Archive for January, 2010

Jan 27 2010

Wokół KL Auschwitz

Published by engelgard under Uncategorized

„Nasze” media, które od lat przekonują nas, że w 1945 r. nie było żadnego wyzwolenia, tylko nowe zniewolenie – nagle zmieniły płytę. Okazuje się, że Armia Czerwona, a konkretnie 100. Lwowska Dywizja – „wyzwoliła obóz koncentracyjny w Oświęcimiu”. Pan premier powiedział: „Trzeba też zachować pamięć o tych, którzy przyszli tutaj wyzwolić obóz, o Armii Czerwonej. Dla nielicznych ocalonych, byli symbolem końca tej gehenny”. A więc jednak, okazuje się, że historia nie jest taka prosta i czarno-biała, jak przekonują wszystkowiedzący. Zresztą, jak o takim przypadku, jak KL Auschwitz, można było powiedzieć inaczej? Ktoś powie – to przykład wyjątkowy. Tylko z pozoru – bowiem symbolizuje on sytuację całej Polski okupowanej przez hitlerowskie Niemcy. Po Żydach to Polacy mieli być następni, to my mieliśmy być zredukowani do 15 proc. dotychczasowej populacji, reszta miała być zgładzona lub wywieziona za Ural.
Przy tej okazji za zgrzyt uznano wywiad bpa Tadeusza Pieronka dla jednego z włoskich portali katolickich. Hierarcha, ku zdumieniu wielu, wypowiedział sądy, które we współczesnym świecie uznaje się za „kontrowersyjne”. Jednak po bliższej analizie żadnych „kontrowersji” w tej wypowiedzi nie ma. Poza błędnie zrozumianym stwierdzeniem, że Żydzi wymyślili „shoah” (chodzi o termin, a nie o negowanie faktu zagłady), pozostałe opinie T. Pieronka są – rzec by można – oczywiste. No bo czy zdanie:  „Żydzi, mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, którą uważam za nie do zniesienia” – jest skandaliczne i nieprawdziwe? Albo odpowiedź na pytanie czy sądzi, że pamięć o Holokauście jest instrumentalnie wykorzystywana: „Oczywiście, że tak. Wykorzystywana jest jako broń propagandowa i to w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści. Powtarzam, z historycznego punktu widzenia nie jest prawdą, że w obozach zginęli wyłącznie Żydzi, prawda ta jednak jest dziś niemal ignorowana”. Zaskoczeniem może być tylko to, że powiedział to właśnie bp Tadeusz Pieronek. Jednak dla wnikliwych obserwatorów już od pewnego czasu jego wypowiedzi stawały się coraz bardziej „niepoprawne politycznie”. Swego czasu zbulwersował salon stwierdzeniem, że Kościoła i społeczności katolickiej nie można obciążać za to, że Żydzi w średniowieczu byli izolowani w gettach, bo przecież „sami się tam zamknęli”. Myślę, że mamy tu syndrom ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, niegdyś wielkiego zwolennika dialogu polsko-żydowskiego, a potem surowego krytyka środowisk żydowskich. Nie ma to jak własne doświadczenia. Można więc z całkowitą pewnością stwierdzić – witamy na pokładzie, księże biskupie!

