mające tradycji państwowej i szukające w historii protez ideologicznych (vide: Ukraina).
Wiadomo, że w tym procederze biorą udział polskojęzyczne media, np. tabloidy Axela Springera szczujące w wersji polskiej na Rosję, a w wersji rosyjskojęzycznej na Polskę. Media zajmują się „psuciem” opinii o Rosji od wielu lat, można by na ten temat napisać już pracę doktorską. Efekty już mamy – nieraz młodzi ludzie, którzy na oczy nie widzieli Rosji i Rosjan – prezentują agresywną rusofobię połączoną z niezwykle prymitywizm spojrzeniem na historię i patriotyzm.
Prof. Andrzej de Lazari uważa, że jedną z przyczyn napędzających tę spiralę jest nienawiść.  A nienawiść to jest śmierć polityki, to jest droga ku zagładzie. Kiedy czytam niemal co dzień te bzdurne, pełne jadu publikacje – to zaczynam lepiej rozumieć klęski, jakie ponosiliśmy od końca XVIII wieku, zaczynam, rozumieć ten amok irracjonalizmu, który pchał nas ku szaleństwom. I zaczynam dobrze rozumieć, dlaczego w pewnym momencie tak ostro przeciwstawił się temu Roman Dmowski, sam w młodości romantyk i do pewnego stopnia rusofob. Różnica między tamtymi czasy a obecnymi polega tylko na tym, że dzisiaj można uprawiać te harce i kultywować głupotę bez strasznych konsekwencji dla Rzeczypospolitej. Choć z drugiej strony trzeba dmuchać na zimne – licho nie śpi.

No responses yet

Sep 17 2009

Kto jest beneficjentem 17 września?

Published by engelgard under Uncategorized

Bynajmniej nie Rosja. W hurrapatriotycznym zadęciu zdajemy się zapominać, że w dłuższym przedziale czasowym beneficjentami paktu Ribbentrop-Mołotow były i są: Litwa, Białoruś i Ukraina. Jakoś nie słychać, by w tych krajach lano razem z nami krokodyle łzy – na Białorusi i Ukrainie 17 września to „dni zjednoczenia”, a Litwini siedzą cicho, bez Ribbentropa i Mołotowa nigdy by nie dostali Wilna, a tak to je mieli  już w 1940 roku – od Sowietów! Rosja nie ma dzisiaj ani piędzi ziemi, które zajął ZSRS w 1939 roku – te ziemie mają nasi „partnerzy strategiczni”. Owszem, ponarzekają na terror NKWD, ale żeby potępiać terytorialne następstwa 17 września – to już nie.
U nas na ten temat milczy się od lat, bo to jakoś nie pasuje do histerycznie antyrosyjskiej otoczki tej rocznicy. Prezydent mówi o „wielkoruskim szowinizmie”, co jest kompletną bzdurą, zważywszy, że ówczesne Biuro Polityczne WKP (b) składało się głównie z Gruzinów (sic!) i Żydów. Co pan prezydent powie na to, że wnuk Josifa Dżugaszwilego wniósł pozew do sądu w Moskwie o zniesławienie jego dziadka w związku z Katyniem. Wnuk mieszka w Gruzji! Przy najbliższej okazji Lech Kaczyński może z nim sobie pogawędzić o „wielkoruskim szowinizmie”.
