Apr 18 2010
Modlitwa przed kościołem mariackim
Pogrzeb Lecha Kaczyńskiego w Krakowie zgromadził prawie wyłącznie przywódców państw Europy Wschodniej – Rosji, Ukrainy, Estonii, Litwy, Czech, Słowacji… Jedynym dużym państwem Zachodu obecnym na pogrzebie były Niemcy. Los tak sprawił, że symbolika tego wydarzenia jest jakże widoczna. I to także, że najważniejszym gościem z zagranicy był prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Nie Obama, Browne, Sarkozy czy Berlusconi, ale Miedwiediew. Jedni uznali to za przypadek, inni za znak, że tak naprawdę tę uroczystość żałobną obchodziliśmy „wśród swoich”. Znowu pojawiały się głosy o „słowiańskim braterstwie” o „bratnich narodach”, o pojednaniu.
Uwagę zwraca silny głos Kościoła, nawołującego od paru tygodni do dokonania przełomu w relacjach polsko-rosyjskich. Z tego punktu widzenia głos kard. Stanisława Dziwisza brzmiał najdobitniej: „Siedemdziesiąt lat temu Katyń oddalił dwa narody, a ukrywanie prawdy o niewinnie przelanej krwi nie pozwalało zabliźnić się bolesnym ranom. Tragedia sprzed ośmiu dni wyzwoliła wiele pokładów dobra tkwiących w osobach i narodach.. Współczucie i pomoc, jakiej doświadczyliśmy w tych dniach od braci Rosjan, ożywia nadzieje na zbliżenie i pojednanie naszych dwóch słowiańskich narodów. Te słowa kieruję do Pana Prezydenta Rosji. Oto zadanie dla naszego pokolenia. Podejmijmy je wielkodusznie! Prosił o to również zmarły Prezydent w przemówieniu, którego już nie wygłosił w Katyniu. Powiedział: „drogą, która zbliża nasze narody, powinniśmy iść dalej, nie zatrzymując się na niej ani nie cofając”.
Dlaczego Kościół tak to podkreśla? Przede wszystkim dlatego, że taka była wielka wizja Jana Pawła II, który zawsze marzył o Europie dwóch płuc – katolickim i prawosławnym, zachodnim i wschodnim. Przed 1989 rokiem mówił, że podział ten, na Zachód i Wschód, jest sztuczny i wymuszony. Po 1989 roku zabiegał o jedność Europy także w wymiarze duchowym – i co bardzo ważne, a takiej zjednoczonej Europie widział Rosję. Dzisiaj Kościół uznał, że tragedia pod Smoleńskiem jest dramatycznym znakiem wskazującym na to, że czas na porzucenie błędnych teorii, nienawistnych odruchów, tworzenia nowych linii podziału. Kościół nie wskazuje kto jest temu winien – ważniejsze jest to, czy ten wstrząs (po obu stronach barykady) będzie owocował dobrem, będzie początkiem budowy czegoś nowego, wyczekiwanego i pożądanego.
Warto w tym miejscu przytoczyć znamienną wypowiedź sen. Piotra Andrzejewskiego („Nasz Dziennik”, 13.04.2010); „Myślę, że przyszedł czas, by powrócić do zasadniczych postaw. Przypomnę tu jeszcze jedną, ważną kwestię płynącą z Tajemnicy Fatimskiej – odrodzenie chrześcijaństwa ma przyjść ze Wschodu. Dzisiaj sprzęgły się bardzo istotne elementy, które pokazują drogę. Pierwszy raz od dawna święto Zmartwychwstania Pańskiego obchodziliśmy razem z Kościołem Prawosławnym. Nie chcę tu stawiać kropki nad “i”, ale temu wydarzeniu powinna towarzyszyć głęboka refleksja, byśmy nie zmarnowali tej ofiary, tego, co ze świata materii przechodzi do świata ducha, oraz tego, co z powrotem z ducha powinno przejść do świata materii”. Bardzo ważny głos, choć na tych łamach ginący w zgiełku opinii nieodpowiedzialnych, emocjonalnych, idących wbrew wskazaniom Kościoła.
Widok modlącego się prezydenta Rosji przed kościołem mariackim w Krakowie, jeszcze kilka lat temu był trudny do wyobrażenia. To jednak dzieje się na naszych oczach. To widziały miliony Polaków, i miliony to doceniły. To także, że Lecha Kaczyńskiego, którego polityka inspirowana była zgoła innymi koncepcjami – żegnał jako najważniejszy gość zagraniczny właśnie prezydent Rosji.