No responses yet

Jan 18 2010

Pożegnanie z Banderą

Published by engelgard under Uncategorized

Totalna klęska Wiktora Juszczenki w wyborach prezydenckich na Ukrainie sprawiła, że nasi polityczni komentatorzy nagle stali się umiarkowanymi realistami. Ci sami tytani pióra, którzy pięć lat temu piali i wyli na cześć „pomarańczowych”, którzy obwieszczali zwycięstwo nad Moskwą niemal na miarę Kłuszyna, którzy już widzieli Rosję w granicach Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, powaloną i upokorzoną – są dzisiaj wyjątkowo pokorni, tak jakby nie pamiętali, co wyprawiali parę lat temu. Gdzie się podziali ci wszyscy rewolucjoniści z pomarańczowymi wstążeczkami w klapach marynarek, gdzie są egzaltowane aktoreczki, rockmani, młodzieżowi aktywiści? Nie ma ich, pochowali się w mysie dziury lub przekonują nas, z minami pokerzysty, że przecież nic się nie stało, że nie jest ważne, kto rządzi w Kijowie, tylko to, jaką będzie prowadzić politykę, ze ten Janukowycz to w sumie równy gość.
Klęska Juszczenki to symboliczny pogrzeb nie tylko jego samego jako polityka, to przede wszystkim pogrzeb tzw. polskiej polityki wschodniej, opartej na historycznych resentymentach, fobiach, złudzeniach i marzeniach. To także gigantyczna nauczka politycznego myślenia, choć w tym przypadku trudno wierzyć, że skuteczna. Optymistyczne jest tylko to, że pole manewru dla tej schizofrenii jest już bardzo małe.
I jeszcze jedna uwaga – 17 stycznia prysł na Ukrainie mit Stepana Bandery. Kandydat banderowski Oleg Tiahnybok dostał ok. 2 proc. głosów, a drugi banderowiec – Juszczenko – 5 proc. (przy czym na niego głosowali w większości ludzie o innych niż banderowskie poglądach). Sztucznie pompowany kult UPA i Bandery, możliwy tylko dzięki jego wsparciu przez aparat urzędu prezydenckiego, ukraiński IPN i Służbę Bezpeki – okazał się wielkim humbugiem. Te gigantyczne sumy na pomniki UPA, Bandery i Szuchewycza, pieniądze wywalone na probanderowskie happeningi, wystawy, wydawnictwa i filmy – nic nie dały. Wyborca ukraiński ma dosyć tak serwowanej historii, skłócającej naród i z gruntu obcej, ma dosyć polityki, która zamiast chleba daje im tylko banderowskie igrzyska. Po co więc polskie władze podchodziły do banderowskiej recydywy jak pies do jeża, po co kazały milczeć dyplomatom i mediom, byle nie drażnić „strategicznego” partnera w walce z Moskwą? Okazuje się, że nie miało to żadnego sensu – z owego „partnera” nie zostały nawet strzępy. Juszczenko, razem z Banderą – odchodzi w niebyt, przynajmniej polityczny.

No responses yet

Jan 13 2010

Kasa za „walkę o wolność”

Published by engelgard under Uncategorized

Jan Maria Rokita otrzyma 25.000 zł odszkodowania za to, że w stanie wojennym przez pół roku był internowany. Nie jest to pierwszy tego rodzaju przypadek – podobne lub większe sumy otrzymali inni działacze „Solidarności”. Ludzie ci bardzo chętnie porównują się z tymi patriotami polskimi, którzy przed 1918 rokiem i potem (okres II wojny światowej) walczyli o niepodległą Polskę. Zawsze budziło to mój wewnętrzny opór – nawet bez jakiejś wielkiej analizy każdy normalnie myślący człowiek czuje, że jest to zwyczajna granda i hucpa. To nic innego jak próba dodania sobie splendoru, znaczenia większego, niż się miało, chęć postawienia siebie obok najbardziej znaczących postaci polskiej historii. Służy też temu niemal taśmowo przyznawane takim osobom wysokich odznaczeń państwowych.
Widowisko to – żal to stwierdzić –  wypada żałośnie i żenująco. Gwiazda to nie Piłsudski czy Sławek, Walentynowicz to nie Juszkiewiczowa czy Szczerbińska, a Rokita to nie Dmowski czy Popławski. Tamto pokolenie było naprawdę ideowe, bez względu na polityczną barwę, tamto pokolenie miało swój honor i poczucie dumy. Czy ktoś po 1918 roku mógł nawet pomyśleć, że Roman Dmowski, który w X Pawilonie warszawskiej Cytadeli spędził pół roku – wystąpi do sądu o odszkodowanie pieniężne!? Nikomu nawet przez myśl to nie przeszło, bo dla tych ludzi walka o Polskę niepodległą była służbą, za którą nagrodą było odrodzone państwo. Gdyby ktoś z byłych więźniów Cytadeli wystąpił z takim pozwem, byłby skończony w opinii publicznej, jak i we własnym obozie politycznym. Taka jest różnica między tamtym pokoleniem, a obecnym. To jest przepaść, tak jak między celą w warszawskiej Cytadeli i miejscem pobytu w „obozie” dla internowanych w stanie wojennym.

