Jul 24 2010
Bielecki i Tusk wykończą PiS gospodarką?
Szef Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku – Jan Krzysztof Bielecki – uchodzi za skrajnego liberała, wciąż kojarzonego z aferami lat 90., czy wyprzedażą majątku narodowego. Dlatego wszyscy czytający jego ostatnie wywiady i wypowiedzi przecierają oczy ze zdumienia – J. K. Bielecki zmienia bowiem optykę patrzenia na polską gospodarkę o 180 stopni i bulwersuje ortodoksów – Leszka Balcerowicza i Jana Winieckiego.
W głośnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Bielecki sprzeciwił się pomysłom sprzedaży czołowych polskich przedsiębiorstw (PKN Orlen, PZU, PKO BP), mówiąc: „Są to spółki o kluczowym znaczeniu, gdzie najważniejszą rzeczą jest profesjonalne zarządzanie i nadzór. Jeśli można te elementy zagwarantować, to nie ma powodu, by państwo pozbywało się swoich udziałów tylko dlatego, że przyjęliśmy zasadę, by sprzedawać wszystko, co się da. Ważne, by – tak jak w Norwegii – w odpowiednim departamencie w ministerstwie skarbu pracowali ludzie z doświadczeniem z rynku i z banków inwestycyjnych, którzy kompetentnie zajmują się nadzorem właścicielskim”. Któż by pomyślał?!
Ale to nie wszystko, Bielecki uważa, że w Polsce sprzedano zagranicznym podmiotom za dużo udziałów w bankach (przypomnijmy, dokonał tego rząd AWS-UW z Jerzym Buzkiem na czele). Bielecki tak to ocenia: „Pierwsze zasady prywatyzacji banków przyjął w 1991 r. mój rząd. Jedną z wytycznych była etapowa prywatyzacja do 30 proc. sektora. A potem nastąpiła większa prywatyzacja wymuszona przez deficyt budżetowy. Ale kontynuowanie tego procesu nie jest rozsądne. Rządy (…) stanęły przed alternatywą: czy pompować w banki pieniądze podatników, czy może nakazać tym bankom drenowanie gotówki z oddziałów winnych krajach? Zaczęły naciskać na Komisję Europejską, aby im to ułatwiła”. A więc zagraniczne centrale bakowe drenują nasz rynek, a my nie mamy z tego żadnych korzyści. Tak mówili przeciwnicy totalnej wyprzedaży banków polskich, ale nikt ich nie słuchał. Dzisiaj te argumenty powtarza Jan Krzysztof Bielecki.
Okazuje się, że to nie tylko słowa. Irlandzka grupa kapitałowa AIB ma kłopoty i chce sprzedać swoje udziały w trzecim co wielkości polskim banku BZ WBK. I oto polski rząd przystępuje do misternej gry o odzyskanie kontroli nad tym bankiem, polegającej na przejęciu go przez PKO BP. Po takiej fuzji powstałby bankowy polski gigant (8 mln kont osobistych). Od razu do boju ruszyli doktrynerzy. Leszek Balcerowicz uznał, że proponowane przez Bieleckiego rozwiązanie, to „byłby przykład nacjonalizacji”. Działania w tym kierunki określił mianem „ślepoty” i „arogancji”. Z kolei Jan Winiecki uznał wypowiedzi Bieleckiego za „głęboko niepokojące” i „produkt myślenia idącego pod prąd teorii ekonomii”.
No i mamy wojnę w obozie liberalnym, przy czym Balcerowicz i Winiecki tkwią na pozycjach dogmatyczno-teoretycznych a Bielecki kieruje się także pragmatyzmem i obserwacjami, jakie poczynił pracując na Zachodzie. Wie dobrze, że nawet z pozoru bardzo liberalne państwa dbają przede wszystkim o własny interes, i my musimy robić to samo. Widać z tego, jak wielką ewolucję przeszli ludzie dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD), nie tylko w tej kwestii.
Sprawia to, że PiS będzie miał (i chyba już ma) coraz większe problemy z konfrontacją z PO na tym polu. Być może to jest jedna z przyczyn ucieczki w konfrontację mistyczno-smoleńską, bo tu PiS jest znacznie lepszy. Pozostaje tylko pytanie – co z tego będzie miała Polska? Tusk przyjął taktykę aktywnego przeczekania ataku PiS – będzie otwierał nowe stadiony i odcinki autostrad, być może odzyska BZ WBK, a konkurencja będzie snuć rozważania o „zbrodni”, „ruskiej trumnie” i „carze Wszechrusi”. Ten plan wciągania PiS-u na mieliznę jest aż nadto widoczny – dziwne tylko, że nie dostrzega tego jego kierownictwo.