May 20 2010

Sami agenci i zdrajcy naprzeciw garstki patriotów

Published by engelgard at 10:37 pm under Uncategorized

Taki obraz rysuje się czytając publicystyczne „dzieła” wielu hurrapatriotycznych publicystów. Zacięcie historyczne objawia ostatnio Wojciech Reszczyński, choć jego wiedza na temat opisywanych kwestii jest raczej nikła. Ale cóż się dziwić – czerpie ją niemal wyłącznie z książek Jerzego Łojka i „twórczości” Józefa Szaniawskiego. W numerze „Naszego Dziennika” (20.05.2010) czytamy krótki kurs historii Polski od początku wieku XVIII. Teza postawiona jest jasno – Rosja jako monstrum, w kraju ich agenci i płatni zdrajcy, no i walcząca o honor i niezależność garstka patriotów. W opinii publicysty nic się po dziś dzień nie zmieniło.
Oto garść odkrywczych myśli redaktora-publicysty: „Był też w naszej historii sejm, tzw. niemy (1 lutego 1717 r.), kiedy to posłowie w kompletnym milczeniu godzili się na traktat dyktowany przez Rosję ograniczający polską armię do liczby wręcz symbolicznej. Była też w naszej historii zaprzedana Rosji polska „familia”, której przeciwstawiali się jak zwykle słabo zorganizowani i nieliczni „republikanie”, czyli patrioci. Dziś jeszcze „familią” nazywają niektórzy nasi publicyści tzw. salon III RP”. To był początek, potem było już wedle ustalonego w Petersburgu (Moskwie) scenariusza: „Mieliśmy też w historii sejm tzw. delegacyjny, który zawiesił swoje prawa i powierzył władzę wybranym prawem kaduka posłom, tzw. delegacji. Otóż w roku 1767 przywódcy opozycji patriotycznej, na czele której stał krakowski biskup Kajetan Sołtyk, zostali nagle w nocy aresztowani przez rosyjskich żołnierzy i wywiezieni do Kaługi. Było też tragiczne wydarzenie, które powtórzyło się dokładnie po 178 latach. Wtedy to podobnie postąpiono z 16 przywódcami Polskiego Państwa Podziemnego, których w 1945 r. Sowieci zwabili na spotkanie pod pretekstem politycznych rozmów, po czym aresztowali ich i wywieźli do Moskwy, by postawić przed własnym sądem. Trzech z nich: ostatni dowódca AK gen. Leopold Okulicki, wicepremier Jan Stanisław Jankowski i delegat rządu RP na kraj Stanisław Jasiukowicz, zostało zamordowanych”.
Po co autorowi ten wywód? Ano po to: „Niedawno mieszkańcy Warszawy, Wrocławia, Gdańska i wielu innych miast, o czym media niespecjalnie mówiły, podczas spontanicznie zwołanych manifestacji domagali się od rządu tylko jednej rzeczy. Aby śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem prowadziły polskie władze, a nie Rosja, która ma wpływ na wszystkie dowody, i od której zależy skuteczność prowadzenia śledztwa (…) Wydawałoby się, że domaganie się przejęcia śledztwa od Rosjan to „oczywista oczywistość”. Tak postąpiłoby każde państwo, które czuje się nie tylko wolne i suwerenne, ale rzeczywiście zdeterminowane do tego, by od początku do końca wyjaśnić dramat, jaki rozegrał się nieopodal Katynia (…)  Polski Sejm AD 2010 okazał się nie tylko niemy, ale i ślepy”.
A więc powtórka z historii – jesteśmy nadal w roku 1717! Kupieni przez Moskali posłowie, zdrajcy i agenci, jawni i wpływu. Tylko o krok od rozbioru. Niestety ten wywód przypomina mi publikacje dogmatycznych historyków-marksistów, którzy każde wydarzenie (powtarzam – każde!) wyjaśniali i tłumaczyli tylko wedle jednego szablonu. Z jeden strony był uciśniony lud, z drugiej „klasy posiadające”, oczywiście zdradzieckie i antynarodowe. Teraz mamy zamiast ludu uciśniony naród, a zamiast klas posiadających agentów Moskwy. Poza tym wszystko jest takie same – skrajny