Archive for December, 2009

Dec 22 2009

Stara paka znowu razem?

Published by engelgard under Uncategorized

Mimo wszystko to była duża niespodzianka – widok bratających się Aleksandra Kwaśniewskiego z Leszkiem Millerem i Józefem Oleksym był jeszcze do niedawna trudny do wyobrażenia. Jak wiadomo, przez wiele lat Kwaśniewski ciężko pracował, by SLD zniszczyć lub go przejąć na rzecz budowy tzw. nowej lewicy, nie „obciążonej” PRL-em i „betonem”, lewicy „nowoczesnej” i „europejskiej”. W wyniku tej pracy SLD dotknięty został typowo prawicowym paraliżem i serią podziałów, w które wcześniej nikt nie wierzył. Plan Kwaśniewskiego był jasny – zrobić wszystko, by tzw. reformatorskie skrzyło SLD połączyło się z elitami UD/UW. Były rozłamy (fronda Marka Borowskiego i SdPl), był LiD, było przeforsowanie kandydatury Wojciecha Olejniczaka na szefa SLD i wyrzucenie z partii Oleksego i Millera. Wszystko na nic. Te gry w ogóle nie zwiększyły potencjału lewicy, spychały ją na pozycje skrajne – ku mniejszościom seksualnym, szalonym ekologom i lewakom.
Powrót Kwaśniewskiego na stare śmiecie, razem z Oleksym i Millerem – jest sygnałem, że czas eksperymentów się skończył. Już po ostrej wypowiedzi Kwaśniewskiego w TVN w obronie Wojciecha Jaruzelskiego można było przypuszczać, że coś pękło, coś się skończyło. Władysław Frasyniuk oznajmił po tym, że z Kwaśniewskiego wyszedł „mały komuszek”, a były prezydent mógł sobie pomyśleć (choć tego nie odważył się wyrazić głośno), że Frasyniuk jest nadal zwyczajnym „solidaruchem”.
Wbrew komentarzom mediów, że konwencja SLD to tylko „kabaret” i nic znaczącego – uznać wypada, że powrót do źródeł i koniec poszukiwania kamienia filozoficznego – jest wydarzeniem politycznie znaczącym. Elektorat SLD nie akceptował bowiem szaleństw „modernizacyjnych”. Elektorat SLD jest (był) bowiem dosyć tradycjonalistyczny, nie lubi lewackich dziwactw, feministek, ostrej walki z Kościołem, z sentymentem wspomina PRL. Ten elektorat uciekł w dużej mierze do PiS. Jeśli przekona się go, że stara gwardia jest znowu u steru, a Olek, jak syn marnotrawny, jest znowu na pokładzie – to może to być przełom. Jeśli na prawicy i w centrum nie pojawi się żadna konkurencja dla PO i PiS, szanse SLD wzrosną niepomiernie.