No responses yet

Jan 02 2010

Brudna robota dla „neokonów”

Published by engelgard under Uncategorized

Pomimo upadku politycznego amerykańscy neokonserwatyści („neokony”) mają się dobrze, przynajmniej u nas. Co jakiś czas ich wybitny przedstawiciel, a to Richard Perle, a to Robert Kagan – ostrzegają nas przed Rosją i zachęcają do oporu, mimo tego, że ich własny rząd idzie z Moskwą na układy. Nie wiem, czy to jest akcja nieskoordynowana, ale jakoś przeczucie mi mówi, że Waszyngton gra na dwóch fortepianach. Polska, ziejąca chłodem, kumająca się z Gruzją i próbująca torpedować wszelkie działania rosyjskiego sektora naftowego i gazowego (na własną zgubę zresztą) – jest widać nadal potrzebna. Z jednej strony strategiczne porozumienie Obama-Miedwiediew, z drugiej mała dywersyjka na zapleczu frontu. To typowa gra wielkich mocarstw.
Nie jest chyba wielką tajemnicą, że w Polsce „neokony” znalazły wyjątkowo sprzyjający klimat dla głoszenia swoich tez. Ten klimat nazywa się rusofobia czy jak kto woli choroba na Moskala. Dlatego tak łatwo łyka się u nas brednie neokonserwatywnej, neotrockistowskiej (a więc skrajnie rusofobicznej)  ideologii, nie zauważając, że pełni się rolę pożytecznego idioty. Nie wspominam o tych, którzy robią to za pieniądze, choć sami w te głupstwa nie wierzą. Ale jest zastęp darmowych sojuszników „neokonów” – czytam np. ostatnio w „Najwyższym Czasie!” mrożący krew w żyłach tekst o tym, jak to „w końcu 2009 roku w Moskwie podpisany został tajny pakt wojskowy”, w którym Rosja, na wypadek zbrojnej interwencji, gwarantuje Niemcom zachodnią część Polski (do linii Wisły i Sanu). Co więcej, w tekście sugeruje się, że informacja taka znalazła się w meldunku Agencji Wywiadu! W tym kontekście młody publicysta „NCz!” uznaje zgodę Waldemara Pawlaka na nowy kontrakt gazowy Polski i Rosji za „zdradę stanu”.
Tak, żaden „neokon” nie odważyłby się czegoś takiego napisać, by się nie ośmieszyć. Ale od czego są sojusznicy i głupcy? Ci pójdą na całość. Rzecz jasna nikt poważny tematu oficjalnie nie podejmie, ale nie o to chodzi – chodzi o stwarzanie odpowiedniej atmosfery. Jedni robią to w białych rękawiczkach, inni z maczugą w dłoni. W kręgach tzw. niepodległościowych i patriotycznych od paru miesięcy stawia się tezę, że niemal lada chwila grozi nam atak ze strony Rosji i… instalacja w Warszawie rządu promoskiewskiego. Pisze się o tym zupełnie poważnie. I – co ciekawe – wielu w to wierzy, bo jak przy każdej okazji pompuje się publikę rewelacjami z najnowszej historii w stylu „sowiecka agresja”, „17 września”, „Katyń”, „NKWD/KGB”, „zniszczenie Polski”, „inwazja”, to jakiś procent ulegnie tej psychozie. Co ciekawe, jak już swego czasu pisałem, tylko przy ocenie sytuacji Polski w roku 1981 ci sami propagandyści, publicyści-koniunkturaliści, byli PZPR-owcy, działacze TPPR, czy absolwenci WSNS – wmawiają nam, że ze strony Sowietów absolutnie nic nam nie groziło! I chcą, by jako tako inteligentny człowiek uwierzył, że wtedy byliśmy bezpieczni jak nigdy, a teraz trzeba codziennie wypatrywać rosyjskich (białoruskich) czołgów na Pradze!
Prof. Bronisław Łagowski napisał niedawno, że Polska zaczyna pomału przypominać dom wariatów. Myślałem, że trochę przesadził, ale jak się czyta takie rzeczy, jak te cytowane wyżej – to jest jasne, że diagnoza jest trafna. Żal mi tylko tradycji wczesnego UPR i tradycji tamtego „Najwyższego Czasu!”, w którym pisywałem. I żal Janusza Korwin-Mikke, że doczekał takich następców.

No responses yet