Jul 02 2010
Niech żyje Edward Gierek!
Jarosław Kaczyński powiedział w Sosnowcu, mieście lewicy i ośrodku kultu Edwarda Gierka, że były I sekretarz KC PZPR był „komunistycznym, ale jednak patriotą”. Zaznaczył, że choć jako działacz opozycji demokratycznej był czynnym przeciwnikiem Edwarda Gierka, cenił w nim m.in. to, że „opozycję jakoś tam tolerował, a nie zamykał do więzienia”, co – jak mówił – było w komunizmie bardzo rzadkie; przede wszystkim jednak cenił to, że Gierek „chciał siły Polski”. – Śmiano się często z tego 10. miejsca na świecie. A ja się z tego nie śmiałem. Ja wiedziałem, że to nieprawda, ale uważałem, że to zdrowa ambicja – mówił Kaczyński.
No i zaczęło się, spod ziemi pojawiali się natychmiast wielcy dysydenci i prześladowani stronnicy Bronisława Komorowskiego – Stefan Niesiołowski, Andrzej Czuma, Jan Lityński i Leszek Moczulski. Ten ostatni nazwał Kaczyńskiego „obrotowym antykomunistą” i żalił się, że za Gierka był 250 razy aresztowany. – To był liberalizm w stylu Gierka – mówił Moczulski. – Te wozy pancerne, te armatki wodne, to wszystko, co się pojawiło za Jaruzelskiego, to przecież nie Jaruzelski to przygotował. Cały ten aparat terroru zmodernizował, nadał mu nowoczesny, taki uderzeniowy kształt Gierek i jego ludzie – dodał. I puenta: - Władza totalitarna była szkodliwa, a Polska w PRL nie była nigdy 10. gospodarką na świecie, tylko w propagandzie komunistycznej. Jedynym zaś, co zostało Polsce po rządach Gierka, są długi, które Polacy spłacają do dziś.
No cóż, wszystkiego bym się spodziewał, ale nie takiego obrotu sprawy – Kaczyński oskarżany o brak pryncypialnego antykomunizmu, o uległość wobec PRL, o gloryfikację Gierka. W całej tej wrzawie są dwie kwestie. Pierwsza, to logika kampanii wyborczej. Kaczyński konsekwentnie walczy o elektorat postpeerelowski od czasu wypowiedzi w Szczecinie. Wbrew zgrzytaniu otoczenia, np. Jadwigi Staniszkis, nie zrezygnował z tej taktyki i w końcówce kampanii jeszcze mocniej zaakcentował swoje nowe stanowisko w sprawie PRL. Sztab PO jest zaskoczony, bo to Komorowski jest pomawiany przez zwolenników Kaczyńskiego (np. Radio Maryja, „Nasz Dziennik”, „Gazetę Polską”) o „prokomunizm”. Co w tej sytuacji robić? Zgodzić się w prezesem PiS, przyznać mu rację? Nie – na ringu pojawiają się „ofiary Gierka” z Janem Lityńskim na czele i świadczą, jak to było źle w tych czasach.
Ale jest i drugi aspekt tej sprawy. Kto ma rację z punktu widzenia historycznego? Rację ma oczywiście Jarosław Kaczyński. Spojrzał bowiem (mniejsza czy szczerze) na ówczesnego dzieje Polski nie z punktu widzenia garstki opozycjonistów, ale z perspektywy całego narodu. A ta perspektywa była zupełnie inna niż perspektywa kilkudziesięciu KOR-wców czy ROPCiO-wców. Poza tym, wbrew szyderczym uwagom Moczulskiego, za Gierka rzeczywiście zbudowano podstawy gospodarki, która mogła tworzyć z Polski kraj naprawdę silny. I to za jedyne 20 mld USD długu (dzisiaj dług to jakieś 500 mld USD). To są fakty oczywiste – samodzielny i nowoczesny przemysł chemiczny, stoczniowy, zbrojeniowy, przetwórczy, hutniczy. Polskie firmy budowały fabryki przemysłu chemicznego w całym III świecie, w samym Iraku pracowało 15 tysięcy polskich robotników budujących drogi (autostradą wybudowaną przez Polaków Amerykanie wjechali do Bagdadu w 2003 r.). Stocznie polskie uchodziły za jedne z najbardziej nowoczesnych na świecie. Imponujący był postęp w budowie infrastruktury – kolejowej i drogowej. Problem tamtej gospodarki polegał na tym, że nie potrafiła zapewnić ogromnej rzeszy konsumentów (ludność Polski wzrosła z 21 mln w 1945 do 38 mln w latach 70.). dostatecznej ilości towaru. Tragiczna była także organizacja handlu. A przecież wystarczyło oddać w ręce prywatne handel i usługi, by poprawa była widoczna od razu. Zrobiono to w końcu lat 80., ale było za późno. Rządy solidarnościowe po 1989 r. z jednej strony pluły na PRL, z drugiej przez 20 lat wyprzedawały za ciężkie pieniądze cały jej dorobek, a precyzyjniej dorobek całego narodu z tego okresu. I jeszcze jedno – to nie opozycja była sprawczynią Sierpnia 1980, lecz tęsknota ludzi za lepszym życiem, o opozycji mało kto słyszał, albo się jej bano.
Adam Gierek, syn Edwarda Gierka, zadeklarował co prawda, że zagłosuje w wyborach na Komorowskiego, ale nie ocenił wypowiedzi Kaczyńskiego tak surowo, jak sztabowcy PO. Powiedział, że jest wdzięczny Kaczyńskiemu za te słowa pod adresem ojca, dodając, że w ten sposób rozpoczął się proces rehabilitacji PRL jako państwa. Nie zgodził się z opinią, że wypowiedź Kaczyńskiego jest nieszczera. To w tej chwili mniej ważne – słowa te bowiem padły i każdy je słyszał. Nie da się już chyba powrócić do retoryki ostatnich lat, do znęcania się nad własną historią, do wciskania ludziom półprawd i bajek o żelaznym totalitarnym wilku. A propos, gdyby – jak chce Leszek Moczulski – władza za Gierka była naprawdę totalitarna (była, ale do 1956, kiedy Moczulski opozycjonista nie był, a Jan Lityński dawał jako dziecko kwiaty Bierutowi), to dzisiaj nie mielibyśmy okazji wysłuchiwać o jego bohaterskich wyczynach, tak samo jak historii Jana Lityńskiego czy Andrzeja Czumy. Bo prawda jest taka, że ta cała opozycja to był skutek liberalnej polityki gierkowskiej. Towarzysz Feliks Dzierżyński załatwił by to inaczej, niż Stanisław Kania. Czasami trzeba takie oczywistości przypominać.
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.