Ale wracajmy do tematu. Problem 17 września polega na tym, że praktycznie cały świat, w tym nasi zachodni sojusznicy – zaakceptowali owe „przekształcenia” terytorialne, o których mówił tajny protokół paktu niemiecko-sowieckiego. Winston Churchill był wręcz zachwycony nową linią graniczną, bo dawała szansę na konflikt między Niemcami a Rosją. Jak wynika z najnowszych badań, Brytyjczycy dali Moskwie do zrozumienia, że akceptują zdobycze terytorialne ZSRS, a brytyjskie gwarancje dla Polski dotyczą wyłącznie granicy polsko-niemieckiej. Wszystkie tajne raporty wywiadu brytyjskiego z lat 1939-1941 mówiły o słuszności zajęcia przez Rosję ziem dawnego Imperium Romanowych! Kresy były stracone już w 1939 roku, nie było szansy na ich utrzymanie, bo nikt nas w tej kwestii nie popierał. Zresztą uznanie granicy ryskiej przez mocarstwa zachodnie w 1923 roku było tylko uznaniem faktów dokonanych, w opinii polityków zachodnich te ziemie się nam nie należały. Niebezpieczeństwo polegało na tym, że przyszła Polska mogła być znowu kadłubowa, w granicach dawnego Królestwa Kongresowego. Jednak Churchill i Stalin (w końcu 1943 r.) postanowili inaczej – Polska miała być przesunięta na Zachód i dostać ziemie po Niemcach, po Odrę.
Nie pojmuję, dlaczego u nas się o tym w ogóle nie mówi. Prawda jest brutalna – przeciwko Polsce na Kresach wystąpiły zgodnie wszystkie inne narodowości: Litwini, Żydzi, Ukraińcy i Białorusini. To było straszne doświadczenie, ale nie wolno o tym zapominać i koncentrować się wyłącznie na opisach zbrodni sowieckich. Takie rocznice powinny służyć nie tylko oddaniu hołdu poległym, ale i ogólniejszej refleksji. Jednak tej refleksji nie ma – nawet ludzie inteligentni powtarzają niczym mantrę kupę sloganów i formułek, które nic nie wnoszą. Ta rocznica przekształca się powoli w trudne do zniesienia misterium polskiego mesjanizmu, w którym wykorzystuje się wizerunek Polski na krzyżu (Polska mesjaszem narodów), w czym widać echo romantycznych szaleństw rodem z XIX wieku. Tak nie można wychować normalnego narodu, bo większa jego część odwraca się od tego z odrazą, popadając w nihilizm, a mniejsza część żyje niczym w malignie.