No responses yet

Dec 14 2009

MW – Giertych – stan wojenny

Published by engelgard under Uncategorized

Powszechne znane jest stanowisko Jędrzeja i Macieja Giertychów w sprawie stanu wojennego. W połowie lat 80. M. Giertych pisał wprost, że stosunek do stanu wojennego jest najważniejszym kryterium, wedle którego rozróżniamy ludzi z obozu narodowego od innych opcji. W ocenie Giertychów stan wojenny był bolesną, ale uzasadnioną operacja mającą na celu zapobieżeniu interwencji sowieckiej i powstrzymanie objęcia władzy w Polsce przez obóz wprost wywodzący się z Komunistycznej Partii Polski, czy ściślej obóz trockistowskiej antynarodowej lewicy, którą uosabiał w tedy KOR. Ks. Michał Poradowski pisał w tych czasach, że trockiści z KOR-u „zaktualizowali marksizm”. W tej sytuacji rządy wojskowych z gen. Wojciechem Jaruzelskim były rozwiązaniem z punktu widzenia narodowego lepszym. Zdanie to podzielała cała żyjąca wtedy w kraju czołówka obozu narodowego z mec. Leonem Mireckim, Janem Bogdanowiczem, Olgierdem Dębskim itp.
I oto, w 20 lat po reaktywacji w Polsce Młodzieży Wszechpolskiej, przy osobistym udziale wielu ludzi dawnego Stronnictwa Narodowego, w tym i mec. Leona Mireckiego – aktywiści tej organizacji przyjmują za swój punkt widzenia stanowisko z gruntu sprzeczne z tym, co głosili J. i M. Giertychowie. Przyjmują jako swoje, jako stanowisko ludzi obozu narodowego slogany z repertuaru Ligi Republikańskiej i młodzieżówki PiS. Oto wyjątek „oświadczenia” MW Małopolska i Kraków z 13 grudnia 2009:  
„W kolejną rocznicę tragicznej grudniowej nocy, gdy partia po raz kolejny wystąpiła przeciwko narodowi, Młodzież Wszechpolska pragnie przypomnieć, że czerwona hydra, wciąż nie została ostatecznie pokonana. Od dwudziestu już lat żyjemy w wolnej i niepodległej Polsce. Tymczasem kwestia rozliczenia zbrodniczego komunistycznego systemu i sprawiedliwej oceny ludzi, którzy byli gotowi dokonać każdej zbrodni wobec własnego narodu, aby tylko utrzymać się u władzy, wciąż jest otwarta.
Rozliczenie zbrodniczej ideologii jest sprawą niezbędne nie tylko dla spłaty moralnego długu jaki my żyjący dziś zaciągnęliśmy wobec przeszłych pokoleń, które oddały życie w walce z czerwonym okupantem. To także kwestia budowy wolnej i niepodległej Polski na prawdzie, sprawiedliwości i równości wszystkich wobec prawa”.
Ten skrajnie zideologizowany, pełen nieznośnej nowomowy, tekst zawiera oceny (czy pseudooceny) obozu przeciwnego, obozu, z którym tak zaciekle walczyli J. i M. Giertychowie i Leon Mirecki. Oceny te są formułowane pod szyldem organizacji nawiązującej do tradycji obozu narodowego, ale nie mają z nim nic wspólnego. Tak samo jak to „oświadczenie” mówią dzisiaj wszyscy: TVN z panami Morozowskim i Sekielskim, pos. Bielan nawołujący do sądu nad Jaruzelskim tak jak nad Demianiukiem, pan Migalski nazywający generała „zaprzańcem”, czy Jarosław Kaczyński domagający się (tylko!) dożywocia dla generała. Lepszy oryginał niż kopia – tzw. obóz niepodległościowy mówił tak zawsze, dlatego mnie to nie dziwi. Jednak to samo w wykonaniu organizacji nawiązującej do tradycji obozu narodowego budzi nie tylko niesmak, ale i zażenowanie. Jest to także widomy dowód klęski ideowej całego projektu, jakim była reaktywacja MW w 1989 roku. Taki ruch narodowy nie jest nikomu potrzebny, nie nawiązuje bowiem w niczym do dorobku swoich poprzedników i jest tylko wykoślawioną kopią „myśli politycznej” radykalnych niepodległościowców.

No responses yet

Dec 13 2009

Instytut Pamięci Narodowej?

