Feb 15 2010
Została tylko Borys…
Konflikt na Białorusi, sztucznie podtrzymywany przez nieliczną grupę Andżeliki Borys (mylnie określaną przez media mianem „polskiej mniejszości”) – jest okazją dla prezydenta RP i dla PiS, ale także dla premiera na odrobienie strat poniesionych na Ukrainie. Obóz prezydenta Lecha Kaczyńskiego wysoko podniósł bojowy topór, chcąc zatrzeć nieprzyjemne wrażenie, kiedy milczał całymi latami tolerując antypolskie wyskoki administracji prezydenta Wiktora Juszczenki oraz realizowaną na zimno politykę zwalczania polskości na Litwie. Obecna gorliwość i radykalizm brzmią więc nie tylko fałszywie, ale i obłudnie. Żal słuchać wypowiedzi przybocznych pana prezydenta, prześcigających się w radykalnych pomysłach zaradzenia powstałej sytuacji. Wypowiedzi te kompromitują wypowiadających je, ale co gorsza opinie wygłaszane w mediach przez przedstawicieli innych sił politycznych nie są wcale mądrzejsze. To co w nich uderza, to kompletna ignorancja, nieznajomości realiów życia Polaków na Białorusi i obrzydliwy serwilizm wobec mediów, które praktycznie w 100 procentach grają „na Andżelikę”. Prym w judzeniu wiedzie rzecz jasna „Gazeta Wyborcza”, a w ogonie tego peletonu wlecze się też – niestety – „Nasz Dziennik”, choć powinien, jako gazeta katolicka, być bardziej obiektywny, zważywszy na stanowisko Stolicy Apostolskiej i Kościoła katolickiego na Białorusi.
Wrzawa wokół „prześladowań” grupy Borys jest nieproporcjonalna w stosunku do rangi problemu. Nasi wielcy stratedzy polityki mesjanistycznej i mocarstwowej doznali sromotnej klęski na Ukrainie i zamiast wyciągnąć wnioski próbują to zakrzyczeć radykalizmem antybiałoruskim. Przypomina to scenę z filmu „Ogniomistrz Kaleń”, kiedy podczas rozmów oddziału „Żubryda” z dowództwem sotni UPA, dochodzi do sporu i poirytowany polski dowódca rzuca w kierunku upowców takie słowa: „Dali wam w d… na Ukrainie, to żeście się tutaj przenieśli”. Tak jest i teraz – awanturnictwo grupy Borys to ostatni „bastion” tzw. polskiej polityki wschodniej. Bastion ten jest słabiutki, ale ma za to niezłe nagłośnienie medialne.
Paradoks polega na tym, że Białoruś jest jedynym krajem za naszą wschodnią granicą, który nie próbuje zacierać śladów polskiej kultury i dziedzictwa. Odbudowuje się wielkim nakładem środków Zamek Radziwiłłów w Nieświeżu (z Muzeum Narodowego w Warszawie ściągnięto tam już kopie wszystkich portretów Radziwiłłów), pięknie utrzymane jest Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku, zrekonstruowano dworek Tadeusza Kościuszki. Władze białoruskie zabiegają o bardzo dobre stosunki z Kościołem katolickim, pielgrzymka Benedykta XVI na Białorusi jest tuż tuż. Tymczasem w Warszawie w ogóle się tego nie zauważa, podtrzymuje się realizację planu politycznego rodem z okresu rządów Georga Busha, która to amerykańska administracja, władczym głosem Condoleezy Rice, nakazała nam „walkę o demokrację” na Białorusi. Wtedy to – wychodząc temu poleceniu naprzeciw – uznano, że neutralności polityczna Związku Polaków na Białorusi jest nie do przyjęcia, bo ZPB powinna wesprzeć rachityczną i nie mającą żadnego wpływu białoruską „opozycję demokratyczną”. Aby ten plan zrealizować, należało doprowadzić do usunięcia władz ZPB – zadanie to wykonała grupa Borys. I od tej pory nie zajmuje się prawie niczym tylko jątrzeniem, dzieleniem, zastraszaniem Polaków nie mających ochoty na taką „politykę”. Czuje się pewna, bo zapewniono jej „wkład finansowy” (sprawa ta objęta jest ścisłą tajemnicą, nikt nie wie, ile i w jakim trybie jest to realizowane). Ma też potężny bat na Polaków – ona ustala, kto z Polaków znajdzie się „czarnej liście” osób nie wpuszczanych do Polski, mimo że ona sama wyjeżdża z Białorusi kiedy chce i wraca kiedy chce. To wyjątkowa podłość. Efekt – ogromna większość Polaków nie chce mieć nic wspólnego ani z legalnym ZPB Siemaszki, ani z grupą Borys. Prości ludzie nie chcą, by uniemożliwiono im wjazd do ojczystego kraju, by np. odwiedzić bliskich (a takiej możliwości pozbawiano grupę ok. 200 działaczy legalnego ZPB – nikt nie zna na jakiej podstawie i jakim trybem tę listę utworzono).
Władzom Białorusi dziwić się raczej nie należy – w Mińsku nie rządzą idioci, wiedzą, jak doszło do kryzysu, jakie były cele tej operacji (i jakie instytucje ze strony polskiej to realizowały) i co tak naprawdę ma za zadanie robić grupa Borys. Mińsk wie też doskonale, że 90 proc. Polaków głosuje na Łukaszenkę i grupa Borys nie ma żadnego realnego poparcia. Można jednak domniemywać, że dla niektórych ośrodków władzy w Mińsku działalność grupy Borys jest na rękę, bo praktycznie osłabia znaczenie polskiej mniejszości i paraliżuje działalność ZPB (tego legalnego). Wskazywać na to może wyjątkowa tolerancja dla samej Borys, która nawet po występach w Strasburgu, gdzie jako obywatelka Białorusi oskarżała jej władze o wszystko co najgorsze – swobodnie wróciła do kraju i nadal prowadziła swoją rozrabiacką aktywność. A przecież Mińsk mógł powiedzieć tak – Warszawa bezprawnie nie wpuszcza na swoje terytorium naszych obywateli polskiego pochodzenia, więc my zakazujemy wjazdu pani Borys. Nic takiego nie miało miejsca.
Jest pewne, że grupa Borys to relikt postzimnowojennej polityki „neokonów” w USA. Łatwo było w to wejść, ale bardzo trudno się z tego wygrzebać. Miał pomysł rok temu Radosław Sikorski, który zaproponował jednoczesne ustąpienie Józefa Łucznika z legalnego ZPB i pani Borys z ZPB nielegalnego. Taka opcja zerowa miała doprowadzić do wyboru na szefa zjednoczonego ZPB kogoś strawnego zarówno dla Mińsk, jak i dla Warszawy. Plan był dobry, ale larum podniosła Borys i premier, bojąc się utarty kilku punktów procentowych i gniewu mediów – nakazał wstrzymać realizację planu. Dzisiaj mamy tego gorzkie owoce, a Sikorski stał się celem ataku zarówno prezydenta i PiS, jak i części PO. To takie harce przed wyborami prezydenckimi. Skandaliczne jest w tym to, że Polacy na Białorusi są tylko i wyłącznie pionkiem w tej politykierskiej gierce. Przypadek ten jest również dowodem na to, jak w niby pluralistycznym i demokratycznym kraju można manipulować opinią publiczną i kłamać na potęgę. Optymistyczne jest tylko to, że coraz większa liczba Polaków w to już nie wierzy, wystarczy poczytać internetowe fora.
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.