2 responses so far

Sep 16 2009

Taniec na grobach…

Published by engelgard under Uncategorized

Prawda, chodzi tylko o prawdę, chcemy dobrych stosunków z Rosją, ale opartych na prawdzie – takie zaklęcia słyszymy prawie codziennie z ust tych polityków, którzy z Katynia uczynili wygodny oręż w walce politycznej. Fałsz i obłuda biją w oczy od samego początku, i tylko ktoś bardzo naiwny uwierzy, że ta „troska o polską tożsamość” jest jedynym motywem działania obozu histerii narodowej.
Jarosław Kaczyński pośrednio ujawnił prawdziwe intencje „świętego oburzenia przeciwko fałszowaniu historii” i „negacjonizmowi” (już przejmujemy nomenklaturę żydowską odnosząca się do holocaustu). W wywiadzie dla Polskiego Radia I (16.09.2009, godz. 7.15) powiedział, że on i prezydent nie mogą zgodzić się na korektę polskiej polityki wschodniej zarysowanej w artykule Radosława Sikorskiego w „Gazecie Wyborczej”. Przypomnijmy, że Sikorski zakwestionował, upraszczając, mocarstwową „linię jagiellońską” jako anachronizm i postulował ułożenie dobrych stosunków na linii Berlin-Warszawa-Moskwa. Kaczyński tak o tym mówi: „I jednocześnie polska reakcja, a w szczególności niebywały zupełnie artykuł pana Sikorskiego, to było stwierdzenie, że Polska się na to zgadza, że Polska spełnia rosyjskie warunki i wycofuje się z czynnej polityki na terytorium dawnego Związku Sowieckiego, a więc na Ukrainie, w krajach nadbałtyckich, w Gruzji, w jakiejś mierze także Białorusi, i jednocześnie jakby przyjmuje do wiadomości tę koncepcję funkcjonowania, która podważa naszą podmiotowość (…) To jest w gruncie rzeczy polityka minimalizmu, rezygnacji, polityka, która – pisano już o tym – była w innej wersji można powiedzieć jeszcze dalej idącej, proponowana przez to samo środowisko, które dzisiaj kieruje Platformą, a poprzez Platformę także polskim rządem, jeszcze na początku lat 90. (…) Czyli krótko mówiąc co? Kondominium niemiecko–rosyjskie, strefa zamieszkiwania Polaków, a nie żadne państwo. Więc my się z tym radykalnie nie zgadzamy”.
W tej sytuacji Katyń jest tylko narzędziem do zaatakowania zarysowanej przez Sikorskiego koncepcji polityki zagranicznej. Prezes PiS w swój ulubiony sposób stawia wszystko na ostrzu noża: albo suwerenne państwo albo „strefa zamieszkiwana przez Polaków”? Kto na tak zadane pytanie odpowie, że „strefa”? Nikt. Mniejsza o to, że jest to pytanie demagogiczne, ważne, że polaryzujemy opinię. W tym momencie w sukurs przychodzi prezesowi Stefan Niesiołowski, który wypala, że „Katyń to nie ludobójstwo”. No i PiS znowu stawia pytanie w rodzaju „być albo nie być”: czy jesteś z a tym, że Katyń to ludobójstwo czy jesteś antynarodowym zaprzańcem i negacjonistą? No i kto odpowie, że jest zaprzańcem? I jak na zawołanie 61 proc. respondentów „Rzeczpospolitej” odpowiada, że Katyń to ludobójstwo a nie zbrodnia wojenna. Wiadomo, że spór taki nie ma sensu i że bliżsi prawdy są ci, którzy kwalifikują Katyń jako zbrodnię wojenną – chodzi jednak o coś innego, o coraz wyższe zawieszanie patriotycznej poprzeczki, tak wysoko, żeby ją przeskoczył tylko PiS. Opór pacyfikuje się szybko – jak tylko prezes Federacji Rodzin Katyńskich oburzony kampanią polityczną sprzeciwił się graniu ofiarami mordu i nazwał go mianem zbrodni wojennej – w prezydenckim pałacu natychmiast pojawiała się pani Łojek i zdyskredytowała prezesa, a usłużna „Gazeta Polska” ujawniła, że pan prezes był zarejestrowany jako TW i w dodatku był paxowcem. Wszystko jasne? Jak słońce.
„Operacja Katyń” miała więc na celu: po pierwsze, rzucenie liny ratunkowej prezydentowi, który przegrał pojedynek z premierem na Westerplatte; po drugie, rzucenie liny „przyjaciołom ukraińskim” zaniepokojonym coraz bardziej krytycznym nastawieniem Polaków do Ukrainy i UPA (przedstawiciel PiS, kiedy Jarosław Kalinowski kilka miesięcy temu walczył o uchwałę potępiającą zbrodnie UPA milczał jak zaklęty na posiedzeniach konwentu seniorów); po trzecie, zatrzymanie procesu normalizacji stosunków polsko-rosyjskich poprzez kampanię permanentnej prowokacji; i po czwarte, zatrzymanie procesu zmiany polityki wschodniej RP poprzez podtrzymanie skompromitowanej linii „osaczania” Rosji przy pomocy trupów politycznych – Juszczenki i Saakaszwilego.
Pozostaje tylko jedno pytanie – czy naprawdę w tym celu trzeba grać ofiarami zbrodni katyńskiej? Czy nie nadszedł już czas, by dać spokój duszom zamordowanych? Czy nie jest już czas, by zaprzestać upokarzających widowisk pod obłudnym hasłem „my chcemy tylko prawdy”?