Published by engelgard under Uncategorized

Informacja jest doprawdy pouczająca. Jak podaje ukraińska Agencja zaxid.net, 27 listopada br. „odbyło się spotkanie szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Walentina Naliwajczenki z przewodniczącym Instytutu Pamięci Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej Januszem Kurtyką. Szef IPN przekazał SB Ukrainy elektroniczne kopie dokumentów (blisko 20 tysięcy arkuszy) o działalności organizacji ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego na terenie współczesnej Polski i walkę z nimi organów bezpieczeństwa publicznego (…) Naliwajczenko przekazał z kolei polskiej stronie elektroniczne kopie 223 dokumentów (10139 arkuszy) dokumentów archiwalnych o represjach, dokonywanych przez reżim radziecki na Polakach w latach 30. – pierwszej połowie lat 40. XX wieku, w szczególności materiały o represjach przeciw polskim oficerom w latach 1939-1941, kartotekę internowanych w latach 1939-1941 obywateli Polski, a także materiały o walce organów bezpieczeństwa publicznego ZSRR z Polską Organizacją Wojskową”.
Przypomnijmy, że Walentin Naliwajczenko kilka miesięcy temu porównał polskie więzienia w okresie II RP do więzień NKWD i Gestapo. Jak się okazuje, IPN może wybaczyć wiele „ukraińskim przyjaciołom”, nawet jawne prowokacje, kłamstwa i plucie nam w twarz. W zamian przekazuje, cytuję, dokumenty prezentujące „działalności organizacji ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego na terenie współczesnej Polski i walkę z nimi organów bezpieczeństwa publicznego”. Ten „ruch wyzwoleńczy” działał na terenie współczesnej Polski, czyli pojawia się pytanie – o jakie „wyzwolenie” chodziło? Pomijając mordy dokonywane przez UPA, jej celem było oderwanie od Polski jej wschodnich rubieży (przemyskie, rzeszowskie, Podlasie). Należałoby zapytać, czy także strona polska użyła terminu podanego przez agencję Zaxid.net, czy też pojawia się on tylko w komunikacie strony ukraińskiej?
W IPN od samego początku jego istnienia wmontowana jest ukraińska (postbanderowska) jaczejka. Ma ona duże „sukcesy” – m.in. w „Atlasie polskiego podziemia niepodległościowego” straty tegoż podziemia i straty UPA podano łącznie! Jest to jawny fałsz i manipulacja, bo oddziały polskiego podziemia obok walki z nową władzą – walczyły też z UPA. Ale IPN pisze historię na nowo – ideologicznym dogmatem jest „walką z komuną”, a więc i UPA to „sojusznik”. W ten sposób dokonuje się gwałt na prawdzie, zresztą nie jeden. Np. w opracowaniu IPN nt. strat jakie Polska poniosła w czasie II wojny światowej „przypadkiem” nie uwzględniono polskich ofiar OUN-UPA, a było ich ok. 120.000, czyli prawie tyle samo jak w przypadku ogromnej przecież machiny terroru NKWD! W IPN ukazują się prace i opracowania jawnie relatywizujące zbrodnie OUN-UPA, nie ma też szans na dokończenie choć jednego śledztwa w sprawie zbrodni UPA.
IPN znacznie lepiej radzi sobie z walką z gen. Wojciechem Jaruzelskim i z PRL.  W tej „walce” – jak się okazuje – sojusznikiem są nie tylko pogrobowcy OUN-UPA. W ostatnim ataku IPN (Antoni Dudek) na Jaruzelskiego posłużono się dokumentami sowieckimi, każąc wierzyć w nie niczym w Ewangelię (i w ogóle nie wspominając o innych źródłach, które przeczą wersji uznanej w IPN za obowiązującą). Tak oto, do grona „sojuszników walki z komuną” spod znaku Bandery dołączyli twardogłowi Sowieci z Kulikowem i Anoszkinem. O jaką więc narodową pamięć chodzi, drodzy panowie?

No responses yet

Dec 08 2009

Niech żyje marszał Kulikow!

Published by engelgard under Uncategorized

 

