Sep 01 2009

Tę partię wygrał Tusk

Published by engelgard at 10:47 pm under Uncategorized

Polityka międzynarodowa jest trudną materią, wymagającą profesjonalizmu i taktu. Mówienie na oficjalnych spotkaniach z przywódcami czołowych państw europejskich wszystkiego co się myśli, folgowanie własnym, niepohamowanym namiętnościom – jest karygodnym błędem. Niestety, prezydent Lech Kaczyński tak właśnie postępuje. Jego przemówienia na Westerplatte nie były wystąpieniami prezydenta RP, to były wystąpienia agitatora. W ten sposób nie przemawia się na takich uroczystościach. Kaczyński sam, z własnej woli, oddał pole Donaldowi Tuskowi – bo to Tusk mówił jak prezydent państwa. Tusk wiedział, że Lech Kaczyński nie wytrzyma i „wygranie” i chętnie zgodził się na podział ról – pan prezydent będzie mówił o przeszłości, a ja o przyszłości. W ten sposób zastawił na Kaczyńskiego pułapkę – bowiem naród zobaczył raz jeszcze, że Kaczyński nie jest zdolny do racjonalnego myślenia i racjonalnego zachowania – a Tusk jest.
W kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich była to – ze strony premiera – mistrzowska rozgrywka. Bo to Tusk ściągnął do Gdańska ponad 30 ważnych polityków z Europy – ściągnął nawet Putina, który – teoretycznie –powinien nie przyjechać, biorąc pod uwagę fakt, że polskie media i wielu polityków zrobiły z Rosji głównego odpowiedzialnego za wybuch wojny, a 1 września obchodzony jest tak, jakby to był 17 września. Putin mógł bez żadnego ryzyka zrezygnować z przyjazdu, i w Rosji, i na świecie nikt by się temu nie dziwił. A jednak przyjechał – by pokazać między innymi to, że z obecnym rządem da się rozmawiać. Był to m.in. sygnał do polskiej opinii publicznej, zmęczonej rusofobią – patrzcie, to jest mój partner polityczny, z którym będę rozmawiał, on może być waszym prezydentem. I Tusk to także zrozumiał – bo tak naprawdę przyjazd Putina to wielki sukces premiera. Tym bardziej, że media uczyniły z Putina postać centralną tych uroczystości. Nie Merkel, nie Fillon, nie Berlusconi, nie Tymszoneko, nie Milliband – ale właśnie on – Władimir Władimirowicz Putin. A Tusk grę podjął – zaprosił Putina na molo, z nim prowadził najważniejsze rozmowy, i jasno zdystansował się od filozofii politycznej prezydenta, który z historii (w ujęciu antyrosyjskim) uczynił centralny punkt swojej polityki.
Tymczasem politycy PiS – Paweł Kowal czy Karol Karski – próbują przekonywać, że oto mamy wielką klapę, a tylko prezydent „uratował honor Polski”. Nie wiem, czy to jest stanowisko całego PiS, ale wydaje się, że tak. Oznacza to, że partia ta nie wyciąga wniosków. Grzęznąc w koleiny rusofobii, coraz bardziej groteskowej i nie akceptowanej przez większość Polaków, a nawet przez zwolenników PiS – samo sobie szkodzi. Nikt rozsądny nie będzie chciał, by Polską rządziła formacja, która nie potrafi prowadzić elementarnego dialogu z wielkim państwem i naszym sąsiadem, jaki jest Rosja, formacja, której symbol, jakim jest prezydent – kojarzony jest z międzynarodowym awanturnictwem i zacietrzewieniem.

Trackback URI | Comments RSS

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.