One response so far

Sep 09 2009

20 : 0 dla Juszczenki

Published by engelgard under Uncategorized

Jak poinformowały media, prezydent Lech Kaczyński spotkał się aż 20 razy z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenko! W tym samym czasie nie spotkał się z prezydentem Rosji (najpierw Putinem, a obecnie z Miedwiediewiem) ani razu. To swego rodzaju rekord, tyle że nie skuteczności czy rozwagi, ale zacietrzewienia i niekompetencji. W kampanii wyborczej Kaczyński obiecywał poprawę stosunków z Rosją, szybko jednak zrezygnował z tego postulatu na rzecz jakiś mitycznych bitew, szturchańców i połajanek. Dwa razy tylko otarł się o Putina – raz w Helsinkach podczas jakiegoś szczytu europejskiego i ostatnio na Westerplatte. Za każdym razem nasz prezydent zaciskał pięści, srożył miny i unikał jakiegokolwiek bliższego kontaktu. Jest to zachowanie, które – powiedzmy to sobie szczerze – nie ma precedensu w praktyce dyplomatycznej. Naraża ono Polskę na śmieszność i pogardę poważnych państw europejskich.
Lech Kaczyński uważa się za historyka, ale nim nie jest. Jego wizja historii jest infantylna i tendencyjna. Nie to jest jednak najgorsze, najgorsze jest to, że historię używa do politycznej gry (raczej gierki) a tragedie sprzed lat, w  tym ofiary, polskie ofiary – są piłkami w tej grze. Prezydent nazwał na Westerplatte Katyń mianem ludobójstwa, jednak nigdy nie przeszło mu przez gardło nazwanie tym terminem zbrodni dokonanej przez OUN-UPA. Jeśli ludobójstwem jest zabicie strzałem w tył głowy 20 tysięcy oficerów Wojska Polskiego, to dlaczego nie jest nim zabicie przez sotnie UPA 120 tysięcy Polaków na Wołyniu i Podolu? Mordowanych – dodajmy – od kołyski po starców.  Ta dwoistość spojrzenia kompromituje Lecha Kaczyńskiego, czyniąc jego tak zachwalane „bitwy o prawdę” zwyczajną rozróbą. Albowiem – jak widać – nie o prawdę tu chodzi, tylko o realizację chorej koncepcji geopolitycznej, już całkowicie skompromitowanej.
Prezydent RP oburzył się na to, że jakiś rosyjski pismak nazwał Józefa Becka „agentem niemieckim”, ale był to tylko pismak, tymczasem nie oburza go wcale, że jego przyjaciel Wiktor Juszczenko, prezydent Ukrainy,  chce nadać tytuł „bohatera Ukrainy” katowi Polaków Romanowi Szuchewyczowi a mówi się też o nadaniu Akademii Służby Bezpeky imienia tego samego zbrodniarza. W Rosji Putin nie chce nadawać tytułu bohatera tego kraju Berii czy Stalinowi, nie buduje pomników NKWD, Rosja uznała mord w Katyniu za zbrodnię stalinowską – to jednak prezydentowi RP nie wystarcza. Jego wrażliwość na kwestię dumy narodowej jakoś dziwnie nie cierpi, kiedy na Ukrainie stawiane są pomniki Bandery, Szuchewycza, Klaczkiwskiego czy SS Galizien. Nigdy nie zaprotestował, nigdy nie zganił swojego „towarzysza broni”, który to wszystko wspiera.
Historyczne harce ośrodka prezydenckiego uderzają też w polskie mity narodowe, w polską wrażliwość i dumę. Na monecie wydanej przez Narodowy Bank Polski poświęconej Westerplatte zabrakło… mjr. Henryka Sucharskiego. Media twierdzą, że to podszepty prezydenta sprawiły, że legendarny polski dowódca nie znalazł uznania i ustąpił miejsca kpt. Franciszkowi Dąbrowskiemu, który ponoć dowodził wbrew Sucharskiemu, bo ten chciał się wcześniej poddać, bo wiedział, że pomoc nie nadejdzie. Postawy straceńcze są bliższe prezydentowi. Ciekawi mnie tylko jedno – skoro wykasowało się z pamięci Sucharskiego, bo rzekomo nie dowodził w kluczowym momencie bitwy, to czy prezydent wykasuje przy okazji 90. rocznicy Bitwy Warszawskiej Józefa Piłsudskiego, który naprawdę nie dowodził w kluczowym momencie batalii w 1920 roku i w dodatku się załamał, a bitwę przeprowadził gen. Tadeusz Rozwadowski? Pytanie retoryczne – prezydent stosuje swoje zasady wybiórczo, ma podwójną optykę i stosuje podwójne standardy. Tylko po co to zadęcie i wmawianie ogółowi, że chodzi o honor, prawdę i dumę?