schematyzm, kompletne ignorowanie kontekstu historycznego i niewygodnych faktów. Dla marksistów historyczne prostactwo było potrzebne dla mobilizowania mas przeciwko rzeczywistości, tak samo jak dzisiaj jest to potrzebne dla „niepodległościowców”. Kto panuje nad historią, ten panuje nad teraźniejszością. To jest jasne. Zdumiewa tylko, że to wszystko uznawane jest dzisiaj za kwintesencję myśli prawicowej, co jest nieporozumieniem. Takie myślenie wywodzi się w linii prostej z jakobinizmu, XIX-wiecznego węglarstwa i masonerii, a potem lewicowej PPS, by zakończyć na anarchizującej, zainfekowanej przez KOR „Solidarności”.
Jest jeszcze jedno podobieństwo z marksistami – uwielbienie dla jednostki-symbolu tej doktryny. Tu rolę tę pełni oczywiście Józef Piłsudski. Urasta on niemal do rangi wszechmogącego giganta. Prawda historyczna ginie na ołtarzu wielkiej sprawy. Parę dni temu obchodziliśmy 75. rocznicę śmierci tego polityka. Mogliśmy się np. dowiedzieć z mediów, że w 1926 roku Piłsudski zorganizował „demonstrację zbrojną, która przekształciła się w walki z rządem”, a gdzie indziej sprecyzowano, że ta „demonstracja” nazywana była przez prawicę narodową „zamachem stanu”. Nazywana, a więc zamachem nie była. Ba, ale cóż się dziwić – jeden z „historyków” z naukowym tytułem twierdzi np., że zamachu stanu dokonał … Wincenty Witos, dając rozkaz do zaatakowania oddziałów wiernych Piłsudskiemu, co samo w sobie było oczywiście zbrodnią.
A wracając jeszcze do „historiozofii” Reszczyńskiego. W wieku XVIII „familia” (czyli Czartoryscy i Poniatowscy) bynajmniej nie była zaprzedana Rosji – ta opcja w polityce polskiej była wynikiem bardzo realistycznej oceny sytuacji, dokonanej przez najbardziej światły odłam polskiej arystokracji. A ta była taka – gwarantem integralności Rzeczypospolitej właśnie od 1717 roku była Rosja, która sprzeciwiała się pomysłom rozbioru wysuwanym przez Augusta II i Prusy (oczywiście we własnym interesie, a nie z altruizmu). Wybór był więc prosty – zrzucić protektorat rosyjski i doprowadzić do rozbioru i upadku państwa lub godzić się nań i próbować stopniowo reformować kraj. Ta polityka prawie by się powiodła, gdyby nie szaleństwa „patriotów”. Takiego zdania jest zdecydowana większość polskich historyków (Kalinka, Konopczyński, Michalski, Rostworowski, Zahorski, Zielińska), poza Łojkiem. Potem „patrioci” zrobili dwa powstania, które utopiły sprawę polską na wiek. W 1918 roku Polska powstała w wyniku wyjątkowo korzystnego splotu wydarzeń a nie czynu legionowego i geniuszu Piłsudskiego. A w 1914 roku biskup kielecki Augustyn Łosiński nie witał z entuzjazmem kompanii strzelców Piłsudskiego (a nie Legiony Piłsudskiego, jak mylnie sugeruje Reszczyński w innym tekście w „ND”) dlatego, że był zdrajcą i uległym wobec cara, lecz dlatego, że akcja strzelców stała w sprzeczności z przyjętą przez Narodową Demokrację i podzielaną przez większość Polaków w Królestwie strategią ulokowania sprawy polskiej w obozie antyniemieckim.
Tyle na dzisiaj lekcji historii, udzielonej bez większej nadziei na zmianę postawy wyznawców jedynie słusznej wykładni. Prawda jest zawsze trudniejsza do przyjęcia, bo jest zbyt mało porywająca i „nudna”. Zawsze lepiej sprzedać ją jako pasmo zdrad, spisków i zamachów. Tyle tylko, że takie trzymanie kotła pod parą jest albo jałowe i śmieszne, albo kończy się tragicznie. Całe szczęście, że żyjemy w czasach, w których w grę wchodzi tylko pierwszy wariant.

Trackback URI | Comments RSS

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.