Jak przekonują nas od lat historycy proweniencji IPN-owskiej Rosja (ZSRR) zawsze tylko czekała, żeby nas napaść. Tak było niemal bez przerwy od początku XVIII wieku. Po objęciu władzy przez bolszewików ta tendencja nasiliła się. Jak np. przekonuje polsko-niemiecki historyk Bogdan Musiał, od 1918 roku Polsce non stop, przez całe dwudziestolecie, groziła inwazja ZSRR. Autor ten we wstępie do książki „Zamach majowy w oczach Kremla” twierdzi, że pucz Piłsudskiego zapobiegł sowieckiemu napadowi na Polskę! Tak oto, Marszałek, obalając legalny rząd i doprowadzając do zabicia prawie 400 osób, uratował Polskę przed czymś znacznie gorszym (jak się okazuje, ta historyczna diagnoza nie dotyczy już jednak Jaruzelskiego, mimo tego, że w 1981 prawdopodobieństwo inwazji było stokroć większe niż w 1926). Potem było to samo: 1939, 1945 i lata następne. Nic więc dawnego, że w kręgach tzw. niepodległościowych panuje i dzisiaj przekonanie graniczące z pewnością, że putinowska Rosja tylko czeka na dogodny moment, żeby nas napaść i zainstalować w Warszawie „promoskiewski rząd”. Mówią o tym ludzie niby poważni, a robią to z pełnym przekonaniem. Precyzują nawet skąd ma wyjść tenże atak na Polskę – oczywiście z rejonu Kaliningradu.
Okazuje się jednak, że w tej historiozofii jest jeden, jedyny, ale jakże ważny wyjątek – chodzi o rok 1981. Okazuje się, że w tym roku Moskwa absolutnie nie miała zamiaru nic nam zrobić. Chaos w kraju tranzytowym łączącym ZSRR z NRD, gdzie stało 500 tys. żołnierzy sowieckich? Drobnostka. Objęcie władzy w Polsce przez „Solidarność”? A cóż to złego, niech obejmują sobie władzę. Interwencja zbrojna? Nigdy w życiu! Przecież ZSRR rządzony przez takich gołębi pokoju, jak Breżniew, Ustinow i Kulikow, to kraj nie mogący niczego złego zrobić walczącej o wolność Polsce! Dowód? Zeznania samego Kulikowa i jego adiutanta Anoszkina. Wedle nich to tylko Jaruzelski namawiał ich do interwencji, ale oni twardo powiedzieli „niet”. Jedna zapiska, wyrwana z historycznego kontekstu, nie oddająca w żadnym stopniu złożoności ówczesnej sytuacji, interpretowana tendencyjnie, to dowód niezbity, owa „kopka nad i”, jak triumfalnie obwieścił dr Antoni Dudek. W 1968 roku „towarzysze radzieccy”  też przekonywali Dubczeka w Czechosłowacji, że żadnej interwencji nie będzie, ba, nawet Biuro Polityczne KC KPZR takie stanowisko przegłosowało. I co? Po 24 godzinach zapadła decyzja o inwazji.
IPN ma jednak inną metodę „badawczą” – musi wyjść na nasze. Co prawda zawsze podkreśla się tam, że Rosjanie (Sowieci) z reguły łżą jak psy, bo taka ich natura, ale w tym jednym przypadku są niczym krynica prawdy. No cóż, wypada więc tylko wznieść toast: „Niech żyje Marszał Kulikow, świadek koronny zbrodni Jaruzelskiego”.

No responses yet

Dec 01 2009

Na Zachodzie bez zmian

Published by engelgard under Uncategorized

Wejście w życie Traktatu Lizbońskiego nie jest początkiem istnienia nowego superpaństwa. Może takie były marzenia takich ludzi jak Daniel Cohn-Bendit i jemu podobnych, ale rzeczywistość jest brutalna. Wybór na funkcję „prezydenta” i „szefa dyplomacji” dwóch europejskich bezbarwniaków, osób wręcz groteskowych – było bardzo czytelnym sygnałem, że w Europie pierwsze skrzypce będą nadal grać państwa narodowe. To w gronie przywódców takich państw jak Niemcy, Francja, Włochy, Wielka Brytania i Hiszpania będą zapadać główne decyzje. Przywódcami Europy nie będą śmieszni eurokraci, lecz Angela Merkel, Nicolas Sarkozy i Gordon Browne, a także Silvio Berlusconi i Jose Luis Zapatero.
Nasze strachy były przesadne. O tym, że Lizbona – poza zmianą dekoracji – nic nie zmieni, można było być pewnym, kiedy niemiecki Trybunał Konstytucyjny dokonał wykładni prawnej, w której de facto potwierdził nadrzędność prawa niemieckiego nad unijnym i zalecił Bundestagowi przyjecie stosownych ustaw chroniących suwerenność Niemiec. To był przełom, choć niektóre państwa zapatrzone w „ideę europejską” tego nie zrobiły. Niemcy tę batalię wygrały na wszystkich frontach – wzmocniły bowiem głos większych państw, jednocześnie zaś utrzymały pozycję najsilniejszego państwa narodowego, potwierdzając w dodatku jego nadrzędną rolę w Europie.
Tzw. dyplomacja europejska będzie jedynie kolejną biurokratyczną fikcją, choć kosztowną i liczną (6000 „dyplomatów”). „Szef dyplomacji”, owa brytyjska lady o niezbyt porywającej urodzie – będzie tylko i wyłącznie decorum bez żadnego znaczenia. Wszyscy w Europie i na świecie wiedzą doskonale, że żeby coś naprawdę załatwić, a nie pobić trochę piany – trzeba rozmawiać z Merkel i Sarkozy. To w sumie dobre zakończenie politycznego thrillera, który zapowiadał się bardzo groźnie, a wyszła w zasadzie niezła tragikomedia.

No responses yet