No responses yet

Sep 01 2009

Tę partię wygrał Tusk

Published by engelgard under Uncategorized

Polityka międzynarodowa jest trudną materią, wymagającą profesjonalizmu i taktu. Mówienie na oficjalnych spotkaniach z przywódcami czołowych państw europejskich wszystkiego co się myśli, folgowanie własnym, niepohamowanym namiętnościom – jest karygodnym błędem. Niestety, prezydent Lech Kaczyński tak właśnie postępuje. Jego przemówienia na Westerplatte nie były wystąpieniami prezydenta RP, to były wystąpienia agitatora. W ten sposób nie przemawia się na takich uroczystościach. Kaczyński sam, z własnej woli, oddał pole Donaldowi Tuskowi – bo to Tusk mówił jak prezydent państwa. Tusk wiedział, że Lech Kaczyński nie wytrzyma i „wygranie” i chętnie zgodził się na podział ról – pan prezydent będzie mówił o przeszłości, a ja o przyszłości. W ten sposób zastawił na Kaczyńskiego pułapkę – bowiem naród zobaczył raz jeszcze, że Kaczyński nie jest zdolny do racjonalnego myślenia i racjonalnego zachowania – a Tusk jest.
W kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich była to – ze strony premiera – mistrzowska rozgrywka. Bo to Tusk ściągnął do Gdańska ponad 30 ważnych polityków z Europy – ściągnął nawet Putina, który – teoretycznie –powinien nie przyjechać, biorąc pod uwagę fakt, że polskie media i wielu polityków zrobiły z Rosji głównego odpowiedzialnego za wybuch wojny, a 1 września obchodzony jest tak, jakby to był 17 września. Putin mógł bez żadnego ryzyka zrezygnować z przyjazdu, i w Rosji, i na świecie nikt by się temu nie dziwił. A jednak przyjechał – by pokazać między innymi to, że z obecnym rządem da się rozmawiać. Był to m.in. sygnał do polskiej opinii publicznej, zmęczonej rusofobią – patrzcie, to jest mój partner polityczny, z którym będę rozmawiał, on może być waszym prezydentem. I Tusk to także zrozumiał – bo tak naprawdę przyjazd Putina to wielki sukces premiera. Tym bardziej, że media uczyniły z Putina postać centralną tych uroczystości. Nie Merkel, nie Fillon, nie Berlusconi, nie Tymszoneko, nie Milliband – ale właśnie on – Władimir Władimirowicz Putin. A Tusk grę podjął – zaprosił Putina na molo, z nim prowadził najważniejsze rozmowy, i jasno zdystansował się od filozofii politycznej prezydenta, który z historii (w ujęciu antyrosyjskim) uczynił centralny punkt swojej polityki.
Tymczasem politycy PiS – Paweł Kowal czy Karol Karski – próbują przekonywać, że oto mamy wielką klapę, a tylko prezydent „uratował honor Polski”. Nie wiem, czy to jest stanowisko całego PiS, ale wydaje się, że tak. Oznacza to, że partia ta nie wyciąga wniosków. Grzęznąc w koleiny rusofobii, coraz bardziej groteskowej i nie akceptowanej przez większość Polaków, a nawet przez zwolenników PiS – samo sobie szkodzi. Nikt rozsądny nie będzie chciał, by Polską rządziła formacja, która nie potrafi prowadzić elementarnego dialogu z wielkim państwem i naszym sąsiadem, jaki jest Rosja, formacja, której symbol, jakim jest prezydent – kojarzony jest z międzynarodowym awanturnictwem i zacietrzewieniem.

No responses yet